Zrobiłam zdziwioną minę. On zdecydowanie nie wygląda na kogoś kto chciałby umówić się z kimś takim jak Paris. Ona jest nazwana i zmienia zdanie w ciągu sekundy. Poza tym nie jest ani trochę odpowiedzialna. On jest jej przeciwieństwem. Spokojny, wszystko trzy razy przemyśli zanim coś zrobi.
- Opowiadaj.- powiedziałam.
Dziewczyna westchnęła.
- No więc pamiętasz swoją pierwszą randkę z Harrym?- zapytała.
- Tak. Ale co to ma do rzeczy?
- Dużo.
- Okay.
- Więc kiedy z niej wróciłaś nie zastałaś mnie tylko kompiel, płatki róż, świece.
- No tak. Ale do dzisiaj nie rozumiem dlaczego ty nawiałaś i skąd się to wszystko tam wzięło.
- No kiedy tam siedziałam to ktoś wszedł do domu. I okazało się że to był Liam. Poprosił żebym ci nic nie mówiła. Zgodziłam się. Pomogłam mu i razem poszliśmy. Bardzo dobrze nam się rozmawiało. Wymieniliśmy się numerami i wczoraj zaprosił mnie na kawę.
- Ale słodko... Więc kiedy się spotykacie?
- Po jutrze.
- Pomogę ci się przygotować.- oznajmiłam.
Paris klasnęła z radości w dłonie.
- To cudownie!- ucieszyła się.
- Wiem.- powiedziałam.
Dziewczyna podniosła się z krzesła, podeszła do mnie i przytuliła.
- Jesteś super przyjaciółką.- sięgnęła w moje ramię.
- Dzięki.- podziękowałam.
Laywillion wróciła na swoje miejsce.
- W takim razie może pójdziemy dzisiaj razem na zakupy.- zaproponowała.
Kochałam zakupy z Paris. Zawsze chodziłyśmy po sklepach kilka godzin przebierając się setki razy. Jedynym kłopotem było to że miałyłmy dość podobne gusta a noszenie takich samych ubrań co twoja przyjaciółka nie jest fajne. Po kilku sytuacjach kiedy nie mogłyśmy zdecydować którą kupi dane ubranie wprowadziłyśmy pewną zasadę. Podczas zakupów każda z nas ma prawo sobie zaklepać cztery rzeczy. Kiedy to zrobi druga nie może już kupić choćby tej samej rzeczy ale w innym koloże.
- Jasne.- zgodziłam się.
- To gdzie idziemy? Gucci, Tom Taylor?
- To może...
Moją wypowiedź przerwał dzwoniący telefon. Odebrałam. Zalał mnie potok słów wyrzuconych przez mojego menagera. Kiedy skończył i rozłączył się zdziwiona odsunęła telefon od ucha.
- Co się stało?- zapytała Paris.
- Nie wiem po co ale w tej chwili mam się spotkać z moim menagerem.
Niesamowite historie członków One Direction z każdą z was w roli głównej. Follow me on Twitter @lovefoodlikeniall
środa, 29 października 2014
Mimi's Story Chapter XVII "Zalał mnie potok słów wyrzuconych przez mojego menagera"
środa, 22 października 2014
Mimi's Story Chapter XVI "Liam zaproponował mi spotkanie"
Drogi Pamiętniku!
Piszę do ciebie z pokładu samolotu z Nowego Yorku do Londynu. Harry śpi jak zabity a na dodatek chrapie. Nie wiem jak chłopcy wytrzymują z nim w tour busie. Ale mniejsza o Harry'ego i jego chrapanie. Spotkałam się z Jackiem. On jest niesamowity. Powiedziałam mu że jestem z Loczkiem a on przyjął to nawet dobrze. Widać że mu się podobam ale nie mam zamiaru zdradzać Hazzy. To było by zdecydowanie nie fair. On kocha mnie do szaleństwa. I szczerze mówiąc podoba mi się to.
Nagle chrapanie Hazzy się urwało. Podniosłem głowę i zobaczyłam że chłopak otwiera oczy.
- Hej.- powiedział zachrypniętym głosem.
- Cześć.- przywitałam się z nim.
- Która godzina?- zapytał.
- 17.- odparłam zerkając na zegarek.
- Czyli za godzinę lądujemy?
- Za 30 minut.
- Już?- zdziwił się.
- Dręczyłeś nas całe dwie godziny swoje chrapaniem.- zaśmiałam się.
- Naprawdę?- Loczek zaczerwienił się.
- Zdecydowanie tak.
- Przepraszam.
Wpadłam zdyszana do kawiarni i zobaczyłam Paris. Trenerka wstała z miejsca i podbiegł do mnie. Od razu wzięła mnie w ramiona.
- Boże Mimi jak dawno się niwie widziałyśmy.- pisnęła.
Podeszłyśmy do stolika, zdjęła płaszcz i usiadłyśmy.
- Co u ciebie?- zapytałam.
- W sumie to nic specjalnego. Kilka sesji, pełno wolnego.
- Ją mam za to urwanie głowy.- jęknęłam.
- Aż tak źle?- dziewczyna zrobiła wspułczującą minę.
- Jutro wywiad dla Go British, potem sesja dla tego samego magazynu. Na koniec wywiad dla dla BBC.
- Od kiedy się tak tobą media interesują?
- Od kiedy zaczęli podejrzewać że ją i Harry jesteśmy razem.
- No to rozumiem...
- A ty też masz w końcu kogoś na oku?- zapytałam.
- Ciągle kogoś mam ale oni przeważnie okazują się gośćmi własnymi tylko na pink do mojej karty kredytowej.
- Czyli nie?
- Ale ktoś inny ma mnie na oku.- oznajmiła.
Nareszcie ona naprawdę za długo już jest sama. A to zdecydowanie jej nie służy. Chodzi po klubach. Częściej niż kiedyś jest pijana.
- No i kto to?- zapytałam zaciekawiona.
- No wiesz...
- Nie nie wiem.
- Liam zaproponował mi spotkanie.
poniedziałek, 20 października 2014
#86 Never say Never 4
Zagrałaś oczami żeby mieć pewność że się nie przewidziałam. Jednak, o zgrozo, on tam był i patrzył na ciebie tymi swoimi hipnotyzująco niebieskimi oczami. Już chciałaś zrobić w tył zwrot i wrócić do salonu jednak on podbiegł do ciebie i chwycił cię za nadgarstek uniemożliwiając ci tym samym odejście.
- To jak dasz mi drógą szansę?- zapytał.
Szczerze nie miałaś na to najmniejszej ochoty ale miałaś takie przeczucie że inaczej nie pozwoli ci odejść.
- Okay. Ale to będzie ostatnią szansa, nie będzie już kolejnych.- zastrzegłaś.
- To super.- w oczach blondyna pojawiły się iskierki radości.- W takim razie mam na imię Niall.
Zrobiłeś delikatnie zdziwioną minę.
- Wiem.- oznajmiłaś.
- Wiem że wiesz.- powiedział chłopak - Ale skoro zaczyna naszą znajomość od początku to muszę się przedstawić.
- Aha. Rozumiem.
Uśmiechnęłaś się.
- Ja jestem [T.I].- przedstawiłaś się.- Wiesz co?
- Nie nie wiem.- zaśmiał się Niall.
- Myślę że może dobrze zrobiłam że dałam ci tą drugą szansę.
- Czyli jednak mój urok osobisty przezwyciężył twoją awersję do mnie?
- Co to to nie!
- Czemu?
- Bo nie masz za grosz uroku osobistego.
- Całe życie w kłamstwie...- westchnął Niall.
Zaśmiałaś się i usiadłaś na blacie.
- Opowiedz mi coś o sobie.- poprosiłaś.
- Ale co?
- Cokolwiek.- powiedziałaś.
- W takim razie gram w zespole One Direction...
- To dlatego cię kojarzę!- wykrzyknęłaś
- I... jestem z irlandii, mam 21 lat i mam małego bratanka Theo. Poza tym
lubię grać na gitarze, w golfa i na PSP.
- Czyli jak typowy chłopak.- powiedziałaś.
- Wcale nie nie jestem typowy. Nigdy nie byłem taki jak inni. Byłem wyjątkowy.
- Co za skromność...
- Ale to czysta prawda.
- W takim razie udowodnij mi to.
- Okay nie ma sprawy.
~*~
Do domu wróciłaś po trzeciej nad ranem i po prostu przebrałaś się w piżamę i padłaś na łóżko.
Jednak rano jakaś okropna osoba nie mająca dla ciebie zamiłowania postanowiła do ciebie zadzwonić. Tak więc o 9 rano obudził cię twój dzwonek telefonu. Na wpół jeszcze śpiąc odebrałaś.
- Halo.- powiedziałaś.
- Ojej obudziłem cię?- usłyszałaś głos Niall'a.- Przepraszam.
- Trzeba było myśleć zanim zarobiłeś.- fuknęłaś.
Chłopak się zaśmiał.
- Ale mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
- Cały dzień snu?
- Nie! Spotkamy się pod big ben'em dzisiaj o 14 okay?
- Niech ci będzie.
niedziela, 19 października 2014
Never say Never 3
- Co grasz?- zapytał.
- Sam nie wiem.- odparłem odkładając instrument na ziemię i opierając go o kanapę.
- Jak nie wiesz?
- No tak po prostu.
- Znowu masz jakiś dziwny nastrój.- stwierdził Louis.
- Nie.- zaprzeczyłem.
Lou westchnął głośno. Byłem typem człowieka który nawet jeśli nie ma racji nie przyzna się do tego i on świetnie o tym wiedział tak samo jak o tym że to on ma rację.
- Chcesz iść z nami na imprezę?- zapytał Lou.
- Nie mam ochoty.- powiedziałem i schyliłem się aby sięgnąć po gitarę.
- Chociaż raz się zgódź.- poprosił.
- Nieeeeee.-jęknąłem.
- Dla mnie?- zrobił minę słodkiego kotka. Jednak ja pokręciłem głową.- Dla One Direction?- dalej się nie zgadzałem.- Dla Directionerek?
Westchnąłem.
- Dobrze.- Lou szeroko się uśmiechnął- Ale tylko i wyłącznie dla nich.
Oczami [T.I]
Zapłaciłaś taksówkarzowi i wysiadłaś z taksówki. Usłyszałaś dzwonek mojej komórki. Wyjęłaś ją z torebki i odebrałaś połączenie.
- Halo?- powiedziałaś do słuchawki.
Najpierw usłyszałaś gwar i krzyki a potem twoja przyjaciółka wrzasnęła do słuchawki.
- [T.I] gdzie jesteś ty tchurzu?!- zapytała.
- Pod drzwiami.- odpowiedziałaś.
- W takim razie już idę ci otworzyć bo w tym chłasie nikt cię nie usłyszy.
Lily się rozłączyła. Podeszłaś do odpowiednich drzwi a po chwili usłyszałaś szczęk otwieranego zamka,drzwi się otworzyły i udarzyła w ciebie fala gorąca i głośnej muzyki. Zaczęłaś żałować że nie zostałaś w domu ale było już na to za późno.
- Cześć!- Lil rzuciła ci się na szyję.
- Hej!- poklepałaś ją po plecach. Dało się wyczuć od niej wyraźną woń alkocholu.
Lily oderwała się od ciuebie, chwyciłą za rękę i wprowadziła do środka. Salon został przerobiony na coś w stylu klubu nocnego.
- No to zaczynamy Party Hard!- krzykneła dziewczyna entuzjastycznie.
- Ja pójdę do kuchni po coś do picia.- oznajmiłaś.
- Ale alkochol masz tam.- zdziwiła się Lily.
- Ja tam na razię napiję się Coli.
Ruszyłaś do kuchni. Kiedy weszłaś do pomieszczenia twoje zdziwenie było ogromne gdyż zobaczyłaś... Zgadnijcie kogo? Niall'a.
___________________________________________________________________
Mam nadzieją że jutro uda mi się wstawić 4 część. A i tak na marginesie piszcie jakieś komentarze. Okay?
poniedziałek, 13 października 2014
#84 Never say Never 2
Siadłem na ławce i wpatrywałem się w jakiś punkt bardzo daleko ode mnie. Właśnie wtedy rozdzwonił się mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni i odebrałem połączenie najpierw sprawdzając kto dzwoni. Harry.
- Halo?- zapytałem.
- Słuchaj Niall idziemy dzisiaj na imprezę z Louis'em. Chcesz iść z nami?
- Nie...- jękąłem.
- No nie marudź!- powiedział Hazza.- Może wyrwiesz jakąś laskę!
- Haroldzie wiesz dobrze że nie lubię kiedy mówisz do mnie w ten sposób a w szczególności o dziewczynach.
- No o co ci chodzi?- zapytał poirytiwany.
- Dziewczyny nie są po to żeby je wyrywać tylko... one czują to samo co ty kiedy cię rzuciła Anne. Ile razy mam ci to tłumaczyć?
- Już dobrze, dobrze... To idziesz z nami czy nie?
- Nie.
- Twoja strata.- oznajmił i rozłączył się.
Schowałem telefon do kieszeni i głośno westchnąłem. Czemu życie takie jest? Czemu to że ktoś nie ma drugiej połówki znaczy że jest słaby? Kiedy jest wręcz odwrotnie. Ci którzy zaraz po zerwaniu znowu kogoś mają są tak słabi że nie mogą wytrzymać sami. Za to ludzie tacy jak ją są na tyle silni żeby czekać.
Wstałem i ruszyłem do bramy parku. Właśnie kiedy miałem wielką fontannę zobaczyłem naprawdę fajną blondynkę. Ciekawe czy jeżeli mnie wogóle zobaczy to czy pomyśli "Ale ciacho. Co ja bym dała za twojego chłopaka".
A czemu by tak nie wziąść sprawy w swoje ręce? Co mi zaszkodzi podejść do niej? Chyba nic. Tak więc podjąłem decyzję. Wziąłem głęboki oddech, podszedłem do fontanny na której siedziała i przysiadłem na brzegu.
- Zły dzień?- zapytałem gdyż dziewczyna miała naprawdę zmartwioną minę.
- Każdy dzień jest trochę zły.- odpowiedziała.
- W takim razie czy ten jest szczególnie zły?
- Ostatnio każdy jest tak samo zły.
- Dlaczego?
- Nie będę się żalić obcemu.
- Jestem Niall. Teraz jeszcze powiedz jak masz na imię i już będziemy się znali.
- Okay.
- No to jak masz na imię?
- Mam na imię...- zaczęła.
- Czekaj.- przerwałem jej.- Sam zgadnę.
- Zgoda.
- Gabriela?
- Nie. A czemu właśnie to? Pasuje do mnie to imię?
- Tak. W stu procentach.
- Czemu?
- Bo tak się nazywa najpiękniejszy anioł.
Dziewczyna wstała.
- Mam na imię [T.I] i chyba już sobie pójdę.- powiedziała.
- Dlaczego?
- Bo mam już dość chłopaków którzy najpierw mnie pokrywają i wydają się tacy uprzejmi i wogóle super a potem kiedy mam już nadzieję że w końcu kogoś znajdę oni mnie zostawiają.
- Ale ja taki nie jestem.- powiedziałem podrywając się z miejsca.
- Ale zrobiłeś inne wrażenie.- stwierdziła.
- To może zaczniemy naszą znajomość od początku?- zaproponowałem.
- Nie dzięki.- odparła.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę bramy parku.
- Do widzenia.- rzuciła przez ramię.
- Czyli się jeszcze zobaczymy?- zapytałem z nadzieją w głosie.
- Nie. I w takim razie żegnaj.- powiedziała i odeszła.
To było okropne. Poczułem się tak
jakby miłość mojego życia właśnie
wymknęła mi się z rąk.
środa, 8 października 2014
Mimi's Story Chapter XV "Katarek"
- Co robisz?- zapytałam grzebiąc w torebce w poszukiwaniu chusteczek chigienicznych.- Hazuś masz chusteczki?- zrobiłam słodką minkę i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Nie...- odparł.- A co?
- Mam katarek.- oznajmiłam pociągajac nosem.
Hazza wstał i sięgnął po listononoszkę Adidasa która leżała na półce nad naszymi głowami. Pociągnął zamek błyskawiczny i zaczął szperać pomiędzy kartkami, jedzeniem i innymi papierami.
- To co masz je?
- Czekaj... Długopis, branzoletka, brudna skarpeta... Co brudna skarpeta?!
Westchnęłam głośno i sięgnęłam spowrotem po moją torebkę.
- Czekaj! Czekaj!- powiedział zdecydowanie za głośno.
- Co tym razem znalazłeś?! Zużyty derodorant?!- zapytałam poirytowana.
- Nie.
- Ale to pewnie gdzieś tam też jest.
- To co?
- Chusteczki.- oznajmił i podał mi foliowe opakowanie.- Proszę.- powiedział i dał mi soczystego całusa w policzek.
- Dzięki.- wzięłam od niego przedmiot i wyjęłam chusteczkę i wydmuchałam nosa po czym kichnęłam.
- Gdzie się tak załatwiłaś?- zapytał Harry.
- Jak to gdzie na tym twoim spacerze po centrum kiedy to zmokłam do suchej nitki a potem jeszcze zmarzłam w zimnych tunelach metro. A jeszcze potem nie chciałeś zamknąć tego cholernego okna.
- Aha rozumiem.
Oparłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy.
- Jak myślisz czy jeszcze kiedyś pojedziemy razem do Nowego Yorku? Będziemy spacerować po jego zatłoczonych ulicach? Jeździć metrem jak normalni ludzie?
- Jasne. Przyjedziemy tu razem z dziećmi. Będziemy spacerować po zatłoczonych ulicach jak każdy inny człowiek bo tłumy już nie będą pamiętać naszych imion. Może te osoby które teraz są naszymi fanami.
- Dziećmi?- zapytałam podejrzliwie.
- Tak. Najlepiej dwójką.
- Czy ty aby nie zapędziłęś się za daleko?- zapytałam zdziwiona. Dobra może marzyć ale sory są jakieś ograniczenia. Jestteśmy razem trzy miesiące a on już ma normalnie plany na najblirzsze 10 lat.
Jednak moją ochotę tego by powiedzieć mu co o tym wszystkim myślę przerwało to że samolot gwałtownie się zatrząsł. Chwyciłam Harrego za ramię.
- Co to?- zapytałam lekko przestraszona.
- Turbulencje.- powiedział Hazza głosem tak spokojnym jakby nic się nie działo.
Rozejżałam się dookoła siebie.
Loczek widząc strach w moich oczach zaśmiał się.
- Z czego się śmiejesz?- fuknęłam.
- Z ciebie.- odparł dalej szczeżąc zęby jak szczerbty do sera.
- A co jest we mnie takiego zabawnego?
- To że boisz się zwykłych turbulencji.
- To jest takie śmieszne?!
- Tak.
- A co jak samolot spadnie?!
- Napewno nie.- Harry przyciągnął mnie do siebie.-
Prześle
środa, 1 października 2014
Mimi's Story Chapter XIV "Masz wąsa!"
- Harry! Harry!- potrząsnęłam ramieniem chłopaka jednak on nie odpowiedział.- Skarbie muszimy wstawać!
Mimo że jęczałam mu nad uchem dobre pięć minut on cały czas smacznie spał. Pochyliłam się nad jego twarzą i złarzyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Jednak kiedy już chciałam się odsunąć on położył swoje dłonie na moich biodrach i przytrzymał mnie tak żebym nie mogła się odsunąć.
- Mhhhhyyyyy...- zamróczał.- Chcę żebyś już zawsze mnie tak budziła.
Odsunęłaś się od niego mimo jego sprzeciwów.
- Hazza nie mamy czasu na pieszczoty za 4 godziny mamy samolot. Musimy się pospieszyć.
Loczek jak z procy wyskoczył z łóżka i pobiegł do łazienki. W tym czasie zdążyłam już spakować nasze rzeczy. Po piętnastu minutach Styles wyszedł z pomieszczenia. Jednak kiedy go zobaczyłam zaczęłam pękać ze śmiechu. Chłopak zrobił zdezoriętowaną minę a następnie zaczął dokładnie sprawdzać czy aby na pewno poprawine założył wszystkie części garderoby.
- Dobra poddaję się!- krzyknął.- Co się stało?!
- Hahahahahaha! Masz wąsa hahahahaha!-Podeszłam do niego i otarłam mu piankę do golenia zpod nosa.- Zdecydowanie lepiej.
- Dobra Mimi ty też musisz się spieszyć więc leć do łazienki. Bo inaczej to przez ciebie się spóźnimy.- Hazza popchnął mnie delikatnie w stronę drewnianych drzwi.
***
- I po co był ten cały pośpiech?- zapytał kompletnie znudzony Harry kiedy po raz kolejny odpalał i zgaszał ekran telefonu.
- Zwykle na lotnisko z hotelu Laberth jedzie się godzinę. No a to że udało nam się wcześniej wyjechać to dobrze.
- A teraz kwitniemy tu i zaraz umrzemy z nudów...
- Nie przesadzaj.
- Idziemy kupić sobie jakieś żelki?- zapytał Hazza wstając z plastikowego krzesełka i chowając komurkę do kieszeni.
- No dobra niech ci będzie. Jeśli jest coś dzięki czemu przestaniesz smęcisz to napewno to zrobię.
Wstałam z ziemi i ruszyłam przez tłum co chwilę oglądając się za siebie aby sprawdzić czy mój chłopak na pewno idzie za mną. Kiedy odwróciłam się za siebie mijając toalety Loczka nie było.
- Harry! Harry gdzie jesteś!- Przestraszona zaczęłam narwowo rozgladać się do okoła szukając w tłumie bruneta jednak nie było po nim ani śladu.- Harry!
Byłam kompletnie załamana bo za 20 minut mamy odprawę a ja go zgubiłam. Każdy inny by powiedział: to nic takiego, spotkacie się w samolocie. Dla mnie to coś bo on jest jak dziecko trzeba pilnować za niego czasu. Więc jak się spóźni na samolot to będzie musiał lecieć następnym który jest dobiero jutro o 17:00 ale o 10:00 czasu Londyńskiego mają wywiad czyli w sumie spóźnił by się na wywiad dostał opieprz od menagera i byłaby jedna i to wielka masakra do kwadratu. Odwróciłam się już miałam wracać do tych plastikowych krzesełek kiedy zobaczyłam tego debila. Pobiegłam w jego stronę i rzuciłam się w jego ramiona.
- W końcu cię znalazłam!- ucieszyłam się.
- A ja się wogóle zgubiłem?- zdziwił się.
- A nie?- odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
- Dobra mniejsza o to. Chodź bo spuźnimy się na samolot.- powiedziałam i ruszyliśmy trzymając się za ręce w stronę odprawy.
sobota, 27 września 2014
#83 Never Say Never 1
- Hallo! Hej [T.I]!- krzyknęła do słuchawki twoja przyjaciółka Lily. Była czymś wyraźnie podekscytowana.
- Cześć Li. Co się stało?- zapytałaś.
- Umówiłam cię z super chłopakiem!- cieszyła się dalej dziewczyna.
- Lily mówiłam ci już że nie chcę żebyś mnie sfatała...- jęknęłaś do słuchawki.
- Wiem, wiem ale ten jest serio super.
- Mam uraz do chłopaków. Zapomniałaś?
- Cały czas o tym pamiętam.
- I co w związku z tym?- zapytałaś przyjaciółkę.
- Mam zamiar to zmienić.- westchnęłaś. Jej się nie da wytłumaczyś że po prostu lepiej ci samej. Nikt cię nie okłamuje, nie zdrazda na boku a poza tym nie musisz od nikogo uzależniać swoich decyzji.
- Lily. Nie.- powiedziałaś.
- Proszę?
- Nie!
- Bardzo proszę?
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!- powiedziałaś i rozłączyłaś się.
Wstałaś z brzegu fontanny i całkiem wytrącona z równowagi ruszyłam do bramy parku.
Oczami Niall'a
Wszedłem do mojego ulubionego parku w Londynie w celu przemyślenia wszystkiego co się zdarzyło w ciągu ostatnich dni. Szczerze mówiąc bardzo chciałbym je wymazać z pamięci. Były okropne. Przed wczoraj wszedłem na twittera i zobaczyłem że hejterzy znowu piszą o ty jaki to ja jestem beznadziejny bo nie mam dziewczyny. A prawda jest taka że narazie nie chcę jej mieć. Nie chodzi o to że nie chcę miłości bo bardzo jej chcę ale o to że nie chcę być z kimś kogo poznałem jakiś czas wcześniej w nocnym klubie. To nie jest prawdziwa miłość chodzi miłość taką jak w bajkach prawdziwą, na całe życie a najlepiej od pierwszego wejrzenia.To coś na
co naprawdę czekam...
środa, 24 września 2014
Mimi's Story Chapter XIII "Okay"
- To akurat nie było problem.- powiedziałam.
Jack zrobił zdziwioną minę.
- A co było?
Popatrzyłam mu prosto w oczy. Nie chciałam go zranić a to co miała mu powiedzieć mogło skreślić jaką kolwek relację jaka mogła między nami zaistnieć.
- Bo widzisz mam chłopaka.- powiedziałam na jednym wydechu.
Chciałam odszukać w oczach Jack'a jakiejś odpowiedzi na to jak się teraz czuł. Czy było mu przykro? A może mu to zwisało? Ale niczego się nie dopatrzyłam.
- Okay.- powiedział. Odetchnęła z ulgą.- Ale mam jedno pytanie.
- Tak?
- On wie że tu jesteś?
- Nie. Ale Harry raczej nie będzie miał do mnie pretensji.
- Czyli twój chłopak to ten Harry Styles który siedział podczas sesji na czerwonej sofie.
- Tak.
- A nie był zazdrosny kiedy ja obmacywałem jego dziewczynę ubraną w sam strój kompielowy.?
- Był ale musi to przeżyć. Taką mam pracę i tyle.
- Aha. Wiesz co może kiedy będziesz kiedyś w Londynie to zadzwoń to się spotkamy.
- Ok.
Otworzyłem drzwi do pokoju hotelowego.
- Harry! Już jestem.- powiedziałam.
Po chwili usłyszałam skrzypnięcie drzwi i z łazienki wyszedł Harry. Podszedł do mnie i objął w talii.
- Tęskniłem.- oznajmił.
- Przecież nie było mnie raptem dwie godziny.
- Ale dla mnie to i tak za dużo.
Pochylił się i namiętnie mnie pocałował. Zacrzuciłam mu ręce na szyję a on objął mnie tak żebym nie mogła mu uciec.
- W sumie to ją też za tobą tęskniłam.- powiedziałam w jego usta.
Harry uśmiechnął się przez pocałunek.
- Wiedziałem.
Hazza zjechał ręką do mojego pasa. Chwycił koniec mojej koszulki i pociągnął go w górę. Potem sięgnął do zapięcia mojego stanika.
- Harry nie.- odsunęła się od niego.
Mina chłopaka zrzedła.
- Okay.- powiedział.
Zasmucony usiadł na łóżku.
- Harry to nie tak.- powiedziałam.
- Rozumiem.
- Ja po prostu się boję.- wyznałam.
- To nic strasznego. Pierwszy raz...
- Nie o to chodzi.- przerwałam mu.
- A o co?
- Widzisz boję się że jesteś tym typem chłopaka który czeka na seks a potem odchodzi.
- Nie jestem taki.
- Wiem ale i tak chcę poczekać.
- Okay.
poniedziałek, 22 września 2014
#81 Niall part.2
#41 Niall
____________________________________________________________________________________
Pamiętasz co bym zrobiła w takiej sytuacji jeszcze te kilka miesięcy temu?
Pewnie tak. Kiedy czekałam aż wrócisz z pracy myślałam że wyjdę z siebie a kiedy słyszałam odgłos samochodu parknowanego u nas na podjeździe biegłam do okna i sprawdzałam czy to aby napewno ty. I zawsze miałam rację. Kiedy widziałam jak wysiadasz z auta biegłam w podskokach do holu i czekałam kiedy naciśniesz tą klamkę i wejdźiesz do środka. A kiedy już to się stało a ty szybko zatrzasnąłeś drzwi nogą wtulałam się w ciebie a potem namiętnie całowałam a ty trzymałeś mnie w tym zaborczym geście. Niby delikatnie a jednak na tyle mocno żeby oznajmić światy że jestem twoja i że nie dasz mi uciec. A ja się na to zgadzałam.
Jeszcze mocniej przytuliłaś swojego synka Shanee. A on cichutko zakwilił.
- Cichutko maluszku.- pocałowaś go w czułko.
Chłopiec zacisnął swoje malutkie paluszki na twoim kciuku.
- Już dobrze.
Wstałaś z fotela i cały czas tuląc synka do swojej piersi poszłaś do sypialni gdzie włożyłaś go w kołysce i przykryłaś kołderką. Złożyłaś delikatnego całusa na jego czole na które opadały pudle włosów koloru ciemnego blondu.
- Dobranoc.- szepnęłaś.
Wyszłaś z sypialni i wróciłaś do salonu. Niall cały czas łomotał w drzwi. Założyłaś słuchawki i zwinięta w kłębek zasnęłaś na kanapie.
♥
Kiedy się obudziłaś panowała kompletna cisza. Zaciekawiona podeszłaś do drzwi i wyjrzałaś przez wizjer. Zobaczyłaś Niall'a śpiącego opartego plecami o ścianę na przeciwko twoich drzwi. Zrobiło ci się go żal. Pod wpływem impulsu otworzyłaś
drzwi. Chłopak od razu poderwał się na równe nogi.
- [T.I] proszę daj mi z tobą porozmawiać!- zaczął łagodnym tonem.
- Wejdź.- zaprosiłaś chłopaka.
Zaprowadziłaś go do salonu.
- [T.I] wiem że popełniłem wielki błąd.
- Tak.
- Ale daj mi skończyć. To że cię zdradziła było jak krzyk który wywołał całą lawinę. A tą lawina zabrała mi najważniejsze co wtedy miałem: ciebie i to co mogłem mieć: nasze dziecko. Jedyne co mogę teraz robić to przepraszać i mieć nadzieję że kiedyś mi wybaczysz i może znowu pokochasz tak jak kiedyś. Że znowu będę miał przy boku to co najcenniejsze a nawet więcej. I wiedz że obwiniam tylko i wyłącznie siebie. Nikogo innego. Nie ciebie, nie tamtą dziewczynę nie chłopaków za to że cię pewnie stwierdzili w przekonaniu że powinnaś tak zrobić. Tylko siebie.
- Niall wiesz jaka była najtrudniejsza decyzja w moim życiu?
- Nie. To żeby otworzyć mi teraz drzwi?
- Nie. Nie wiedziałam czy cię zostawić czy nie. A kiedy poszłam do chłopaków nie wiedziałam czy ich prosić o pomoc czy nie. Ale to zrobiłam. Dla jego dobra.
- Czyli to chłopiec?
- Tak Shanee.
- A mogę go zobaczyć?
- Nie!- gwałtownie wstałaś z kanapy.
- Ale czemu jestem jego ojcem.
- A ja matką. I muszę go chronić.- zanosząc się płaczem opadłaś na sofę.- Nie pozwolę aby on też cierpiał wystarczy że moje serce jest w kawałkach.
Niall usiadł koło ciebie i cię przytulił. Chciałaś się wyrwać. Ale on na to nie pozwolił i tulił cię w ten sam zaborczy sposób co kiedyś.
- Ja nie chcę go krzywdzić. Daj mi szansę a stworzymy mu normalną pełną rodzinę. Jak każda inna. Z tatą który będzie uczył grać w piłkę nożną i mamą która będzie całować zdarte kolana.
- A jaką mam gwarancję na to że się zmieniłeś?
- Moją miłość.
- Ale wiesz że nie będzie tak łatwo. Będziesz musiał odbudować moje zaufanie do ciebie. Będzie tak jak na początku. Mimo to że zamieszkamy znowu razem nie będziemy spać razem a ja będę cię kontrolować. Zniesiesz to?
- Dla ciebie wszystko.
sobota, 13 września 2014
#81 Niall Happy Birthday
o metalową barierkę i obserwowałaś żyrafę. Właśnie ten gatunek zwierzęcia był twoim ulubionym z całego Londyńskiego Zoo. Czasami kiedy miałaś problem wydawałaś te parę funtów i przychodziłaś popatrzeć tu na tą żyrafę. Ale tego dnia wbrew pozorom nie miałaś żadnego problemu. Po prostu spędzałaś sobotnie popołudnie dumając nad swoim życiem oparta o metalową barierkę i obserwujac żyrafę.
- Widzę że też lubisz tu przychodzić.- usłyszałaś jakiś głos i odwróciłaś się aby zobaczyć kto to taki.
Zobaczyłaś przystojnego blondyna z niezwykle błękitnymi oczami i rozbrajającym uśmiechem.
- Jesteś tu zawsze kiedy przychodzę.- dodał szybko jakby próbując się wytłumaczyć.
- Lubię.- wyciągnęłaś rękę w jego stronę.- [T.I][T.N].
- Niall Horan.
- Wiem.
- To czemu nie piszczysz?
- Po piszczę sobie w domu. A teraz wolę zachować spokój.
- To miło z twojej strony.
- To też wiem.
- Ale ty skromna.
- Powiedziałabym "wiem" ale to byłoby nudne więc powiem że dziękuję.
- Wydajesz się naprawdę fajną osobą.
- Jesteś tego pewien?
- Na 99,9%.
Pokiwałaś głową z dezaprobatą
- To może skończymy na herbatę do tej kawiarni przy pawilonie z popugami?
- Ok.- uśmiechnęłaś się.
- Serio?! Naprawdę tak powiedział?!
- No prawie...
- Wiedziałam że zmyślałeś!
- Nie zmyślałem. Harry powiedział że rodzice Liam'a 21 lat i 9 miesięcy temu musieli mieć niezłą imprezę.
- Jak ty z nimi wytrzymujesz?
- Normalnie.
- A no tak! Zapomniałam że sam nie należysz do najnormalniejszych.
- Jesteś okropna.
- Wcale nie.
- Wcale tak.
- No dobrze nie jesteś ale pod jednym wyrunkiem.
- Tak?
- Daj mi swój numer telefonu.
- Okay.
" Hej [T.I]."
" Cześć Nialler. Co u ciebie?"
" Dobrze ale ostatnio strasznie mi się nudzi."
" To może się spotkamy. Co o tym myślisz?"
" Okay! To kiedy? I gdzie?"
" Może pojutrze pod Big Ben'em?"
" To do zobaczenia?"
" Jak najbardziej."
Oczami Niall'a
Spacerowałem po parku kiedy usłyszałem znajomy śmiech. Odwróciłem się ii zobaczyłem [T.I] spacerującą za ręką z jakimś chłopakiem. W pewnym momencie ona się do niego odwróciła i przystąpiła go a on pocałował ją w czoło.
Po moim policzku poleciała łza.
Czyli mnie okłamywała. Ma już kogoś. Dziewczyna którą kocham ma już kogoś.
Oczami [T.I]
Dzwoniła do niego po raz setny a on po raz setny nie odbierał. Co się z nim dzieje? Nie przyszedł na spotkanie i nie kontaktuje się że mną od tygodnia.
Pociągnęłaś łyk gorącej herbaty i otarłaś łezkę.
- Co ja mam robić?- załkałaś.
- Może idź do niego.- powiedziała twoją współlokatorka.
- Nie otworzy mi.
- Jeśli chcesz czegoś idź po to nie masz nic do stracenia.
- Okay nie mam niczego do stracenia.
Nacisnęłaś dzwonek do drzwi i otrzymałaś oddech. W myślach modliłaś się aby Niall otworzył.
Po chwili usłyszałaś zgrzyt zamka w drzwiach i zobaczyłaś blondyna. Horan już chciał zamknąć drzwi ale mu przeszkodziłaś wystawiając nogę między próg a drzwi.
- Niall wysłuchaj mnie.
- Czemu mam to zrobić po tym jak mnie skrzywdziłaś.
- Jak cię skrzywdziłam?
- Przecież mnie okłamałaś. Masz już kogoś a ja się w tobie zakochałem.
Zawiesiłaś mu ręce na szyi i namiętnie pocałowałaś.
- Też cię kocham.
- A ten chłopak?
- To mój brat.
- W takim razie ją też cię kocham.
________________________________
Niall życzę ci wszystkiego najlepszego. Abyś znalazł tą jedyną i kupił sobie żyrafę. Żebyś nie zwariował z tą czwórką wariatów. Jednym słowem sto lat.
środa, 10 września 2014
Mimi's Story chapter XII "Liścik"
Kiedy skończyliśmy weszłam do garderoby, gdzie czekała na mnie moja stylistka Emma. W prawdzie nie pracowała dla mnie zawsze ale przygotowywała mnie właściwie do każdej sesji dla H&M a było ich całkiem dużo.
- I jak było?- zapytała brunetka.
- Gdyby nie to że mój chłopak miał takie spojrzenie jakby chciał Jack'a zamordować to byłoby całkiem nieźle.
- A kto jest twoim chłopakiem bo wiesz dzisiaj nie wychodziłam z garderoby?
- Harry Styles.
- Serio?! Jak ci się go udało upolować?
- Nie latałam za nim z dzidą ani z łukiem. I podstawowa rzecz ja nie poluje na chłopaków.
Nagle do pomieszczenia weszła jakaś babka.
- To dla ciebie.- powiedziała i wręczyła mi małą karteczkę.
Rozwinęłam biały papierek i zaczęłam czytać.
niedziela, 7 września 2014
#80 Louis
- Przepraszam mogę się dosiąść?- zapytał.- Bo widzisz nie ma wolnych miejsc.
- Jasne.- powiedziałaś.- Ale mam jedno pytanie.
- Okay. Pytaj.
- Czemu to sławny Louis Tomlinson przychodzi do jakiejś zapeziałej kawiarni kiedy na potknięcie palca jeden z jego goryli (ochroniarzy) przyniósł by mu najlepszą kawę czy tam herbatę w londynie nawet nie patrząc na ilość kilometrów jaką musi przejechać?
- Długie to pytanie.
- Ale mimo to chcę znać na nie odpowiedź.
- Po pierwsze nie lubię gdy ludzie mówią że jestem sławny. To nic o człowieku nie mówi. No może tylko to że jest 99% szansy na to że gwiazdoży. A jestem tu dlatego że lubię to miejsce.
- Ale to prawda że gwiazdożysz. To był powód twojego zerwania z Eleanor.
- To prawda...- powiedział smutnym głosem.
- Ale ty tak serio o tym byciu sławnym?- zaśmiałaś się.
- Jasne.
- A mam jeszcze jedno pytanie.
- Jakie?
- W realu jesteś taki sam jak przed kamerami?
- Oczywiście.
Popatrzyłaś na niego podejrzliwie.
- Mam ci udowodnić?- zapytał.
Uśmiechnęłaś się pod nosem a Louis zrobił dwa kroki do tyłu i wyciągnął ręce do góry.
- Co ty robisz?- zapytałaś.
Tomlinson zrobił kanciastą gwiazdę po czym uśmiechając się szeroko stanął przed tobą.
- Droga hrabino czy łaskawie zgodzi się pani dać mi swój numer telefonu.
- Oczywiście.
- Musisz jednak wsiąść pod uwagę pewien mało ciekawy szczegółu.
- Jakiż to?
- Nie możesz ani słowem wspomnieć o tym mojemu podwładnemu wieśniakowi Harremu. Gdyż inaczej zaatakuje cię razem ze swoim nieokrzesanym przyjacielem Niall'em.
- Zgadzam się.
*** 1 miesiąc później ***
Staliście na Tower Bridge i patrzyliśmy w dół na płynącą pod waszymi nogami Tamizę.
- Zróbmy sobie selfie.- powiedział Lou.
- Ok.-Uśmiechnęłaś się.
Louis wyciągnął telefon i włączył aparat. Krzyczeliście robić głupie miny a potem uwieczniać je na zdjęciach. Kiedy skończyliście łamiąc się śmiechem zaczeliście przeglądać fotki.
- Boże Lou wyglądam jak jakaś małpa.- zaśmiałaś się.
- A ty to normalnie lepiej.
- Foch Forever.
Lou mocno cię przytulił.
- Żartowałem ty zawsze wyglądasz pięknie.
*** 2 miesiące później ***
Szliście przez ośnieżony park. Nagle Lou odwrócił się do ciebie.
- [T.I] chciałbym ci coś powiedzieć.
- Jestem do twojej dyspozycji.
- Serio?- Lou zrobił dziwną minę.
- Nie w ten sposób. Więc zamieniam się w słuch.
- [T.I] od naszej pierwszej rozmowy wiedziałem że będziesz dla mnie kimś więcej niż dziewczyną spotkaną przez przypadek w kawiarni. Już w tedy na Tower Bridge wiedziałem że cię w jakiś sposób kocham. Teraz wiem że kocham cię jak prawdziwą miłość. Mam tylko jedno pytanie. Czy odwzajemniasz moje uczucia?
- W 100%. Albo nawet bardziej.
*** 3 lata później ***
Spacerowaliście z Lou po plaży. Małe kamyczki wskazywały wam się do butów ale wam to nie przeszkadzało. Za to Louis był dzisiaj jakoś dziwnie podekscytowany. W pewnym momencie kiedy zatrzymaliśmy się by popatrzeć na małe dzieci goniące motyka Lou uklęknął przed tobą na jedno kolano i wyciągnął z kieszeni marynarki pierścionek.
- [T.I] kocham cię teraz i przysięgam kochać cię przez następne dni naszej własnej wieczności. Więc czy czynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz panią Tomlinson?
- Oczywiście.- wyszeptałaś przez łzy a Lou założył ci na palec pierścionek.
*** 3 miesiące później ***
Weszłaś do waszego nowego domu i postawiłaś dwa wielkie kartony w salonie.
- Lou rusz dupę i mi pomóż!- krzyknęłaś.
- Już lecę.
Do salonu wbiegł Louis z jakąś małą siatką.
- Powiedz chociaż że to jest ciężkie.
- Nie. Prezerwatywy nie są ciężkie.- powiedział.
- Czyli ją targam wielkie kartony a ty się obijasz?!
- Nie. Wnoszę najwarzniejszą rzecz zaraz po tobie i telewizorze.- wymruczałem ci do ucha kładąc ręce na twoich biodrach.
- Nie Lou.- powiedziałaś stanowczo.
- Lubię kiedy mi się opierasz.-powiedział i pocałował cię w kark.
- Nie!
Louis cofnął się tmn samym spotykając się o stolik i rozlewając wodę która na nim stała.
- Zawsze to samo albo chcę się ruchać albo syfi!
- Wcale nie!
- A teraz to co?! Pedantka i normalnie zakonnica!
- Nie jestem pedantką a tmn bardziej zakonnicą!
- Ta jasne. A znając życie to nawet nocy poślubnej nie będziemy mieli bo albo wielce hrabina nie będzie miała ochoty albo stwierdzi że w pokoju jest syf i musi go posprzątać!
Tego już było za dużo. Odwróciłaś się na pięcie i wybiegłaś na dwór. Usiadłaś na ławeczce w ogrodzie i płakałaś. Po chwili podszedł do ciebie Lou i mocno przytulił.
- Przepraszam to co powiedziałem to nie prawda.- szepnął i namiętnie cię pocałował.
*** 2 miesiące później ***
-Ja Louis Tomlinson biorę
sobie Ciebie [T.I][T.N] za
żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.- powiedział Louis stojąc ubrany w przepiękny garnitur na ślubnym kobiercu.
Ja [T.I][T.N] biorę sobie
Ciebie Louisa Tomlinsona za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
*** Rok później ***
-Louis chodź tu!- krzyknęłaś z łazienki.
Do pomieszczenia wpadł twój mąż.
- Co się stało? Podpaski ci się znowu skończyły?
- Teraz nie będę ich musiała używać przez dziewięć miesięcy.
Lou popatrzył na ciebie zdziwiony.
- Jestem w ciąży!
Lou wziął cię na ręce namiętnie pocałował.
- Ale wczoraj się zabezpieczyliśmy.
- Ale ją dwa tygodnie temu zapomniałem wziąść tabletki.
Lou zrobił dziwną minę.
- Jedziemy do lekarza.- oznajmił.
- Czemu?
- A co jeżeli coś wczoraj zrobiłem naszej kruszynce?
- Nasze dziecko jest w tej chwili wielkości fasolki i jest otoczona specjalną błoną żeby ojciec tak niewyżyci jak ty go nie skrzywdził.
- To znaczy że nie musimy rezygnować z seksu na całe dziewięć miesięcy.
- Nie.
- Uffffff.
*** Teraz ***
Spacerujesz z twoim mężem Louis'em i dwoma synami Tommem i Ed'em po plaży w miejscu gdzie oświadczył ci się Lou. Nagle czujesz że strumień wody pochlipuje twoją bluzkę. Odwracasz głowę i widzisz Louisa który głupio się śmieje.
- Ty wariacie!
Biegniesz i nabierasz wody w ręce i polewasz mu głowę.
- Osz ty!- krzyczy Lou i rzuca się na ciebie tak że teraz leży na ziemi a Louis siedzi na tobie.- Będziesz grzeczna?
- Tak.- opowiadasz a Lou całuje cię namiętnie.
sobota, 6 września 2014
#79 Love Will Remember 5 KONIEC
- Jeżeli kopie to znaczy że to chłopiec.- usłyszałaś za sobą znajomy głos.
Odwróciłaś się i zobaczyłaś Harrego. Trochę się przestraszyłaś że chłopak zacznie cię nakłaniać żebyś wróciła do Zayn'a. Hazza widocznie zagadnął co czujesz.
- Nie przychodzę tu po to żeby cię nakłaniać do powroty do niego. To co zrobił było złe.- powiedział głośno ale ostatnie zdanie wymówił szeptem.
- Jak to "nie przychodzisz tu"? Śledzisz mnie czy co?
- [T.I] codziennie idziesz przez ten park do piekarni gdzie kupujesz dwie pszenne bułeczki i crossanta a potem wpadasz tą samą drogą do domu.
- Ale czemu to robisz?
- Bo obiecałem że się tobą zaopiekuję.
- Komu obiecałeś? Zayn'owi?
- Eliz.
Twoją przyjaciółka trzy miesiące temu wyjechała do Cambridge do rodziców gdyż jej mamą ma raka piersi. Stwierdziła że nie może teraz tak po prostu zostać w Londynie i się bawić kiedy jej matka będzie walczyć o życie.
- Jak?
-Kiedyś przyprowadziłaś ją do nas na domówkę. Pamiętasz?
- Tak.
- Dałem jej wtedy swój numer i powiedziałem że jak będzie czegoś potrzebowała albo chciała pogadać to niech zadzwoni. Dwa dni przed wyjazdem zadzwoniła.
- Dziękuję Harry. I tak. Trafiłeś będzie chłopiec.
- Jak mu dasz na imię?
- Chyba Colin.
- Ładnie.
- No dalej Colin wyłaź na ten piepszony świat!!!- krzyknął Harry ściskając cię jeszcze mocniej za rękę.
Zacisnęłaś zęby żeby nie krzyknąć z bólu.
- Niech pani prze.- poinstruował. cię lekarz.
- Robię to od 7 godzin i jakoś nic nie pomaga.
- Najdokładniej od 7 godzin 6 minut i 42 sekund.- wtrącił się Hazza.
- A ty co kurwa że stoperem siedzisz?!
- Obiecuję pani że jeszcze nie dłużej niż godzinę. Tylko proszę przeć.
- Trzymam pana za słowo.
- To niech pani prze.
- Nie mam już siły.
- [T.I] ogarnij się. Jak nie będziesz przeć to wszystko będzie trwało dłużej.- Harry ogłaszał cię po głowie.
- Pełne imię i nazwisko dziecka?- zapytał lekarz podczas wypełniania aktu urodzenia.
- Colin Edward [T.N].- odparłaś.
- Potem pani nazwisko które już znam. Imię i nazwisko ojca?
- Nieznany.
- To ten chłopak z modem na głowie nie jest ojcem?
- Nie.
Tak więc oto koniec tej historii. O Zayn'ie nigdy nie zapomnisz. Bo o prawdziwej miłości się nie zapomina. Bo to nie jest takie łatwe wporzucić wszystkie plany i przestać patrzeć na mapę która jak do teraz wskazywała kierunek życia i nagle zmienić wszystko o 180 stopni. Teraz to nie ty byłaś najważniejsza tylko Colin. Może i popełniłaś błąd ale twój syn nie może odczuwać jego skutków. To by było nie sprawiedliwe. Wiesz że kiedyś zapyta o tatę. Wiesz że kiedy będą robić w przedszkolu laura na dzień taty on nie będzie komu miał jej dać ale ważne jest to żeby był szczęśliwy. Może i Obruciłaś Zayn'a ale zyskałaś przyjaciela który pomaga ci walczyć z bólem i nie pozwala byś znowu została sama.
________________________________
No to mamy koniec imagina pod którym pojawił się tylko jeden komentarz za którego serdecznie ci Kinga dziękuję. Mam nadzieję że mimo braku innych komentarzy ta seria jednak komuś się podobała.
czwartek, 4 września 2014
Informacja
endless-summer-with-one-direction.blogspot.com
Więc z tego powodu posty nie będą się pojawiać tak często jak kiedyś. 3-4 imaginy na tydzień. Przepraszam.
I love U <3
środa, 3 września 2014
#78 Love Will Remember 5
- Halo?- zapytałaś z trudem powstrzymując łzy.
- Hej skarbie wyskoczymy na zakupy?- zaszczebiotała twoja przyjaciółka Eliz.
Rozszlochałaś się w głos.
- Boże co się stało?- zapytała
- Przyjedź.
W słuchawce rozległo się pikanie oznaczające zakończenie połączenia. Wróciłaś do poprzedniej czynności. Po 15 minutach skrzypnęły drzwi i do mieszkania weszła Eliz. Pobiegła do ciebie i mocno przytuliła ocierając łzy z już całkiem mokrych policzków.
- Co się stało?- zapytała.
Podałaś jej test ciążowy.
- I to jest powód twojego płaczu?
Wtuliłaś się w jej koszulkę.
- Nazwał mnie szmatą i puszczalską, potem wyrzucił z domu i na dodatek twierdzi że to dziecko nie jest jego.- wyszlochałaś.
Eliz pogłaskała cię po głowie.
- A był wtedy w stu procentach trzeźwy?
- Nie. Ale ponoć ludzie po alkoholu są bardziej szczerzy niż w realu.- zaszlochałaś.
- [T.I] nie dołuj się... Większość z nich po prostu nie myśli co robi. A Zayn nigdy by tak nie postąpił. Wiesz co możesz zrobić?
- Co?
- Jeżeli w ciągu dwóch tygodni przyjdzie z przeprosinami i zaakceptuje dziecko to mu wybacz. Jak nie to nie.
- Ok.- szepnęłaś w koszulkę Eliz.
- A teraz już nie płacz.
Czas mijał. Zdążyłaś już pójść do ginekologa i dowiedzieć się że to jest trzeci tydzień ciąży. To znaczy że gdybyś dowiedziała się o tym wcześniej to prawdopodobnie cały czas bylibyście w szczęśliwym związku. Minął dopiero a może już tydzień a ty cały czas miałaś nadzieję że Zayn jednak przyjdzie albo zadzwoni aby się dowiedzieć gdzie jesteś a potem przyjdzie ale nie żadnego ślady po tym że mu na tobie chociaż odrobinę zależy. Siedziałaś w swoimi mieszkanku na łóżku i trzymałaś rękę na brzuchu.
- Cześć maluszku.- powiedziałaś głaszcząc swój jeszcze płaski brzuch.- Wiesz że mamusia cię kocha. Już czekam kiedy wyjdziesz. Ale nie dlatego że za niedługo nie będę się mieścić w żadne spodnie tylko po prostu chcę cię już przytulić. Wiesz? A na twoim tatusiu się zawiodłam. Nawet nie zadzwonił. To nie miłe. Nie sądzisz.
Wtedy usłyszałaś głos przychodzącego esemesa. Sięgnęłaś po telefon i odblokowałaś go.
- O twój tata napisał.
Kliknęłaś w ikonkę z kopertą i na twoim ekranie pojawiła się treść wiadomości.
sobota, 30 sierpnia 2014
#77 Liam Happy Birthday!
Czytasz- Komentujesz
________________________________
Siedziałaś w kolejce do lekarza. Nagle usłyszałaś jakiś głos.
- Przepraszam kto jest ostatni?- zapytał owy ktoś.
Odwróciłaś się i zobaczyłaś przystojnego bruneta.
- Ja.- powiedziałaś.
Chłopak zrobił krok w twoją s stronę, skrzywdził się z bólu a potem usiadł na plastikowym krześle.
- Co się stało?- zapytałaś.
- Nic takiego. Zwichnąłem kostkę ucząc się tańczyć.
Zaśmiałaś się co spowodowało potężny atak kaszlu. Przysunęłaś bliżej siebie plecak z butlą tlenową jakby to coś miało pomoc.
- A tobie co dolega?
- W tej chwili wybity palec...
- Więc po co te wąsy tlenowe?- chłopak dotknął rurki która pomagała ci oddychać.
- Rak tarczycy z ogromną kolonią w lewym płucu. Moje płuca niezbyt spisują się w swojej roli więc muszę mieć to.
Rozmawialiście jeszcze dobre pół godziny a kiedy wwstawałaś by iść na izbę przyjęć poczułaś że chłopak wkłada ci coś do kieszeni. Okazało się to jego numerem telefonu.
Weszłaś do lokalu ciągnąc za sobą plecak z butlą tlenową i zobaczyłaś Liam'a (bo tak nazywał się chłopak) siedzącego przy stoliku w rogu sali. Kiedy cię zobaczył wstał i do ciebie podszedł.
- Myślałem już że nie przyjdziesz.- powiedział.
- Przepraszam. Były korki w mieście.
- Rozumiem.- uśmiechnął się i zaprowadźił cię do waszego stolika.
Usiedliście i zamuwiliście dwie herbaty.
- Jak się dzisiaj czujesz?- zapytał.
- Dobrze. Ale nie lubię na spotkaniach towarzyskich rozmawiać o moim zdrowiu.
- Okay więc opowiedz mi coś o sobie.- poprosił.
- Bardzo lubiłem biegać, kiedy miałam 14 lat byłam mistrzynią w biegach przełajowych w hrabstwie. W sumie do teraz lubię biegać ale już nie mogę bo po minucie biegu londuję na ostrym dyżurze. Lubię malować. To mnie uspokaja. Teraz twoja kolej.
- Gram w zespole One Direction...
- To już wiem od kiedy cię poznałam.- przerwałaś mu.
- To czemu nie piszczałaś wtedy w szpitalu.
- Bo wiesz nie śpieszy mi się jeszcze do grobu.
- Aha. Rozumiem.- powiedział z uznawaną powagą jednak po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
Z Liam'em spotkajcie się już prawie dwa miesiące. Dzisiaj wyraziście się na spacer po parku. Szliście ramię w ramię a Payne ciągnął twoją butlę terenową.
- Możemy usiąść? Męczyła się.- poprosiłaś.
- Jasne.
Usiedliście na ławce. Liam odwrócił się do ciebie i chwycił za ręce.
- Posłuchaj [T.I]...- zaczął ale ty mu przerwałaś.
- Liam, stało się coś?- zapytałaś.
- Nie i proszę daj mi skończyć.- wziął głęboki wdech.- Od kiedy cię zobaczyłem, wtedy w tej kolejce wiedziałem że będziesz dla mnie wyjątkową osobą. Tylko nie wiedziałem jeszcze kim. Teraz wiem że jesteś moją prawdziwą miłością. Ale czy ty odwzajemniasz moje uczucie?
W odpowiedzi pocałowałaś go.
- Taką odpowiedź wystarczy?
Liam życzę ci wszystkiego najlepszego. Abyś wytrzymał z tą czwórką wariatów w AdHd i sam nie zwariował. Żeby ci się świetnie układało z Sophią. Poza tym abyś miał kiedyś wspaniałą
rodzinę. I czego ją ci jeszcze mogę życzyć? Chyba wszystkiego o czym darzysz ale nigdy o tym nie mówiłeś.



.jpg)
.jpg)



