czwartek, 31 lipca 2014

#71 Niall

Wróciłaś dzisiaj wcześniej z pracy bo chciałaś zrobić swojemu chłopakowi, który dzisiaj miał imieniny niespodziankę. Kiedy byłaś już pod waszym mieszkaniem wyjęłaś z torebki klucze i otworzyłaś drzwi. Weszłaś do środka i rozejrzałaś się po salonie. Nikogo tam nie było a zwykle to tam przesiadywał twój chłopak. Ruszyłaś w głąb mieszkania i nagle usłyszałaś ciche postękiwania z waszej sypialni. Podeszłaś do odpowiednich drzwi i otworzyłaś je. To co zobaczyłaś było straszne twój chłopak twój były chłopak nago leżał na jakiejś półnagiej lasce. Odwróciłaś się na pięcie i wyszłaś z mieszkania.
Zbiegałaś po schodach kiedy poczułaś nacisk na lewym nadgarstku odwróciłaś się i zobaczyłaś twojego byłego.
- [T.I] proszę nie odchodź.- powiedział.
- Nie Matt to niemożliwe.- parsknęłaś śmiechem.- Za moimi plecami pieprzyłeś jakieś plastiki.
- Ale to ciebie kocham najbardziej.
- Ale tego nie pokazujesz. Niby taki miły a jednak oschły i niedostępny.
- [T.I] proszę daj mi drugą szansę.- poprosił.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo kiedy kończy się zaufanie kończy się związek.- uśmiechnęłaś się smutno, przełknęłaś wielką gulę w gardle i wyszarpałaś swoją rękę z uścisku Matt'a.- A teraz do widzenia może jutro wrócę po rzeczy.
Zbiegłaś na parter i wybiegłaś z budynku. Tam już twoje łzy mogły bez problemu płynąć.
- Dlaczego właśnie mnie to spotkało?- zapytałaś samo siebie i zaczęłaś iść.
Straciłaś kogoś tak dla ciebie ważnego. Mówiłaś mu właściwie wszystko od tego jak się kiedy czujesz do największych sekretów. Bez kogoś takiego jak Matt będzie bardzo trudno ale nie zaufasz mu na nowo. Nie po to żeby potem znowu poczuć ten ból jakby ktoś wyrywał ci serce.
Kiedy znowu wróciłaś do rzeczywistości znajdowałaś się na Tower Bridge of London.
- Ciekawe jak wielu ludzi odebrało tu sobie życie?- zastanowiłaś się na głos.- Moje życie nie ma już sensu więc może pójdę za tłumem i zrobię to samo co oni?
I wtedy dzięki jakiemuś impulsowi podjęłaś decyzję. Położyłaś ręce na zimnej barierce i zaczęłaś się po niej wspinać. Kiedy już miałaś przełożyć nogę na drugą stronę usłyszałaś krzyk.
- Nie! Stój!- odwróciłaś się i zobaczyłaś, że ktoś biegnie w twoją stronę.
Zawahałaś się a wtedy owy ktoś zdążył do ciebie podbiec.
- Nie rób tego.- powiedział.
Był to przystojny chłopak. Miał niezwykle błękitne oczy i blond włosy.
- Czemu?- zapytałaś a z twoich oczu popłynęły kolejne łzy.
- Zejdź to ci powiem.
Blondyn podał ci rękę a ty zeszłaś z barierki.
- Nie możesz tego zrobić świat niezwykle by ucierpiał tracąc tak piękna dziewczynę.
- Ale ja nie chcę żyć.
- Dlaczego?- tym razem to on zapytał.
Opowiedziałaś mu całą historię a on dzielnie cię pocieszał.
- Jak masz na imię?- zapytał.
- [T.I].- przedstawiłaś się.
- Niall. 
Nagle zawiał zimny wiatr a ty zadrżałaś z zimna.
- Chodź pójdziemy do jakiejś kawiarni i napijemy się ciepłej herbaty. Co?
- Ok.

Minęły 4 miesiące teraz jesteś z Niallem i świetnie wam się układa już prawie zapomniałaś o Macie i o tym jak wtedy cierpiałaś. Chociaż pewnie gdyby nie on nigdy nie poznałabyś miłości swego życia.
__________________________________________________________________
To dla ciebie Agatko bo bardzo za tobą tęsknię.

środa, 30 lipca 2014

Mimi's Story Chapter X "Odpierdol się od niej"

... rodziców Mimi. Wiedziałem jak wyglądają bo wielokrotnie widziałem ich zdjęcia.
- Dzień dobry!- przywitałem się.- Mimi ktoś do ciebie!
Usłyszeliśmy kroki na korytarzu a po chwili dołączyła do nas dziewczyna.
- Momo? Tato? Co wy tutaj robicie?- powiedziała i rzuciła się rodzicom na szyję.
- Byliśmy przejazdem więc pomyśleliśmy że wpadniemy, ale 
widzę że przeszkadzamy.- powiedział tata Mimi.
- Nie oczywiście że nie.- powiedziała dziewczyna.- Wejdźcie.
Przepuściła rodziców i zamknęła za nimi drzwi.
- Harry leć się ubrać.- syknęła.
- Zgubiłem bokserki.- powiedziałem.
- W mojej szafie na drugiej półce znajdziesz kilka par. Powinny być na ciebie dobre.
- Skąd masz bokserki w domu?
- Zostały po moim byłym a teraz leć.
Pobiegłem do jej sypialni a potem do łazienki i ubrałem się.
Kiedy byłem już gotowy poszedłem do salonu w którym cała rodzina De La Cruse popierała herbatę. 
Ostentacyjnie nie usiadłem zaraz obok Mimi.
- To jak masz na imię?- zapytała mnie mama dziewczyny.
- Jestem Harry. Harry Styles.- przedstawiłem się.
- A co robisz w życiu?- spytał jej ojciec.
- Śpiewam w zespole.
- I zawsze ci mówiłem córuś: nie zadawaj się z biedakami.- tym razem pan De La Cruse zwrócił się do córki.
- Tato on gra w jednym z najlepszych zespołów ich płyta była numerem jeden w ponad 30 krajach.
- Tym więc jeszcze cię zostawi. Pobawić się tobą i zostawi!
- On jest inny. 
- Czyli będzie z tobą max 2 tygodni. Duża różnica.
- Robert uspokuj się.- upomniał męża mama Mimi.
- Żadne uspokuj się Rebecco! On krzywdzi naszą małą córkę!
- Harry jej nie krzywdzi...
- Ale na pewno to zrobi!
- Chodź Robert jedziemy do hotelu. Mimi może wpadniesz do nas jutro?
- Tak jasne.
Rodzice dziewczyny wstali z kanapy.
- Odpierdol się od niej. Odpieprz się od naszej córki.- powiedział Robert i wyszedł.
_______________________________________


niedziela, 27 lipca 2014

#70 Louis


Był sobotni wieczór, wyszłaś na
spacer że swoim psem. Spacerowałaś klęskami parku kiedy nagle twój pupil zniknął ci z oczu.
- Larry! Larry! Wyłaź...- zaczęłaś nawoływać swojego psa.
Weszłaś w krzaki aby rozejżeć się za zwierzęciem lecz zamiast spokojnie zacząć go szukać potknęłaś się o coś i upadłaś jak długa.
- Cholera jasna!- przeklnęłaś.
Usłyszałaś jakiś szmer i za tobą pojawiły się dwie postacie. Już chciałaś wrzasnąć ale jedną z nich zagrała ci usta dłonią.
- Proszę nie krzycz. Damy ci autograf, zrobimy z tobą zdjęcie, wszystko. Tylko nie wołaj reszty.- powiedział drugi.
Popatrzyłaś na nich że zdziwieniem.
- Jakiej reszty? Jakie autografy? Kim jesteście?
Tym razem to oni popatrzył na ciebie że zdziwieniem.
- Harry Styles i Louis Tomlinson czyli Larry Stylinson.-przedstawili się.- Nie jesteś fanką?
- Nie...
- To czemu krzyczałaś "Larry, Larry!"?- zapytał Harry.
- Bo tak się nazywa mój pies który zginął.
- A można spytać dlaczego właśnie tak?- drążył temat Loczek.
- Jak pomóżcie mi go szukać to ok.- odparłam.
- Jasne. Pomożemy.- zgodził się Louis.
- Urodził się w LA a jego tata nazywał się Harry. Proste. To co idziemy szukać. 
Po godzinnych poszukiwaniach usłyszałaś krzyk Louisa.
- [T.I] znalazłem Larrego!
Pobiegłaś w odpowiednim kierunku i zobaczyłaś turnera pędzącego koło śpiącego Larrego.
- Nie wiem jak mam ci dziękować. To dzięki tobie odnalazłem Larrego.
- Daj zaprosić się na kawę.

środa, 16 lipca 2014

Mimi's Story chapter IX " Kto to był?"

Oczami Harrego
Wyjąłem z kieszeni ten pieprzony telefon i spojrzałem na wyświetlacz. Caroline.
- Funk.- powiedziałem.
- Co się stało?- zapytała Mimi.
- Muszę odebrać. Poczekasz chwilę?
- Jasne.
Nacisnął zieloną słuchawkę i usłyszałem głos dziewczyny.
- Cześć skarbie. Co robisz?- zapytała delikatnie zachrypniętym głosem.
- Wiesz co jestem trochę zajęty...
- Aha... Rozumiem... Pieprzysz się że swoją dziewczyną. Pamiętaj jeżeli jest składa w łóżku zawsze możesz przyjść do mnie.
- Nie na prawdę dzięki.
- A może jednak? Nie pamiętasz naszego ostatniego razu więc nie możesz porównać.
- I niech tak zostanie.- rozłączyłem się i wyciszyłem telefon.
- Kto to był?- zapytała Mimi.
- Kumpel.
Dziewczyna podeszła do mnie i delikatnie musnęła ustami moje wargi.
- Mam pewien pomysł...- wymruczałem.
- Tak?- 
- Może polecę z tobą do NY?
Mimi podskoczyła z radości.
- To świetny pomysł!
- Wiem.

        *** Rano***
Obudziła się rano czując że ktoś głaszcze mnie po torsie. Otowżyłem oczy.
- Już nie śpisz?- wymruczałem.
- Nie.
Zlustrowałem ją całą wzrokiem. Miała na sobie bieliznę i tunikę.
- Idź się umyć a ją zrobię śniadanie.
Wyszła z pokoju a ją wstałem i po drodze do łazienki zająłem z siebie wszystkie ubrania.
Po prysznicu zacząłem rozglądać się za moimi bokserkami.
- Pewnie leżą gdzieś na podłodze.
Zawiązała sobie ręcznik w pasie i wyszedłem z łazienki. Szukałem moich gaci kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- Otworzę!- krzyknął i ruszyłem do holu.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem...

______________________________
Kogo zobaczył Harry?

niedziela, 13 lipca 2014

#69 Liam

To że jest się sławnym ma swoje plusy i minusy. Plusem jest to że ma się mnóstwo fanów któż aby cię chociażby zobaczyć są w stanie nawet spać na ulicy. Poznaje się wielu cudownych ludzi takich jak Adel, Ed Sheeran, Taylor Swift. Minusem jest to że nie ma się życia prywatnego, w real'u paparazzi w necie hejterzy któży chcą cię zabić za coś czego nie zrobiłeś. Ty tak miałeś. Kiedyś zastosowałaś się do zasady twojego wtedy idola a teraz kumpla Ed'a Sheeran'a: "Pracuje tak ciężko aż twój podpis stanie się autografem.". I tak było. Byłaś sławną piosenkarką z 3 albumami na karku.
Miałaś piątkę niesamowitych przyjaciół. Chłopców z One Direction. Najbliżej byłaś z Liam'em. W internecie często pojawiały się przerobione zdjęcia na których się całujecie
albo trzymajcie za ręce. Zawsze bardzo się z tego śmialiście.
Któregoś dnia mieliście wspólny wywiad u Chattego Men'a. Pięć minut przed rozpoczęciem programu idealnie wyszykowani objadaliście się Haribo.
- Za minutę wchodzicie.- oznajmił głos w głośniku.
Wstaliście z kanapy i usunęliście przy wejściu prowadzącym na scenę.
- A oto i moi dzisiejsi goście! [T.I][T.N] oraz One Direction!- krzyknął Alan.
Weszliście na scenę w rytmie Rock Me.
- Co tam u was?- zapytał prowadzący.
- Świetnie.- odpowiedziałaś.
- Wczoraj była apokalipsa!- wrzasnął Niall.- Fanki gonił mnie tak długo, że w końcu musiałem schować się w ToiToiu.
- Musiało tam mega capić.- zaśmiał się Alan.
- A żebyś wiedział.
- Siadajcie.- mężczyzną wskazał na kanapę.
Usiedliście.
- Z tego co wiem [T.I] wczoraj wyszedł twój nowy teledysk i dodatek świetnie mu idzie. Mogę go włączyć.
- Jasne. Tyle że jest masakryczny.- ostrzegłaś.
- Co ty! Ty i bikini? Para idealna.- zaśmiał się Harry.
Prowadzący nacisnął jakiś guzik w pilocie i na ekranie pojawił się fragment teledysku na którym całowałaś się z pewnym przystojnym brunetem. Przeleciałaś wzrokiem po całym 1d i zauważyłaś że Liam naciska szczękę.
Do końca wywiadu męczyła cię jedną myśl. O co chodziło Liam'owi. Kiedy wyszliście że studia podszedł do ciebie Payne.
- Możemy pogadać?- zapytał.
- Jasne.- zgodziłaś się- Chodźmy na spacer.
Poszliście do pobliskiego parku i spacerowaliście żwirowymi alejkami pomiędzy małymi drzewami.
- [T.I] ją już tak dłużej nie wytrzymam.- oznajmił Liam.
- Czego?
- Tego że ty mnie uważasz za przyjaciela ale ją ciebie darzę głębszym uczuciem. Kocham cię.
Otworzyłaś usta żeby coś powiedzieć.
- Ale nie jak siostrę ale jak kobietę.
Stałaś osłupiała. Nie wierzyłaś że chłopak którego kochasz od tak dawna jednak wzajemnie twoje uczucia.
- Tak myślałem. Nie czujesz tego.- powiedział i ruszył przed siebie.
Podbiegłaś do niego i chwyciłaś go za rękę.
- Ją ciebie też.
- Ale jak brata.
Wpiłaś się w jego usta.
- Teraz już wierzysz?- zapytałaś.
- Zdecydowanie.

środa, 9 lipca 2014

Mimi's Story Chapter VIII "Chcesz ze mną zerwać"

- Harry, możemy porozmawiać?- zapytałam.
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony a jednocześnie przestraszony.
- Tak jasne.- zgodził się Hazza.
Przeszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
- Harry ją wyjeżdżam.- oznajmiłam.
Chłopak odetchnął z ulgą i uśmiechnął się.
- Z czego się cieszysz?- zapytałam.
- Bo już myślałem że chcesz że mną zerwać.
- A dlaczego?
Harry delikatnie się zaczerwienił.
-  Nie wiem. Może doszłaś do wniosku że jednak mnie nie kochasz. A tak na marginesie gdzie wyjeżdżasz?
- Do Nowego Yorku.
- Na ile?
- Na tydzień. Będę miała sesję zdjęciową dla Victoria's Secret.
Potem jeszcze jedną dla H&M, jakaś impreza u starej znajomej i wracam do domu.
- A kiedy jedziesz?
- Za 3 dni.
Harry pochylił się delikatnie nade mną i pocałował w policzek.
- To co może pojedziemy do chłopaków i coś porobimy. Co?
- Jasne.- zgodziłam się.- Tylko skoczę się przebrać.
Wstałaś z kanapy i pobiegła do mojej garderoby. Tam ubrałam się w to i pozyskała ulubionymi perfumami. Kiedy byłam już gotowa poszłam do salonu. Harremu na mój widok oczy wyszły z orbit.

wtorek, 8 lipca 2014

#68 Nutella KONIEC

Leżałaś w objęciach swojego męża i wodziłaś palcem po jego klatce piersiowej która unosiła się w rytmie spokojnych oddechów. Przymknęłaś oczy. Jeszcze półtora roku temu byłaś samotną matką która żyła strachem o to że stan zdrowia jej dziecka gwałtownie się pogorszy. A teraz? Jesteś żoną najlepszego mężczyzny pod słońcem twoje dziecko było zdrowe i do tego miałaś jeszcze jednego cudownego potomka. Mieszkasz w Londynie, twoim kochanym mieście i pracujesz w Radio1.
Harry otworzył oczy.
- Hej skarbie.
- Cześć kocie.- pocałowałaś go w czubek nosa.
Harry przewrócił was tak że on był nad tobą.
- Dziękuję za wczoraj.- powiedział i namiętnie cię pocałował.
Wtedy słyszeliście skrzypnięcie drzwi. Gwałtownie się od siebie oderwaliście i spojrzeliście w stronę skąd dochodził hałas. Do sypialni wraczkował Edward a za nim weszła Darcy w różowej koszuli nocnej. Kiedy byli już przy samym łóżku mała chwycił Ed'a, wrzuciła go na posłanie po czym sama na nie wyskoczyła.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia mamy!- krzyknęła a Edward wesoło coś zagawożył.
Usiadłaś pokrywając się kołdrą i pocałowałaś ich w czułka.
- Dziękuję.- powiedziałaś.
- Mamo a dlaczego zakrywasz się kołdrą?- zapytała Darcy.
- Bo mi zimno.
- To idź po bluzę.
- Nie chce mi się...
- Tato idź mamie po bluzę.- powiedziała Darcy.
- Ja też nie chcę...- zmarudził się Harry.
- A możemy zrobić misia?- zapytała mała.
- Ga ga bla da!- zagawożył radośnie Edward.
- Nie...- jęknął Harry.
- Tatusiu... Mamusiu...
- Tak?- zapytaliśmy jednocześnie.
- A czy wy wczoraj zrobiliście nam franciszka albo siostrzyczkę?
- A czemu pytasz?- zdziwił się Hazza.
- Bo woczoraj robiliście tak jak tata tłumaczył jak się robi dzieci.
- A skąd wiesz?
- Bo ją tu byłam...
- Ty mała małpko!- Harry podniósł leżące na ziemi bokserski, wciągnął je na siebie i zaczął gonić uciekającą przed nim Darcy. Po chwili ją złapał. Wziął ją pod pachę i wszedł na łóżko. Zrobilibyście zbiorowego misia.
- Kocham was.- szepnął Harry żałując nas wszystkich pokolej w czoło.
_______________________________
Więc oto i koniec serii która nie podobała się nikomu. Ją sama miałam zamiar ją zakończyć pogrzebem Darcy ale potem stwierdziłem że nie mogę jej zabić.

     CZYTASZ=KOMENTUJESZ

poniedziałek, 7 lipca 2014

#68 Nutella part VIII

- Mogę ich zobaczyć?- zapytałem.
- Synek jest jeszcze na badaniach ale do żony zapraszam.- powiedział lekarz.
Niezwykle się ucieszyłem.
- W której ona jest sali?
- 69.
- Dziękuję!- krzyknąłem i odbiegłem.
Po chwili szybkiego marszu doszedłem do wielkiej sali w której na białym łóżku leżała niezwykle blada [T.I].
- Jak się czujesz?- zapytałem.
- Dobrze.
- A jak mały?
- Jest piękny.- uśmiechnęła się pod nosem.- I głośno krzyczy.
- Tak sobie teraz myślę...
- Co sobie myślisz?
- Że on musi mieć jakoś na imię.
- To jak go nazwiemy?
- Mike?
- Nie zbyt popularne. Może Des? Jak w Austinie i Ally.
- Nie wszystkim będzie się kojarzyć z takim ciamajdą. Może Will?
- Żeby mi przypominał o moim byłym?
- Nie!- szybko zaprzeczyłem.
- To może Edward?
- Będzie idealne.- powiedziałem i namiętnie ją pocałowałem.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy chwilę kiedy do sali weszła pielęgniarka z Edwardem. 
- Mogę go wsiąść pierwszy?
- Jasne.- [T.I] przytaknęła.
Kobieta podała mi mojego syna. Jak to pięknie brzmi. MÓJ SYN.
Pocałowałem go w czoło.
- Jesteś cudowny.

   *** 1 tydzień później***
Siedzimy z [T.I] przed drzwiami na salę operacyjną gdzie znajduje się dwoje naszych dzieci.
- A co jak się nie uda?- zapytała przerażona dziewczyną.
- Wszystko będzie dobrze.- uspokoiła ją.
- A jeżeli się nie uda?
- Skarbie ściągnął tu lekarzy z samego Los Angeles tych któż oferowali Angelinę Jolie. Wszystko się uda.
Dziewczyna oparła mi głowę na ramieniu.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła?- zapytała.
- Nic. Teraz pewnie siedziałbyś w jakimś marnym klubie i popierała drinki.
- A kto zostałby w domu z dziećmi?
- Bezemnie nie miała byś dzieci.
- Skąd wiesz?
- Bo nikt inny nie pokochała tak bardzo jak ją takiej skończonej pesymistami jak ty.
- Zawsze mogłabym je sobie zrobić w kiblu z jakimś gościem z klubu. 
- Ale wtedy niebywały by takie podobne do mnie.
- ale tylko z wyglądu czy z charakteru też?
- Z tego i tego.
- Aha. To dlatego Edward tak krzyczy po nocach.
- Że ją niby ją krzyczę?
- A niecałe 9 miesięcy temu to co to było? Darłeś się głośniej odemnie.
Wtedy z sali wyszedł lekarz.
- Operacja się udała.- oznajmił.
[T.I] rzuciła mi się na szyję a ją pocałował ją w czoło.
- A nie mówiłam?- zapytała.
- Ty mówiłaś?
- Tak ja.
Postawiłem ją na ziemi. Wyciągnął z kieszeni spodni małe pudełeczko i uklęknąłem przed nią.
- Skarbie gdyby nie było tak jak jest na pewno bym tego teraz nie zrobił. Ale jednak jest. Mamy dwójkę cudownych, zdrowych dzieci, marzenia na przyszłość i przede wszystkim wielką miłość. Więc czy czynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi i zostaniesz moją żoną?
- Tak.

czwartek, 3 lipca 2014

Mimi's Story Chapter VII "Włeśnie że idę"

- Co tu robisz przystojniaku?- zapytała i przesunęła się zdecydowanie za blisko mnie.
- A taki tam wypad z kumplami do klubu.- wyjaśniłem.
Caroline usiadła na stołku obok mnie i położyła mi rękę na kolanie.
- Poproszę dwa mochito.- zwróciła się do barmana.
- Ją dziękuję.- odmówiłem.
- A ja nalegam.- Caroline puściła mi perskie oko i uśmiechnęła się zalotnie.
Facet podsunął nam dwa kieliszki a dziewczyną podała mu jakiś banknot.
- Za nas?- zapytała.
- Caroline ja już mam dziewczynę.- powiedziałem.
- I co z tego?
- To że nie ma już "nas".
- Pij.- powiedziała i właściwie wcisnęła mi do ręki kieliszek.
- Wiesz że mam słabą głowę?- zapytałem.
- Wiem kocie.- uśmiechnęło się uwodzicielsko.

Obudziłem się w całkiem nieznanym mi pokoju. Rozejrzałem się do okoła. Białe ściany, w koncie fotel i wielka szafa. Podniosłem się na łokciach. Obok mnie leżała Caroline.
- Już nie śpisz?- zapytała.
- Nie.
- Myślałam, że skoro byłeś wczoraj tak wykończony to będziesz spać dłużej.
- Czym miałbym być tak wykończony?
- Jak to? Nie pamiętasz?
- Caroline proszę powiedz mi prawdę czy my...?
Dziewczyna przybliżyła się do mnie i przejechała wskazującym palcem po moim torsie zostawiając na nim czerwony ślad.
- Czyli tak?- zapytałem przestraszony.
- A jak inaczej.- uśmiechnęła się uwodzicielsko.- Może masz ochotę na powtórkę.
Nagle usłyszałem że dzwoni mój telefon. Zacząłem się za nim rozglądać w końcu zobaczyłem że leży na podłodze. Na wyświetlaczu widniał napis "Mimi". Szybko odebrałem.
- Hej Mimi!- przywitałem się odrobinę za bardzo entuzjastycznie.
- Cześć Harry. Wpadniesz do mnie za godzinę?
- Wiesz co mogę za dwie?
- Dlaczego?- zapytała zasmucona.
- Spałem dzisiaj u kumpla i muszę jechać do domu po świeże ubrania.
- Ok. To do zobaczenia.- rozłączyła się.
Caroline chwyciła moją rękę.
- Ty nigdzie nie idziesz.
Zacząłem ubierać się w porozrzucane na ziemi ubrania.
- Właśnie że idę.

Oczami Mimi
Równo po godzinie i 45 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam i otworzyłam je.
- Harry!- przytuliłam się do bruneta.
Chłopak pogłaskał mnie po plecach i odsunął się ode mnie.
- Też się cieszę że cię widzę.
- I jak było?- zapytałam.
- Nieźle.- odpowiedział smutno.
Spojrzałam na niego. Był przygnębiony i miał cienie pod oczami.
 - Źle się czujesz?- zapytałem.
- Nie wszystko ok.