Oczami Harrego
Pogłaskałem małą po głowie i spróbowałem zrobić mądrą minę.
-A nie chcesz zobaczyć co dostałaś od gwiazdora?- zapytałem z nadzieją w głosie.
- Chce.- odetchnąłem z ulgą.- Ale najpielw chce wiedziec skod sie biolą dzieci.To co powies mi
cy mam zadzwonić do wuja Simona?
Westchnąłem głośno.
- No więc to jest tak że kiedy mama i tata dużo się przytulają to potem tata daje mamusi takie nasionko, które kiedy się połączy z takim jajeczkiem, które jest w mamusi zamienia się w dzidziusia.- odpowiedziałem z trudem powstrzymując się od śmiechu.
- Aha.- westchnęła ze zrozumieniem.- Cyli ty to zlobiles wtedy kiedy calowaliście się psy lodówce?
- Nie. Tego się nie robi przy dzieciach.- powiedziałem i pocałowałem Darcy w głowę.
*** 8,5 miesiąca później***
Darcy się pogorszyło. Teraz jest w szpitalu podłączona do kroplówkę i śpi. Jej złote loczki są porozrzucane na białej poduszce. Ale na szczęście do terminu zostały tylko dwa tygodnie. Maksymalnie za 14 dni na świąt przyjdzie wasze drugie dziecko dzięki któremu będziecie mogli uratować Darcy. Mimo że to tak wygląda to wcale nie zaszłaś w drugą ciążę z powodu córki tylko dlatego że kochasz Harrego i chciałaś mieć z nim ndrugie dziecko a fakt o możliwości wyleczenia Darcy tylko przyśpieszył twoją decyzję. Do sali wszedł Harry.
- Jak się czujesz skarbie?- zapytał.
- Dobrze.- odpowiedziałaś i pocałowałaś małą w czoło.
- Już niedługo.- szepnął Harry chwytają cię za ręką.
Oparłaś się głową o poduszkę Darcy.
- Śpij skarbie.- Hazza pogłaskał cię po głowie.- Jesteś zmęczona.
Obudził cię ból brzucha. Podniosłaś się do pozycji siedzącej i rozejrzałam do okoła.
- Co się stało?- zapytał Harry.
Przeszedł cię silny skurcz a potem następny.
- Harry chyba się zaczęło.- wyjęczałaś.
Loczek zbadał.
- Biegnę po lekarza.- powiedział przerażony i wybiegł z sali.
Chwyciłaś się za brzuch bo przeszedł cię kolejny skurcz. Darcy otworzyła oczy.
- Mamusiu co się dzieje?- zapytała cicho.
- Twój brat lub siostra chce już wyjść na świat.
Da sali wpadli lekarz i pielęgniarka z wózkiem inwalidzkim. Pomogli ci na nim usiąść i zawieźli na porodówkę.
Oczami Harrego
Siedziałem na korytarzu i słuchałem się w pełne udręki krzyki [T.I]. Po chwili usłyszałem głos Lou. Chłopcy przylecieli do nas dwa miesiące temu.
-Z DROGI ŚLEDZIE!-krzyczał i po chwili wślizgiem razem z resztą chłopaków pojawił się na korytarzu
-Harry! Gdzie ona jest?!-zapytał Niall.
Ja wstałem i zacząłem nerwowo chodzić i mówić jak katarynka o wszystkim co tylko ślina przyniosła mi na język
-Harry zamknij się-powiedział juz wkurzony Liam
-Liam to robi się inaczej-dodał Louis,zatrzymał się i przyłożył z liścia w twarz -Zamknij się-powiedział potem nadal stojąc na przeciwko mnie.
Złapałam się za policzek -Dzięki Louis,pomogło-poklepałem go po plecach i znowu usiadłem na miejscu...
Po kilku godzinach nieustannych krzyków [T.I] z sali wyszedł lekarz. Podszedłem do niego.
- Co z nimi?- zapytałem.
- Ma pan ślicznego syna.- podlegał mnie po plecach.
Suuuuuupeeeeer ddddaaaaalej! Chche kolejną część
OdpowiedzUsuń