- Louis skarbie chodź tu!- zawołałaś z kuchni.
Usłyszałaś tupot nóg na schodach i po chwili do kuchni wszedł twój chłopak.
- Co się stało skarbie?- zapytał.
- Mógłbyś skoczyć do sklepu po makaron?
- Ale przecież mamy.- zaczął marudzić Tommo.
- Mamy ale nie taki kształt jaki jest mi potrzebny do zupy. A z resztą sklep masz po drugiej stronie ulicy.
- A będzie jakaś nagroda jak wrócę?- zapytał ruszając śmiesznie brwiami.
- Będzie wieczorem.- powiedziałaś i cmoknęłaś go w policzek.
Louis chwycił portfel, założył vansy i wyszedł z domu. Właśnie kroiłaś marchew kiedy usłyszałaś pisk opon. Przestraszona podbiegłaś do okna. Na ulicy leżał człowiek a obok niego stał samochód z maską roztrzaskaną o kamienny płot waszych sąsiadów.
- Boże Lou!- powiedziałaś przerażona.
W pośpiechu włożyłaś na nogi baleriny i wybiegłaś na ulicę. Niestety twoje obawy się potwierdziły na środku jezdni leżał cały zakrwawiony Louis. Padłaś koło niego na kolana i zaczęłaś płakać.
- Louis skarbie.- szlochałaś przytulona do jego koszulki w paski.- Tommo nie zostawiaj mnie.
- [T.I] zawsze pamiętaj, że cię kocham.- powiedział Tomlinson zmęczonym głosem.
Pocałowałaś jego zimne i blade usta.
- Lou nie gadaj głupstw. Będziesz mi to mówił codziennie.
- Nie [T.I] ja umieram.- powiedział już szeptem.- Kocham cię. Do widzenie.- powiedział i zamknął oczy.
Zaniosłaś się płaczem. Tuliłaś się do jego ciepłego jeszcze torsu i całowałaś blade wargi.
- Lou, Lou kochanie wróć do mnie.- mówiłaś przez łzy.
Kiedy próbowałaś zwrócić Louisowi życie nadjechała karetka pogotowia. Podbiegli do was ratownicy. Jeden sprawdził Louis'ow puls a kiedy nic nie wyczuł kiwnął do drugiego głową. Wtedy tęgi mężczyzna podszedł do ciebie i zaczął cię odciągać od twojego ukochanego.
- Nie zostaw mnie!- szarpałaś się.
Poczułaś jak coś ukłuło cię w ramię i twoje powieki zaczęły robić się ciężkie i po chwili odpłynęłaś.
Tak jak codziennie przyszłaś na grób swojego ukochanego. Pomodliłaś się, zapaliłaś znicz i usiadłaś na ławeczce, na której przesiadywałaś ostatnio więcej niż połowę wolnego czasu.
- Cześć kochanie.- zaczęłaś swój monolog.- Dzisiaj szef powiedział mi, że daje mi wolne do czasu kiedy się pozbieram. Ale to przecież nie możliwe i on o tym wie. Chociaż może nie? On nigdy nie stracił miłości swojego życia.- zaczęłaś szlochać.- Wczoraj widziałam się z Harry'm z nim też nie najlepiej. Schudł, jest blady i zmęczony. Według mnie wygląda gorzej ode mnie. Jeszcze przed twoim wypadkiem warzyłam 50 kg kiedy byłam u lekarza powiedział mi, że teraz ważę 40 i jak nie przytyję kilograma do końca tygodnia to zamknie mnie na oddziale dla osób z zaburzeniami odżywiania. Ale ja nie mogę jeść. Nie kiedy przez ten głupi makaron umarłeś.- teraz już strasznie płakałaś.- Gdybym wtedy nie marudziła teraz pewnie oglądalibyśmy razem film albo robili wiosenne porządki...
Wtedy poczułaś jakby ziemia się zatrzęsła. Z ławki spadła twoja torebka a płyta nagrobka złamała się na pół. Zamknęłaś oczy a kiedy ponownie je otworzyłaś stał przed tobą Louis. Ale nie ten uśmiechnięty nastolatek z artystycznym nieładem na głowie tylko Lou z po wypadku cały zakrwawiony z sinymi wargami.
- Aaaaaa!- zaczęłaś krzyczeć.
Cała spocona usiadłaś na łóżku. Zerknęłaś na drugą stronę posłania i zobaczyłaś swojego chłopaka Louisa. Tak się ucieszyłaś, że wtuliłaś się w jego bok i dałaś buziaka w czoło.
- Tak dobrze, że to był sen.- szepnęłaś.
Brunet otworzył oczy.
- Jaki sen?- mruknął zaspany.
- Nie ważne.- odparłaś.- Już nigdy nie puszczę cię samego do sklepu.- dodałaś po chwili.
Lou popatrzył na ciebie zdziwiony a ty zamiast mu odpowiedzieć namiętnie go pocałowałaś.
Niesamowite historie członków One Direction z każdą z was w roli głównej. Follow me on Twitter @lovefoodlikeniall
niedziela, 30 marca 2014
czwartek, 27 marca 2014
#57 Liam
Tego imagina dedykuję mojej mamie, która jest w podobnej sytuacji do główna bohaterka tego opowiadania. Tylko w jej wypadku historia skończy się inaczej. Musi skończyć się inaczej.
_______________________________________________________________
"Noc ona sama siedzi znów,
przypomina sobie chwile w których już
nie przeżyje nigdy więcej drugi raz,
za szybko ściga ją ten czas"
Cała zapłakana siedziałaś na kanapie w salonie i czekałaś na swojego chłopaka Liam'a. Po chwili usłyszałaś szczęk klucza w zamku.
- Już jestem!- krzyknął Payne w głąb domu.
- W salonie.- odpowiedziałaś zachrypniętym od płaczu głosem.
Brunet przeszedł do odpowiedniego pokoju a kiedy zobaczył w jakim jesteś stanie podszedł do ciebie i mocno cię przytulił.
- Co się stało?- zapytał.
- Umieram.- szepnęłaś.
- Co ty gadasz?- przestraszył się i potrząsnął tobą.- Przecież jesteś zdrowa jak nikt.
- Nie mam jakieś guzy w płucach.- wtuliłaś się w jego bok.- Umieram.
- Ale guzy można wyciąć.
- Liam to jest rak. No przynajmniej w 99%.
- Ale można to leczyć. Jest przecież chemioterapia, radioterapia.
- Na za tydzień mam wizytę u lekarza i wszystkiego się dowiemy.
"planowali, że przez życie razem będą iść
lecz Bóg inaczej rozplanował i
nadchodzi dzień wizyty w którym dowie się,
czy jej plany miały zmienić bieg"
- Liam boję się.- szepnęłaś.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.- pocieszył cię Liam.
- Przepraszam.- powiedziałaś.
- Nie masz za co przepraszać.
- Mam obiecałam ci, że będziemy mieli dzieci, duży dom z ogrodem.
Wtuliłaś się w jego bok i cicho zaszlochałaś.
- Pójdziemy jutro do lekarza i zobaczysz wszystko będzie dobrze.
"On cały dzień przy niej był
wciąż ocierał jej łzy
gdy w końcu potwierdziło się,
że przez raka miała skończyć życie swe"
- Liam a co jak ten rak jest odporny na leczenie albo tak duży, że już nie ma szans go wyciąć?- zapytałaś szlochając w jego koszulkę.
Starł twoje łzy koniuszkiem palca.
- Wszystko będzie dobrze zobaczysz.
- Pani [T.I][T.N]!- zawołała pielęgniarka wychodząc z gabinetu lekarza.
Weszliśmy do wielkiego białego pomieszczenia, na którego środku stało duże biurko i trzy krzesła. Na jednym z nich siedział starszy mężczyzna z siwą czupryną.
- Proszę usiąść.- powiedział i wskazał na krzesła.
Usiadłaś jednak cały czas trzymałaś swojego chłopak za rękę.
- Panie doktorze - zaczął Liam.- czy to rak?
- Chciałbym powiedzieć, że mam dwie wiadomości dobrą i złą. Ale niestety tak nie jest. Są tylko złe.
- Czyli?- zapytał.
- Po pierwsze ten typ nowotworu jest odporny na chemię.
- Ale można go przecież wyciąć. Prawda?
- Przykro mi jest za dużo przerzutów.- powiedział lekarz.- Nic nie można zrobić.
- Ile mam jeszcze czasu?- odezwałaś się po raz pierwszy od początku rozmowy.
- To trudne do określenia.
- Ile mam czasu?- zapytałaś ponownie.
- Rok.- odparł.- Ale można próbować. Są jeszcze radioterapie, chemioterapie...
- Ale skoro one i tak nie zadziałają to chcę przez ten ostatni rok chociaż ładnie wyglądać.
"nie odstępował jej na krok
chciał być przy niej cały rok,
w którym tyle miało zmienić się
już nigdy nie będzie tak samo nie..."
Siedziałaś na kanapie ze swoim chłopakiem i rzewnie płakałaś w jego koszulkę.
- Ciii. Wszystko będzie dobrze.- szeptał ci do ucha.
- Nie będzie.- szlochałaś.- Już nigdy nie będziemy pływać z delfinami, nie będziemy razem turlać się w błocie i skakać po kałużach.
- Będziemy, jeszcze mamy czas.- pocałował cię w czoło.
- Liam ale ty masz trasę.
- To zostanę.
- Nie. Nie możesz. Masz fanów, zespół. Prędzej to ja pojadę z tobą niż ty zostaniesz.
- Nie zostawię cię samej. Obiecuję.
"Prawdziwa miłość połączyła ich
Walczyli do końca, chociaż brakło sił
Ona nie chciała by każdego dnia
Musiał patrzeć jak upada tak
Pomyśl jaki to był dla nich ból
Wiedząc, że w końcu odejdzie znów
Wiedząc, że w końcu nadejdzie czas
że wezwie ją do góry, że odejdzie w dal...
Dalej zegar bił, a poprawy brak
Jej ciało z dnia na dzień straciło blask
mimo, że organizm walczył cały czas
Ona była jedną z najszczęśliwszych gwiazd"
Siedziałaś na krześle przed toaletka w waszej sypialni. Jeszcze pół roku temu go tam nie było ale teraz nie miałaś siły stać przez pół godziny.
- Wyglądasz ślicznie.- Liam pocałował cię w czoło.
- Nie kłam. Jestem chuda, blada.
- Jesteś moja.- powiedział i dał ci buziaka w ramię.
Wyciągnęłaś rękę w jego stronę.
- Pomożesz mi wstać?- zapytałaś.
Jednak zamiast podać ci dłoń brunet podniósł cię i zbiegł z tobą po schodach.
- Liam ty wariacie postaw mnie na ziemię!
Chłopak posadził cię na blacie kuchennym.
- To co robimy na obiad?- zapytał.
- Lasange.- uśmiechnęłaś się do niego.- Tylko pomóż mi zejść.
- Ty księżniczko odpoczywasz.
"On całe dnie spędzał obok niej
z zapartym tchem paczył w oczy jej
nieważne, że kończył jej się czas
dopóki byli razem, mogli radę dać"
Leżałaś ze swoim chłopakiem Liam'em i oglądaliście film.
- Liam boję się.
- Czego?
- Tego, że za każdym razem kiedy zasypiam mogę się już nigdy więcej nie obudzić.
- Jeszcze mamy czas.- Payne cmoknął cię w czoło.- Wiesz kto dzisiaj do nas wpadnie?
- Nie wiem. Louise?- zgadywałaś.
- Nie. Lepiej.- brunet uśmiechnął się do ciebie.
- Simon.- zgadywałaś dalej.
- Katy Parry.
- Wow. Jak to załatwiliście?
- Harry ma swoje znajomości.
- Mówiłam ci już, że cie kocham?
- Tak ale zawsze możesz powiedzieć jeszcze raz.
- Kocham cię.
"mijały dni, gorzej z nią
zbliżamy się do końca choć...
wie, że z życiem musi żegnać się
odchodzi szczęśliwa, bo on przy niej jest"
Leżałaś w białej szpitalnej sali podłączona do pikających maszyn. Koło ciebie na niewygodnym krzesełku siedział Liam i ściskał twoją rękę. Byliście pewni, że to już dzisiaj bo od rana czułaś się strasznie słabo.
- Liam.- powiedziałaś słabym głosem.
- Tak skarbie?
- Obiecaj mi, że będziesz się troszczyć o chłopaków, że będziesz im robić śniadania i zaganiać do łóżek. Obiecaj.
- Obiecuję.
Przytuliłaś się mocno do jego ręki i wdychałaś jego zapach.
- Liam.
- Tak księżniczko?
- Już się nie boję.- oznajmiłaś.
- Dlaczego?
- Bo wiem, że nawet już po tamtej stronie zawsze będę cię kochać.
- Ja ciebie też.
- Ale obiecaj mi coś jeszcze. Nie idź do mnie tak od razu. Znajdź sobie kogoś nowego, miej dzieci. Tak jak my marzyliśmy. Tylko mi nie było to dane ale tobie jest więc wykorzystaj to. Dobrze? Obiecaj.
- Obiecuję.
- I zawsze pamiętaj o jednym. Kocham cię.- powiedziałaś a twoje powieki zaczęły opadać.
"Uczucie pomogło jej pokonać strach, walczyć tak
On pod koniec pocałował ją i
szepnął do jej ucha: Zawsze razem, mimo to..."
____________________________________________________________
Pisząc końcówkę tego imagina płakałam jak bóbr. Przepraszam, że tak późno.
środa, 26 marca 2014
Mimi's Story Chaptr IV "Ktoś wszedł do holu"
06.10.2014 Drogi Pamiętniku!
Wiem, że mi nie uwierzysz ale to prawda. Harry zaprosił
mnie na randkę! Chłopak, którego kocham zaprosił mnie na
RANDKĘ! Ale dość powtarzania się. Pewnie chcesz wiedzieć jak
to było, no wiec... Poszliśmy razem z chłopakami do pokoju
gier w ich domu. Kiedy ja i Harry graliśmy w bilarda, oni "po
cichu" się ulotnili. Pisząc "po cichu" mam na myśli, że Louis wywalił się na schodach, Liam zaczął go głośno opieprzać a Niall zachłysnął się Colą i dostał głośnej czkawki. Kiedy chłopcy
już sobie poszli Harry zaczął coś dukać i się czerwienić.
W końcu kiedy obiecałam się z niego nie śmiać powiedział coś
takiego "Mimi jak już pewnie wiesz...no...eee...jesteś
zachwycającą dziewczyną...i...no...czy zgodzisz się iść ze mną
do restauracji?". Specjalnie na tę okazję kupiłam sobie sukienkę
i żakiet. Czekaj na ciąg dalszy;)
Kiedy skończyłam pisać pobiegłam do sypialni aby przebrać się w mój strój na dzisiejszy wieczór. Włosy zostawiłam rozpuszczone i zrobiłaś sobie delikatny makijaż.
- Boże to już!- powiedziałaś uradowana i wybiegłaś z mieszkania.
Pod budynkiem czekał już na mnie Harry. Wsiadłaś do samochodu.
- Hej Harry!- przywitałaś się z chłopakiem.
- Witaj Piękna!- odpowiedział na moje przywitanie.
- To gdzie jedziemy?- zapytałam.
- Zobaczysz.- powiedział i wcisnął pedał gazu.
Oczami Liam'a
Tak jak Harry o to prosił zaraz po tym jak nasze gołąbeczki odjechały wszedłem do budynku w którym mieszkała Mimi. Wjechałem windą na odpowiednie piętro i otworzyłem drzwi do mieszkania numer 12 podrobionym przez Loczka kluczem. Pchnąłem drzwi i wszedłem do holu. Z salonu dochodziły jakieś głosy.
- Pewnie zostawiła włączone radio.- pomyślałem.
Wtedy podbiegł do mnie mały piesek, który wyglądem przypominał trochę fryzurę Hazzy i zaczął na mnie szczekać.
- Już wróciłaś Mimi?!- usłyszałem krzyk z salonu.- Czyli jednak twój Loczuś cię wystawił do wiatru?
Zacząłem się po cichu wycofywać jednak wtedy ktoś wszedł do holu.
- Aaaaaa!- krzyknęła dziewczyna.
- Proszę nie krzycz.- poprosiłem i podszedłem do niej.- Jestem Liam Harry poprosił mnie, żebym przygotował dla Mimi niespodziankę.
- Jak tu wszedłeś?
- Mam klucz.
- Skąd?
- Jak byliśmy tu w czwartek to Harry niby poszedł do sklepu. Tak naprawdę wyjął klucz z zamka i poszedł do naszego kumpla ślusarza, żeby ten dorobił klucz. A jak ty masz na imię?
- Paris.
- A pomożesz mi?
- Jasne ale musimy się zwinąć przed nimi.
Oczami Mimi
Zatrzymaliśmy się pod jakąś drogą restauracją. Harry pomógł mi wyjść z samochodu. Weszliśmy do budynku. Na podłodze leżały czerwone wykładziny a z sufitu zwisały diamentowe żyrandole.
- Stolik na nazwisko Styles poproszę.- powiedział Hazza do jednego z ubranych w garnitur kelnerów.
Chłopak zaprowadził nas do stolika i podał menu.
- Co zamawiasz?- zapytał mnie Loczek.
- Nie wiem chyba coś lekkiego.
- Nie musisz się odchudzać. Już wystarczy.- powiedział i szturchnął cię w bok.- Ja wezmę lasange.
- To ja też.
Po pysznej kolacji Harry odwiózł mnie do domu.
- Paris, Lily piesku gdzie jesteście?- krzyknęłam w głąb mieszkania.
Zaczęłam ich szukać. Kiedy weszłam do łazienki stanęłam jak wryta.
poniedziałek, 24 marca 2014
#56 Harry
Ten pomysł na imagina tak mnie oczarował, że po prostu musiałam go napisać. Przepraszam, że znowu z dzieckiem i tym, że chłopak nie chciał tego dziecka ale to było takie "Bum!".
__________________________________________________________
- Mamo kim jest mój tatuś?- twoja córka po raz kolejny zadała ci to pytanie.
- Mel nie rozmawiajmy teraz o tym.- uśmiechnęłaś się do córki.- Kończysz dzisiaj trzy latka. Leć się bawić z Sue i Camille.
- Dobze mamusiu.- odparła i pobiegła w stronę koleżanek.
Poszłaś do kuchni i zaczęłaś przygotowywać poczęstunek dla dziewczynek.
- Wiesz, że będziesz musiała jej kiedyś powiedzieć?- zapytała cię twoja przyjaciółka Diana.
- Kochana wiesz dobrze, że nie chcę wracać do tego tematu. Wolę, żeby mała myślała, że jej ojciec nie żyje niż powiedzieć jej, że jej rodzony ojciec (myślę, że to sformułowanie jest niepoprawne ale przypadło mi do gustu) się jej wyrzekł.
- [T.I] czy ty słyszysz co ty mówisz? A gdyby twoja mama ci tak powiedziała to jak byś się czuła?
- Diana kiedy mu powiedziałam o ciąży miał 19 lat i znając życie przerosła go perspektywa bycia ojcem. Zaczął mnie oskarżać o zdradę kazał się wynieść. A ja jak głupia czekałam na niego, wylewałam łzy w poduszkę i cierpiałam.
- A jak kiedyś go spotkasz na ulicy? Co mu powiesz? Przecież on są do siebie tak podobni. Burza loków, zielone oczy, no i mała już umie pięknie śpiewać...
- Przestań!- zaczęłaś płakać.- Ja nie chcę go pamiętać!- teraz już rzewnie płakałaś.
- Cii już dobrze.- przyjaciółka przytuliła cię.- Ale muszę ci coś powiedzieć. I obstawiam, że jest to moje ostatnie 15 minut życia. Jakiś tydzień temu była byłam na zakupach i wpadł na mnie Harry.- otworzyłaś oczy ze zdumienia.- Daj mi skończyć. Myślałam, że mnie nie pozna ale było inaczej. Zatrzymał mnie i zaczął wypytywać o ciebie i małą. Prosił o jakiś kontakt i tak mnie męczył, że zaprosiłam go na urodziny Melanie.
- Co zrobiłaś!?
- Mówiłam, że mnie zabijesz.- mruknęła Diana w momencie kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- I to pewnie oni teraz stoją pod naszymi drzwiami!?
- Tak.
- Mel chodź do mamy!- zawołałaś córkę.
Dziewczynka przybiegła do was i dała ci buziaka w rękę.
- Ciocia zrobiła ci urodzinową niespodziankę i zaprosiła One Direction.- mała mimo, że miała tylko 3 latka słuchała ich, muzyki. Nie żebyś ty chciała ale Diana jest Directionerką.
Po policzkach dziewczynki popłynęły łzy szczęścia, które otarłaś kciukiem.
- Mama idziemy otwozić.- mała pociągnęła cię za rękę.
Otworzyłyście drzwi za którymi rzeczywiście stało 1D. Mała skryła swoje oczka w swoich małych rączkach. Wpuściłaś chłopaków.
- Cześć jestem Lou a to jest Zayn...- zaczął prezentację Tommo.
- Nie musisz.- przerwałaś mu.- Wie jak macie na imię i nawet ma waszą płytę.
- Widzisz Lou a mówiłeś, że tylko nastolatki nas słuchają.- zaśmiał się Harry.
- Rozgoście się.- wskazałaś gościom drogę do salonu.- A ja idę przygotować tort.
Harry poszedł za tobą do kuchni. Ty jednak nie zwracałaś na niego uwagi.
- [T.I] przepraszam.- szepnął po chwili.
- I co myślisz, że powiesz sorry a ja znowu będę na każde twoje zawołanie?! Nie Harry te czasy się skończyły! Miałeś szanse się wykazać, a ty zamiast podołać zadaniu zwiałeś jak tchórz!
- Ja żałuję.- załkał Hazza.
- Nie było cię przez prawie 4 lata bo wolałeś karierę ode mnie i od dziecka! A ja nie chcę tego znowu, nie chcę znowu cierpieć!
Harry podszedł do ciebie i wpił się w twoje usta. Pierwszy raz od ponad trzech lat czułaś smak jego ust.
- Wróć do mnie.- szepnął.
- Jeśli obiecasz dać Mel dom i kochającego tatę to tak.
- Obiecuję.
Dałaś Harremu drugą szansę i nie żałujesz. Melanie to prawdziwa córeczka tatusia. Kiedy wychodzi od was z domu płacze tak strasznie, że ostatnio Harry musiał u was nocować.
Dzisiaj po długich namowach Harego wybrałaś się z nim na randkę.
Loczek musiał wynająć dla was całą restaurację bo byliście tylko wy. Grała cicha muzyka a wszędzie paliły się świece. Kiedy skonsumowaliście kolację Harry wstał.
- Mogę prosić panią do tańca?
- Ale ty nie umiesz tańczyć.
- Dla ciebie wszystko.- Hazza uśmiechnął się cwaniacko.
Wstaliście przeszliście na parkiet i zaczęliście się kołysać w rytm muzyki.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też
__________________________________________________________
- Mamo kim jest mój tatuś?- twoja córka po raz kolejny zadała ci to pytanie.
- Mel nie rozmawiajmy teraz o tym.- uśmiechnęłaś się do córki.- Kończysz dzisiaj trzy latka. Leć się bawić z Sue i Camille.
- Dobze mamusiu.- odparła i pobiegła w stronę koleżanek.
Poszłaś do kuchni i zaczęłaś przygotowywać poczęstunek dla dziewczynek.
- Wiesz, że będziesz musiała jej kiedyś powiedzieć?- zapytała cię twoja przyjaciółka Diana.
- Kochana wiesz dobrze, że nie chcę wracać do tego tematu. Wolę, żeby mała myślała, że jej ojciec nie żyje niż powiedzieć jej, że jej rodzony ojciec (myślę, że to sformułowanie jest niepoprawne ale przypadło mi do gustu) się jej wyrzekł.
- [T.I] czy ty słyszysz co ty mówisz? A gdyby twoja mama ci tak powiedziała to jak byś się czuła?
- Diana kiedy mu powiedziałam o ciąży miał 19 lat i znając życie przerosła go perspektywa bycia ojcem. Zaczął mnie oskarżać o zdradę kazał się wynieść. A ja jak głupia czekałam na niego, wylewałam łzy w poduszkę i cierpiałam.
- A jak kiedyś go spotkasz na ulicy? Co mu powiesz? Przecież on są do siebie tak podobni. Burza loków, zielone oczy, no i mała już umie pięknie śpiewać...
- Przestań!- zaczęłaś płakać.- Ja nie chcę go pamiętać!- teraz już rzewnie płakałaś.
- Cii już dobrze.- przyjaciółka przytuliła cię.- Ale muszę ci coś powiedzieć. I obstawiam, że jest to moje ostatnie 15 minut życia. Jakiś tydzień temu była byłam na zakupach i wpadł na mnie Harry.- otworzyłaś oczy ze zdumienia.- Daj mi skończyć. Myślałam, że mnie nie pozna ale było inaczej. Zatrzymał mnie i zaczął wypytywać o ciebie i małą. Prosił o jakiś kontakt i tak mnie męczył, że zaprosiłam go na urodziny Melanie.
- Co zrobiłaś!?
- Mówiłam, że mnie zabijesz.- mruknęła Diana w momencie kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
- I to pewnie oni teraz stoją pod naszymi drzwiami!?
- Tak.
- Mel chodź do mamy!- zawołałaś córkę.
Dziewczynka przybiegła do was i dała ci buziaka w rękę.
- Ciocia zrobiła ci urodzinową niespodziankę i zaprosiła One Direction.- mała mimo, że miała tylko 3 latka słuchała ich, muzyki. Nie żebyś ty chciała ale Diana jest Directionerką.
Po policzkach dziewczynki popłynęły łzy szczęścia, które otarłaś kciukiem.
- Mama idziemy otwozić.- mała pociągnęła cię za rękę.
Otworzyłyście drzwi za którymi rzeczywiście stało 1D. Mała skryła swoje oczka w swoich małych rączkach. Wpuściłaś chłopaków.
- Cześć jestem Lou a to jest Zayn...- zaczął prezentację Tommo.
- Nie musisz.- przerwałaś mu.- Wie jak macie na imię i nawet ma waszą płytę.
- Widzisz Lou a mówiłeś, że tylko nastolatki nas słuchają.- zaśmiał się Harry.
- Rozgoście się.- wskazałaś gościom drogę do salonu.- A ja idę przygotować tort.
Harry poszedł za tobą do kuchni. Ty jednak nie zwracałaś na niego uwagi.
- [T.I] przepraszam.- szepnął po chwili.
- I co myślisz, że powiesz sorry a ja znowu będę na każde twoje zawołanie?! Nie Harry te czasy się skończyły! Miałeś szanse się wykazać, a ty zamiast podołać zadaniu zwiałeś jak tchórz!
- Ja żałuję.- załkał Hazza.
- Nie było cię przez prawie 4 lata bo wolałeś karierę ode mnie i od dziecka! A ja nie chcę tego znowu, nie chcę znowu cierpieć!
Harry podszedł do ciebie i wpił się w twoje usta. Pierwszy raz od ponad trzech lat czułaś smak jego ust.
- Wróć do mnie.- szepnął.
- Jeśli obiecasz dać Mel dom i kochającego tatę to tak.
- Obiecuję.
Dałaś Harremu drugą szansę i nie żałujesz. Melanie to prawdziwa córeczka tatusia. Kiedy wychodzi od was z domu płacze tak strasznie, że ostatnio Harry musiał u was nocować.
Dzisiaj po długich namowach Harego wybrałaś się z nim na randkę.
Loczek musiał wynająć dla was całą restaurację bo byliście tylko wy. Grała cicha muzyka a wszędzie paliły się świece. Kiedy skonsumowaliście kolację Harry wstał.
- Mogę prosić panią do tańca?
- Ale ty nie umiesz tańczyć.
- Dla ciebie wszystko.- Hazza uśmiechnął się cwaniacko.
Wstaliście przeszliście na parkiet i zaczęliście się kołysać w rytm muzyki.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też
*2 lata później*
Siedziałaś ze swoim narzeczonym i waszą pięcioletnią córeczką na kanapie i oglądaliście film.
- Mamo, tato bo wszystkie dzieci w przedszkolu mają braciszków albo siostrzyczki a ja też chcę.- wasza córka zrobiła oczy kota ze Shreka.
- Słyszysz skarbie.- Harry zaczął się w ciebie intensywnie wpatrywać.
- Dla niego każdy pretekst jest dobry.- westchnęłaś.
- Prosie.- Harry i wasza córka zaczęli cię błagać. Mel o rodzeństwo a Loczek pewnie się domyślacie o co.
- Nie.- zaprzeczyłaś.
- Melanie jeżeli chcesz mieć rodzeństwo to musisz poczekać 9 miesięcy.- powiedział Harry, wziął cię na ręce i zaniósł do sypialni.
Tam położył cię na łóżku i zaczął całować.
- Tato zawieziesz mnie do wujka Zayn'a?- w drzwiach stanęła Mel.
- Po co?
- Bo powiedział, że jak będziecie tak robić to mam się do niego zwijać bo inaczej będę światkiem taaakiej demolki- mała zrobiła gest pokazujący jak wielkich rozmiarów miała być owa demolka.
- Mel jesteś bardzo mądra ale teraz chodź do nas.- Loczek poklepał miejsce na środku łóżka.
Mała przybiegła i zwinęła się w kłębek. Keidy zasnęła Hazza wyciągnął cię z pod kołdry.
- Chodź idziemy.
- Gdzie?
- Robić małej braciszka.- oznajmił poważnie i pociągnął cię po schodach na dół.
Harry postawił na swoim równo 9 miesięcy po tym zdarzeniu na świat przyszedł wasz synek Edward.
niedziela, 23 marca 2014
#55 Moja mała gwiazdka part5
Jednak dotrzymanie słowa danego [T.I] wcale nie było takie łatwe. Kiedy wróciłem do domu znowu się zaczęło płakanie w poduszkę, spanie z jej koszulką. Tego dnia siedziałem w salonie i przeglądałem album z naszymi wspólnymi zdjęciami kiedy do pokoju wszedł Harry.
- To jak sprawdzamy co się dzieje na świecie?- zapytał i rzucił się na kanapie. Chwycił pilota i włączył BBC.- I co nam powiedzą? Rosja na Krymie, sankcje dla Rosji, nuda, nuda, nuda...
Nie słuchałem go jednak on po chwili zaczął mnie szturchać w bok i drzeć się do ucha.
- Tommo, Tommo patrz!- krzyczał Hazza.
Spojrzałam na ekran telewizora i zacząłem słuchać wypowiedzi redaktorki.
- Mamy nowe informacje dotyczące samolotu lecącego na Madison Country Airport.- mówiła kobieta.- Z informacji uzyskanych od naczelnika policji w Berlinie wiemy, że jeden z pasażerów nigdy nie wsiadł na pokład samolotu. Porywacze przekupili pracowników lotniska aby wpisali nazwisko owego pasażera na listę pasażerów a to, że samolot spadł było wręcz im na rękę bo dzięki temu nikt nie szukał ofiary gdyż wszyscy byli pewni, że nie żyje. Na razie nie znamy jeszcze imienia i nazwiska porwanej osoby. Jeżeli chcecie poznać więcej informacji zapraszamy na wywiad z ofiarą o 10:00 na antenie BBC.
- Słyszysz Lou [T.I] może żyć!- zaczął krzyczeć Harry.
Ja za to nie podszedłem do tego z takim entuzjazmem.
- Znając mojego pecha jest to jakaś stara panna w spódnicy w kwiatki a nie moja [T.I].
- Ale i tak obejrzymy wywiad.- zarządził Harry.
Nazajutrz równo o 10:00 wszyscy siedzieliśmy na kanapie. Zaraz po czołówce programu na ekranie pojawił się prezenter. Mężczyzna w średnim wieku ubrany w garnitur.
- Dzisiaj w programie "Good Morning England!" dzisiaj wywiad z ofiarą która podobno zginęła w katastrofie samolotu lecącego do Lee. Spędziła ponad dwa miesiące w niewoli za co porywaczom grozi do 12 lat utracenia wolności. Zapraszamy!
Kamera skierowała się na szklane drzwi przez które weszła moja [T.I]. Po moich policzkach popłynęły łzy szczęścia. Moje słoneczko było strasznie chude, całe poobijane i blade.
- Dzień Dobry.- przywitała się z prezenterem.
- Witaj [T.I]. Siadaj.- wskazał na kanapę.- Jak się czujesz?
- Nie jest źle. Powoli wracam do formy. Lekarze i psycholodzy ze prywatnej kliniki "Green Sky" niezwykle mi w tym pomogli.
- Wiem, że trudno ci o tym opowiadać ale jak cię porwali, ale mogłabyś nam o tym co nie co powiedzieć?
- Postaram się.
- To może zaczniesz od początku.
- Więc nie wiedziałam jak powiedzieć Lou o tym, że wyjeżdżam więc skończyło się na tym, że po prostu zostawiłam mu karteczkę. Kiedy byłam na lotnisku niby mieli jakiś problem z moim bagażem i zaprowadzili mnie do jakiegoś pomieszczenia. Kiedy przeglądali moją torbę nagle ktoś przyłożył mi jakąś szmatkę do ust i straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam lecieliśmy jakimś samolotem. Potem zaciągnęli mnie do jakiejś szopy i...- [T.I] zaczęła chlipać.
- Rozumie.- redaktor uśmiechnął się pokrzepiająco.- Nie musisz dalej mówić.
- Ale powiem. Chcę aby inni widzieli jakie szczęście mają, że coś takiego ich nie spotkało.
- Proszę.
- I potem mnie bili, gwałcili, grozili. Ale nie to było najgorsze. Po jakimś czasie przynieśli gazetę z artykułem o tym, że Lou chciał popełnić samobójstwo.- [T.I] rozpłakała się na dobre.- Lou jeżeli to oglądasz przyjedź po mnie do hotelu Anderson w Berlinie.- moje kochanie coraz bardziej płakało.
- Dziękuję.- powiedział redaktor a mój skarb wyszedł z pokoju.
- Lecimy do Berlina.- postanowiłem.
- To jak sprawdzamy co się dzieje na świecie?- zapytał i rzucił się na kanapie. Chwycił pilota i włączył BBC.- I co nam powiedzą? Rosja na Krymie, sankcje dla Rosji, nuda, nuda, nuda...
Nie słuchałem go jednak on po chwili zaczął mnie szturchać w bok i drzeć się do ucha.
- Tommo, Tommo patrz!- krzyczał Hazza.
Spojrzałam na ekran telewizora i zacząłem słuchać wypowiedzi redaktorki.
- Mamy nowe informacje dotyczące samolotu lecącego na Madison Country Airport.- mówiła kobieta.- Z informacji uzyskanych od naczelnika policji w Berlinie wiemy, że jeden z pasażerów nigdy nie wsiadł na pokład samolotu. Porywacze przekupili pracowników lotniska aby wpisali nazwisko owego pasażera na listę pasażerów a to, że samolot spadł było wręcz im na rękę bo dzięki temu nikt nie szukał ofiary gdyż wszyscy byli pewni, że nie żyje. Na razie nie znamy jeszcze imienia i nazwiska porwanej osoby. Jeżeli chcecie poznać więcej informacji zapraszamy na wywiad z ofiarą o 10:00 na antenie BBC.
- Słyszysz Lou [T.I] może żyć!- zaczął krzyczeć Harry.
Ja za to nie podszedłem do tego z takim entuzjazmem.
- Znając mojego pecha jest to jakaś stara panna w spódnicy w kwiatki a nie moja [T.I].
- Ale i tak obejrzymy wywiad.- zarządził Harry.
Nazajutrz równo o 10:00 wszyscy siedzieliśmy na kanapie. Zaraz po czołówce programu na ekranie pojawił się prezenter. Mężczyzna w średnim wieku ubrany w garnitur.
- Dzisiaj w programie "Good Morning England!" dzisiaj wywiad z ofiarą która podobno zginęła w katastrofie samolotu lecącego do Lee. Spędziła ponad dwa miesiące w niewoli za co porywaczom grozi do 12 lat utracenia wolności. Zapraszamy!
Kamera skierowała się na szklane drzwi przez które weszła moja [T.I]. Po moich policzkach popłynęły łzy szczęścia. Moje słoneczko było strasznie chude, całe poobijane i blade.
- Dzień Dobry.- przywitała się z prezenterem.
- Witaj [T.I]. Siadaj.- wskazał na kanapę.- Jak się czujesz?
- Nie jest źle. Powoli wracam do formy. Lekarze i psycholodzy ze prywatnej kliniki "Green Sky" niezwykle mi w tym pomogli.
- Wiem, że trudno ci o tym opowiadać ale jak cię porwali, ale mogłabyś nam o tym co nie co powiedzieć?
- Postaram się.
- To może zaczniesz od początku.
- Więc nie wiedziałam jak powiedzieć Lou o tym, że wyjeżdżam więc skończyło się na tym, że po prostu zostawiłam mu karteczkę. Kiedy byłam na lotnisku niby mieli jakiś problem z moim bagażem i zaprowadzili mnie do jakiegoś pomieszczenia. Kiedy przeglądali moją torbę nagle ktoś przyłożył mi jakąś szmatkę do ust i straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam lecieliśmy jakimś samolotem. Potem zaciągnęli mnie do jakiejś szopy i...- [T.I] zaczęła chlipać.
- Rozumie.- redaktor uśmiechnął się pokrzepiająco.- Nie musisz dalej mówić.
- Ale powiem. Chcę aby inni widzieli jakie szczęście mają, że coś takiego ich nie spotkało.
- Proszę.
- I potem mnie bili, gwałcili, grozili. Ale nie to było najgorsze. Po jakimś czasie przynieśli gazetę z artykułem o tym, że Lou chciał popełnić samobójstwo.- [T.I] rozpłakała się na dobre.- Lou jeżeli to oglądasz przyjedź po mnie do hotelu Anderson w Berlinie.- moje kochanie coraz bardziej płakało.
- Dziękuję.- powiedział redaktor a mój skarb wyszedł z pokoju.
- Lecimy do Berlina.- postanowiłem.
sobota, 22 marca 2014
#54 Moja mała gwiazdka part4
Oczami Harrego
Weszliśmy z zakupami do domu. Liam zaczął rozpakowywać torby, Niall rozwalił się na kanopie a Zayn poszedł zapalić.
- Ja idę zobaczyć co z Lou.- oznajmiłem i poszedłem po schodach do pokoju przyjaciela.
Zapukałem do drzwi lecz nikt mi nie odpowiedział. Zaniepokojony delikatnie uchyliłem drzwi. Louis leżał na łóżku słodko śpiąc. Postanowiłem go nie budzić bo ostatnio nie może spać więc tylko wszedłem do pokoju i usiadłem na łóżku. Po chili chwyciłem pled leżący na brzegu posłania i zacząłem go nim przykrywać jednak okrycie zahaczyło o rękę Lou i na podłogę spadło pudełko po środkach nasennych. Otworzyłem je. Było prawie puste.
- Louis! Lou obudź się.- zacząłem klepać Tommo po twarzy.- Liam chodź tu! Louis nałykał się tabletek nasennych.
Usłyszałem na schodach tupot nóg. Liam woadł do pokoju i pochylił się nad Tomlinson'em.
- Oddycha.- oznajmił.- Niall zadzwoń po karetkę.
Weszliśmy z zakupami do domu. Liam zaczął rozpakowywać torby, Niall rozwalił się na kanopie a Zayn poszedł zapalić.
- Ja idę zobaczyć co z Lou.- oznajmiłem i poszedłem po schodach do pokoju przyjaciela.
Zapukałem do drzwi lecz nikt mi nie odpowiedział. Zaniepokojony delikatnie uchyliłem drzwi. Louis leżał na łóżku słodko śpiąc. Postanowiłem go nie budzić bo ostatnio nie może spać więc tylko wszedłem do pokoju i usiadłem na łóżku. Po chili chwyciłem pled leżący na brzegu posłania i zacząłem go nim przykrywać jednak okrycie zahaczyło o rękę Lou i na podłogę spadło pudełko po środkach nasennych. Otworzyłem je. Było prawie puste.
- Louis! Lou obudź się.- zacząłem klepać Tommo po twarzy.- Liam chodź tu! Louis nałykał się tabletek nasennych.
Usłyszałem na schodach tupot nóg. Liam woadł do pokoju i pochylił się nad Tomlinson'em.
- Oddycha.- oznajmił.- Niall zadzwoń po karetkę.
- Stary coś ty narobił?
Cały w nerwach siedziałem na niewygodnym
szpitalnym krześle.
- A co jeśli coś mu się stanie?-
myślałem.- Jeżeli przez to, że zostawiłem go samego już nic nie będzie tak
samo? W sumie to już nic nie jest tak samo. Od śmierci [T.I] Louis wariuje z
tęsknoty i rozpaczy. Okleił sobie pokuj jej i ich zdjęciami, śpi przytulony do
jej koszulki, płacze po nocach.
Z sali wyszedł lekarz.
- I co z nim?- zapytałem gwałtownie
podrywając się z krzesała.
- Zrobiliśmy mu płukanie żołądka i teraz
jest trochę słaby ale w przeciągu tygodnia powinien wrócić do formy.- wyjaśnił
doktor.- No i czeka go rozmowa z psychologiem.
- A czy możemy do niego wejść?-
zapytałem.
- Tak oczywiście.- mężczyzna uśmiechnął
się pokrzepiająco i odszedł.
Pchnąłem szklane drzwi i weszliśmy do
białego pokoju. Na środku pomieszczenie stało łóżko, na którym leżał nasz Boo
Bear, nasz mały chłopiec, który był podłączony do jakiejś maszyny, która miała
kontrolować jego funkcje życiowe, który był tak blady, który był tak kruchy.
- Tommo dlaczego to zrobiłeś?-
zapytałem.
- Bo ja tak tęsknię za [T.I]. Ja chcę ją
powrotem, chcę ją przytulić, pocałować. A skoro ona nie może przyjść do mnie to
ja przyjdę do niej.
Podszedłem do niego i przytuliłem go.
- Ale ja nigdzie nie pozwolę ci odejść.
Oczami
Louis’a
Leżałem na szpitalnym łóżku popijając herbatę.
- Już byłem tak blisko ciebie [T.I].-
myślałem.- Ale już niedługo do ciebie przyjdę. Tylko najpierw muszę poudawać,
że chcę tu zostać, żeby Harry zostawił mnie na chwilę samego. Ale przyjdę do
ciebie.
Odstawiłem kubek na stolik i zasnąłem.
Zobaczyłem ją.
Zobaczyłem mój skarb. Moją [T.I]. Tańczyła na środku wielkiego wrzosowiska.
Podbiegłem do niej i mocno przytuliłem.
- Mówiłem ci, że
przyjdę.- powiedziałem.
Już chciałem ją
pocałować lecz ona położyła swój palec na moich ustach.
- Nie mamy dużo
czasu.- szepnęła.
- Jak to
przecież będziemy już razem na zawsze.
- Nie Louis ty
cały czas żyjesz.
- No to to
zmienimy.
- Nie Lou ty
masz żyć. Masz chodzić do kina, rozmawiać i śmiać się z chłopakami, poznawać
nowych ludzi.
- Ale ja tak za tobą
tęsknię…
- A przede
wszystkim masz znaleźć miłość.
- Ja kocham
ciebie.- zaprotestował Lou.
- Pamiętasz jak
opowiadałam ci historię mojej mamy?
- Tak. Twój tata
zmarł w wypadku samochodowym zanim się urodziłaś.
- A czy mama
popełniła samobójstwo?
- Nie.
- Czy znalazła
nowego partnera?
- Tak.
- Więc ty znajdź
nową dziewczynę.
- [T.I] ja nie
mogę.
- Obiecaj mi.
- Ale ja cały
czas kocham ciebie.
- Obiecaj.- powtórzyła.
- Obiecuję.-
szepnąłem.
Gwałtownie otworzyłem oczy i usiadłem na
łóżku.
- Obiecuję.- szepnąłem.
Pisząc to płakałam jak bóbr. Ta historia
jest taka smutna i tak w niej krzywdzę Lou. A teraz pytanie! Co teraz zrobi
Lou? Czy wywiąże się z obietnicy danej [T.I]?
środa, 19 marca 2014
Mimi's Story Chapter IV " Ja już mam dziewczynę"
Już od dwóch tygodni spotykałam się z chłopakami. Dzisiaj miałam przyjechać do nich do domu ponieważ urządzają domówkę z okazji urodzin Liam'a. Rano siadłam z pamiętnikiem na kanapie i zaczęłam pisać.
29.08.2014
29.08.2014
Drogi pamiętniku!
Już kilka razy o tym pisałam teraz jestem pewna.
Zakochałam się w Harry'm. Te jego oczy, dołeczki, loki.
Kiedy go widzę w moim brzuchu zaczyna szaleć stado
motyli. Jednak wczoraj zaczęłam się tak zastanawiać, że
chyba nie powinnam mu mówić. Przecież on miał już tyle
dziewczyn i każdą zostawiał po tych dwóch, trzech miesiącach.
Ale z drugiej strony kiedy myślę o dzisiejszym
wieczorze moje serce przyspiesza. Mam nadzieję, że on
też to czuje. Ostatnio tak jakby bardzo chciał ale
bał się mnie dotknąć. Zobaczymy jak to będzie.
Napiszę jutro.
Wstałam z kanapy i pobiegłam do pokoju aby przygotować się do wyjścia. Podkręciłam włosy, zrobiłam makijaż i wyciągnęłaś z szafy specjalnie na tę okazję kupioną sukienkę.
Chwilę po 19:00 wsiadłam do zamówionej wcześniej taksówki.
- Na Sloane Street 12.- podałam kierowcy adres domu chłopaków.- Powiedzieć mu czy nie?- myślałaś.- Jeśli mu powiem to albo mnie wyśmieje albo powie, że też to czuje. No wtedy może być super ale potem może ze mną zerwać i złamać mi serce.
Kiedy dojechałam na miejsce zapłaciłam kierowcy i podeszłam do drzwi. Już na progu słyszałam dudniącą muzykę. Stwierdziłam, że nie ma sensu pukać bo i tak nikt mnie nie usłyszy więc po prostu weszłam do środka. Zaczęłam się rozglądać za którymś z gospodarzy. W końcu zobaczyłam Zayn'a.
- Hej Malik!- przywitałam się.- Gdzie jest nasz jubilat?
- Siema Mimi! Liam próbuje wytłumaczyć jakiejś pijanej lasce, że nie jest jej chłopakiem.
- Idę go wesprzeć.- powiedziałaś i zaczęłaś szukać Payne.
Kiedy go zobaczyłaś odpychał od siebie kompletnie schlaną próbującą go pocałować blondynkę.
- Hej Liam!- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.- Jak ci się podoba kochanie?
- Jest świetnie.- odpowiedział po czym zwrócił się do blondynki.- Widzisz ja już mam dziewczynę.
Pijaczka odeszła mrucząc coś pod nosem.
- Dzięki za wybawienie.- powiedział.
Czas płynął wolno. Wypiłam jednego drinka i zatańczyłam z kilkoma chłopakami. Właśnie tańczyłam z nijakim Charlim kiedy podszedł do nas Harry.
- Odbiłam.- oświadczył i zajął miejsce swojego poprzednika.
Chwycił mnie w pasie a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Poruszaliśmy się chwilę w rytm muzyki.
- Strasznie tu duszno. Może wyjdziemy na taras?- zaproponowałam.
- Chętnie.- zgodził się Loczek i razem wyszliśmy przed dom.
Siedliśmy na schodach i wpatrywaliśmy się w nocne niebo.
- Wiesz jak bardzo dziękuję Zayn'owi i Perrie za to, że zabrali mnie na tamten pokaz?
- Ja też się cieszę, że cię poznałam. Gdyby nie to teraz pewnie siedziałabym sama w domu i oglądała nudne programy w TV.
- Jedynym minusem naszej znajomości jest to, że po naszym wspólnym wyjściu do kina musieliśmy przez dwa dni wietrzyć mieszkanie po ty jak Niall wszedł w swoim ze śmierdniętym ubraniu do domu. Hahaha.- Harry zaczął się śmiać jednak po chwili spoważniał.- Wiesz Mimi muszę ci coś powiedzieć...- Harry zaczął zbliżać swoją twarz do mojej.
Właśnie kiedy miał mnie pocałować otworzyły się drzwi i stanął w nich Zayn.
- Harry bo skończyło się mochito...- zaczął jednak po chwili was zauważył.- Ups już nie przeszkadzam.
Loczek wstał i podał mi rękę.
- To co idziemy zatańczyć?- zapytał.
Chwilę po 19:00 wsiadłam do zamówionej wcześniej taksówki.
- Na Sloane Street 12.- podałam kierowcy adres domu chłopaków.- Powiedzieć mu czy nie?- myślałaś.- Jeśli mu powiem to albo mnie wyśmieje albo powie, że też to czuje. No wtedy może być super ale potem może ze mną zerwać i złamać mi serce.
Kiedy dojechałam na miejsce zapłaciłam kierowcy i podeszłam do drzwi. Już na progu słyszałam dudniącą muzykę. Stwierdziłam, że nie ma sensu pukać bo i tak nikt mnie nie usłyszy więc po prostu weszłam do środka. Zaczęłam się rozglądać za którymś z gospodarzy. W końcu zobaczyłam Zayn'a.
- Hej Malik!- przywitałam się.- Gdzie jest nasz jubilat?
- Siema Mimi! Liam próbuje wytłumaczyć jakiejś pijanej lasce, że nie jest jej chłopakiem.
- Idę go wesprzeć.- powiedziałaś i zaczęłaś szukać Payne.
Kiedy go zobaczyłaś odpychał od siebie kompletnie schlaną próbującą go pocałować blondynkę.
- Hej Liam!- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.- Jak ci się podoba kochanie?
- Jest świetnie.- odpowiedział po czym zwrócił się do blondynki.- Widzisz ja już mam dziewczynę.
Pijaczka odeszła mrucząc coś pod nosem.
- Dzięki za wybawienie.- powiedział.
Czas płynął wolno. Wypiłam jednego drinka i zatańczyłam z kilkoma chłopakami. Właśnie tańczyłam z nijakim Charlim kiedy podszedł do nas Harry.
- Odbiłam.- oświadczył i zajął miejsce swojego poprzednika.
Chwycił mnie w pasie a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Poruszaliśmy się chwilę w rytm muzyki.
- Strasznie tu duszno. Może wyjdziemy na taras?- zaproponowałam.
- Chętnie.- zgodził się Loczek i razem wyszliśmy przed dom.
Siedliśmy na schodach i wpatrywaliśmy się w nocne niebo.
- Wiesz jak bardzo dziękuję Zayn'owi i Perrie za to, że zabrali mnie na tamten pokaz?
- Ja też się cieszę, że cię poznałam. Gdyby nie to teraz pewnie siedziałabym sama w domu i oglądała nudne programy w TV.
- Jedynym minusem naszej znajomości jest to, że po naszym wspólnym wyjściu do kina musieliśmy przez dwa dni wietrzyć mieszkanie po ty jak Niall wszedł w swoim ze śmierdniętym ubraniu do domu. Hahaha.- Harry zaczął się śmiać jednak po chwili spoważniał.- Wiesz Mimi muszę ci coś powiedzieć...- Harry zaczął zbliżać swoją twarz do mojej.
Właśnie kiedy miał mnie pocałować otworzyły się drzwi i stanął w nich Zayn.
- Harry bo skończyło się mochito...- zaczął jednak po chwili was zauważył.- Ups już nie przeszkadzam.
Loczek wstał i podał mi rękę.
- To co idziemy zatańczyć?- zapytał.
poniedziałek, 17 marca 2014
#53 Harry Dedykowany.
Oto kolejna część imagina dla Mai. Za wszelkie opóźnienia związane z innymi imaginami na życzenie przepraszam. Naprawdę się staram nadążyć ale nie zawsze jest czas pisać.
__________________________________________________
Siedziałaś związana w brudnej, ciemnej szopie. W ciemności czas płynął inaczej. Nie wiedziałaś czy Josh wyszedł godzinę temu czy wczoraj. Na początku próbowałaś krzyczeć ale kiedy zaczęło cię boleć gardło zdałaś sobie sprawę, że to nie ma sensu. Teraz siedziałaś i złamanym paznokciem próbowałaś rozciąć sznurek, którym byłaś związana. Jednak twoje próby spełzły na niczym.
- Ratunku!- krzyknęłaś.- Proszę pomocy! Halo czy jest tu kto!? Proszę pomóżcie mi!
Oparłaś głowę o ścianę i próbowałaś zasnąć. Nagle usłyszałaś kroki na zewnątrz.
- To pewnie znowu idzie tu ten cały Josh.- mruknęłaś.
Jednak ogromne było twoje zdziwienie kiedy zamiast Josha do szopy wszedł jakiś szatyn.
- Boże co ci się stało?- zapytał, podbiegł do ciebie i zaczął rozwiązywać.
Kiedy już byłaś wolna wstałaś i przeciągnęłaś się.
- Boże spędziłam tu chyba wieczność.- powiedziałaś.- Dziękuję.
- Nie ma za co. A tak na marginesie jestem Rysiu.
- [T.I].- przedstawiłaś się.
- Może zawieść cię do domu?- zapytał.
- Chętnie.- zgodziłaś się.
Rysiu pomógł ci wstać i zaprowadził cię do samochodu.
- Kurcze jaki on przystojny, i jest dżentelmenem. Mój ideał.- myślałaś.- Ale w sumie prawie go nie znam. A można powiedzieć, że w tym Harry'm się zakochałam, a raczej w jego słowach, w tym co pisał.
Kiedy zatrzymaliście się pod domem zobaczyłaś czarny samochód, za którego kierownicą siedział przystojny brunet z burzą loków na głowie. Kiedy zobaczył samochód Rysia wysiadł ze swojego BMW i podszedł w waszą stronę.
- To ty jesteś "PinkUnicorn"?- zapytał kiedy wysiadłaś z samochodu.
- Tak. Ale jeżeli jesteś kolejnym porywaczem albo gwałcicielem to spadaj.- odpowiedziałaś i zaczęłaś iść w stronę domu.
- Ale to nie tak jak myślisz! Ja jestem Harry! Jak zobaczyłem, że ktoś się włamał na moje konto i wyłudził twój adres to od razu przyjechałem, żeby zobaczyć czy coś się stało. I jak widzę stało się bo mówisz o jakiś porywaczach i gwałcicielach.
- Tak!- wybuchnęłaś.- Wyobraź sobie, że nijaki Josh przyszedł do mnie udając ciebie, porwał mnie, związał i zamknął w jakiejś szopie!
- Ale ja ją uratowałem i możesz spadać frajerze!- wtrącił się Rysiu.
- Ja mogę spadać?! Ja znam ją już rok a ty ledwo dzień i też możesz być jakimś porywaczem!- wrzeszczał Harry.- A poza tym kocham ją!
- Co [T.I] nie mówiła mi, że ma faceta!
- Bo nie ma ale i tak jest moja!
- [T.I] musisz wybrać albo ja albo Harry.- oznajmił Rysiu.
Popatrzyłaś na nich jak na wariatów i zrobiłaś minę typu "wtf". Ale Harry prawdopodobnie miał rację. Rysiu mógł być inny niż ci się wydaje. A z Hazzą znałaś się już cały rok.
- Harry.- powiedziałaś, podeszłaś do chłopaka i pocałowałaś go.
Koniec!
__________________________________________________
Siedziałaś związana w brudnej, ciemnej szopie. W ciemności czas płynął inaczej. Nie wiedziałaś czy Josh wyszedł godzinę temu czy wczoraj. Na początku próbowałaś krzyczeć ale kiedy zaczęło cię boleć gardło zdałaś sobie sprawę, że to nie ma sensu. Teraz siedziałaś i złamanym paznokciem próbowałaś rozciąć sznurek, którym byłaś związana. Jednak twoje próby spełzły na niczym.
- Ratunku!- krzyknęłaś.- Proszę pomocy! Halo czy jest tu kto!? Proszę pomóżcie mi!
Oparłaś głowę o ścianę i próbowałaś zasnąć. Nagle usłyszałaś kroki na zewnątrz.
- To pewnie znowu idzie tu ten cały Josh.- mruknęłaś.
Jednak ogromne było twoje zdziwienie kiedy zamiast Josha do szopy wszedł jakiś szatyn.
- Boże co ci się stało?- zapytał, podbiegł do ciebie i zaczął rozwiązywać.
Kiedy już byłaś wolna wstałaś i przeciągnęłaś się.
- Boże spędziłam tu chyba wieczność.- powiedziałaś.- Dziękuję.
- Nie ma za co. A tak na marginesie jestem Rysiu.
- [T.I].- przedstawiłaś się.
- Może zawieść cię do domu?- zapytał.
- Chętnie.- zgodziłaś się.
Rysiu pomógł ci wstać i zaprowadził cię do samochodu.
- Kurcze jaki on przystojny, i jest dżentelmenem. Mój ideał.- myślałaś.- Ale w sumie prawie go nie znam. A można powiedzieć, że w tym Harry'm się zakochałam, a raczej w jego słowach, w tym co pisał.
Kiedy zatrzymaliście się pod domem zobaczyłaś czarny samochód, za którego kierownicą siedział przystojny brunet z burzą loków na głowie. Kiedy zobaczył samochód Rysia wysiadł ze swojego BMW i podszedł w waszą stronę.
- To ty jesteś "PinkUnicorn"?- zapytał kiedy wysiadłaś z samochodu.
- Tak. Ale jeżeli jesteś kolejnym porywaczem albo gwałcicielem to spadaj.- odpowiedziałaś i zaczęłaś iść w stronę domu.
- Ale to nie tak jak myślisz! Ja jestem Harry! Jak zobaczyłem, że ktoś się włamał na moje konto i wyłudził twój adres to od razu przyjechałem, żeby zobaczyć czy coś się stało. I jak widzę stało się bo mówisz o jakiś porywaczach i gwałcicielach.
- Tak!- wybuchnęłaś.- Wyobraź sobie, że nijaki Josh przyszedł do mnie udając ciebie, porwał mnie, związał i zamknął w jakiejś szopie!
- Ale ja ją uratowałem i możesz spadać frajerze!- wtrącił się Rysiu.
- Ja mogę spadać?! Ja znam ją już rok a ty ledwo dzień i też możesz być jakimś porywaczem!- wrzeszczał Harry.- A poza tym kocham ją!
- Co [T.I] nie mówiła mi, że ma faceta!
- Bo nie ma ale i tak jest moja!
- [T.I] musisz wybrać albo ja albo Harry.- oznajmił Rysiu.
Popatrzyłaś na nich jak na wariatów i zrobiłaś minę typu "wtf". Ale Harry prawdopodobnie miał rację. Rysiu mógł być inny niż ci się wydaje. A z Hazzą znałaś się już cały rok.
- Harry.- powiedziałaś, podeszłaś do chłopaka i pocałowałaś go.
Koniec!
niedziela, 16 marca 2014
#52 Harry Dedykowany
Imagin dla Mai. Przepraszam, że tak późno ale no cóż szkoła, inne imaginy itp.
___________________________________________________________
Jak zawsze kiedy przychodziłaś do szkoły siadłaś przy komputerze i włączyłaś czat. Wszyscy mówią, że to bzdura i można tam poznać tylko jakiś żuli i innych nic nie wartych ludzi ale to był twój jedyny sposób, żeby z kimś "porozmawiać" bo w szkole nie miałaś żadnych przyjaciół a twoi rodzice od rana do wieczora siedzieli w pracy.
Zalogowałaś się i zaczęłaś szukać kogoś dostępnego. W końcu natrafiłaś na "Curly one".
- Ciekawy nick.- powiedziałaś i napisałaś do niego, on odpowiedziała i tak się zaczęło.
Od tego czasu pisaliście codziennie. Poznawaliście się. Można było powiedzieć, że byliście najlepszymi przyjaciółmi. Tego dnia jak zawsze pisaliście ze sobą.
___________________________________________________________
Jak zawsze kiedy przychodziłaś do szkoły siadłaś przy komputerze i włączyłaś czat. Wszyscy mówią, że to bzdura i można tam poznać tylko jakiś żuli i innych nic nie wartych ludzi ale to był twój jedyny sposób, żeby z kimś "porozmawiać" bo w szkole nie miałaś żadnych przyjaciół a twoi rodzice od rana do wieczora siedzieli w pracy.
Zalogowałaś się i zaczęłaś szukać kogoś dostępnego. W końcu natrafiłaś na "Curly one".
- Ciekawy nick.- powiedziałaś i napisałaś do niego, on odpowiedziała i tak się zaczęło.
Od tego czasu pisaliście codziennie. Poznawaliście się. Można było powiedzieć, że byliście najlepszymi przyjaciółmi. Tego dnia jak zawsze pisaliście ze sobą.
Co tam u ciebie?
Dobrze:)
Wiesz co tak sobie myślę może byśmy się spotkali
w realu. Co ty na to?
Fajny pomysł:) Fajnie byłoby zobaczyć cię a nie tylko
twoje zdjęcie profilowe:P
To gdzie mieszkasz?
Londyn Brook Street 11/2. To co wpadniesz do mnie jutro?
Ok. To co o 12:00?
Czekam:)
Wylogowałaś się się i poszłaś spać aby mieć siłę na następny dzień.
Obudziłaś się i spojrzałaś na zegarek.
- O kurcze już 10:30.- powiedziałaś i jak strzała pognałaś do łazienki.
Ubrałaś się w leginsy, sweterek i balerinki i zbiegłaś na dół zjeść śniadanie. Kiedy kończyłaś jeść płatki usłyszałaś pukanie do drzwi. Pobiegłaś do holu i otworzyłaś je. Na progu stał przystojny brunet z włosami na "wyskocznie".
- Hej.- przywitał się.- Miło w końcu cię poznać.
- Wejdź.- powiedziałaś i wpuściłaś go do domu.- Skoro nie masz loków to dlaczego na czacie nazywasz się "Curly one"?
Chłopak wyraźnie się zmieszał i zaczerwienił.
- Bo zawsze o nich marzyłem. Jak masz na imię?
- [T.I]
- Josh.
Weszliśmy do kuchni.
- Chcesz coś do picia?- zapytałaś.
- Jasne.- zgodził się.
Kiedy nalewałaś wody stanął za tobą. Już chciałaś się odwrócić jednak poczułaś uderzenie w tył głowy i upadłaś nieprzytomna.
Obudziłaś się w jakiejś starej szopie. Miałaś związane ręce i nogi. Obok ciebie na plastikowym krześle siedział Josh.
- Ten "Curly one" to nie ty?- zapytałaś.
- Nie. To mój pracodawca Harry.- odpowiedział.
- Dlaczego to zrobiłeś?- zapytałaś.
- Bo on zawsze dostaje to co chce. A kiedy ja zdobędę jakąś fajną laskę to on zawsze mi ją odbija.
- Możesz mnie wypuścić?
sobota, 15 marca 2014
#51 Moja mała gwiazdka part3
Zacząłem biegać po mieszkaniu i panikować.
- Lou, spokojnie Louis.- Harry chwycił mnie za ramiona.- Ubierz kurtkę i pojedziemy na lotnisko dowiedzieć się czy to ten samolot spadł. Tak?
- To ja idę po kurtkę.- powiedziałem i pobiegłem do mojego i [T.I] pokoju.
Chwyciłem jeansową kurtkę, założyłem na nogi vansy i zbiegłem po schodach na parter. Wsiedliśmy z Haroldem do czarnego BMV i pojechaliśmy w stronę City Airport. Na miejscu pobiegłem w stronę kontuaru w centrum wielkiego holu.
- Przepraszam gdzie leciał samolot który uległ wypadkowi?- zapytałem.
- Do Madison Country Airport.- odpowiedziała starsza kobieta w służbowym uniformie.
- A mogłaby pani sprawdzić czy [T.I][T.N] była na liście pasażerów.- poprosiłem.
- Oczywiście.- kobieta zaczęła szukać odpowiedniego folderu w komputerze a kiedy już go znalazła zaczęła szukać imienia i nazwiska mojego słoneczka. Po chwili podniosła oczy znad ekranu laptopa.- Przykro mi.
Po moich policzkach popłynęły słone łzy. Przecież to niemożliwe jeszcze dzisiaj rano całowałem jej ciepłe, malinowe usta na pożegnanie, jeszcze wczoraj zasypiała wtulona w mój bok a potem mamrotała przez sen coś o wiewiórkach.
- Louis choć idziemy do domu.- Harry położył ręce na moich ramionach tak jak zwykle robiła [T.I] kiedy mówiła że starczy już alkoholu albo że już trzeba zwijać się z imprezy. Po moich policzkach przetoczyła się kolejna fala łez.- Tommo stanie tu nic nie zmieni. Jedziemy do domu.- powiedział i przytulił mnie.
Stałem tak płacząc w jego koszulę pośród tego hałaśliwego i ruchliwego tłumu. Po chwili oderwałem się od niego i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Patrz to Louis Tomlinson i Harry Styles.- krzyknęła jakaś dziewczyna i podbiegła do nas.- Mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?
- A ja mogę autograf?- zapytała druga.
- Wiecie co nie teraz. Może innym razem.- powiedział Harry.
- Ale jak to?- zapytała pierwsza.
- Jeżeli kiedykolwiek umrze ci chłopak zobaczysz, że wtedy chce się tylko płakać. A z pewnością nie chce się rozdawać autografów.- powiedziałem i odszedłem.
Wyszedłem na parking i ruszyłem w stronę samochodu.
Kiedy weszliśmy do domu podszedł do mnie Niall.
- Tak mi przykro stary.- powiedział i mocno mnie przytulił.
Po moich policzkach ponownie potoczyły się łzy. Dlaczego? Dlaczego zabrali mi moją małą gwiazdkę? Moje kochanie, moje słońce, mój mały elf który sprawił, że każdy dzień jest piękny już nigdy mnie nie pocałuje, nigdy nie przytuli, nie będzie mnie budził swoim mamrotaniem przez sen.
- Idę spać.- powiedziałem i ruszyłem do NASZEGO pokoju.
W sypialni po prostu padłem na łóżko.
Miesiąc później
Ja już nie daję sobie rady. Tak za nią tęsknię. Już kilka razy próbowałem popełnić samobójstwo ale za każdym razem przerywałem bo tak bardzo się bałem. Siedziałem na łóżku i myślałem o tym jak [T.I] w każdą sobotę piekła mój ulubiony biszkopt. Stała przy blacie kuchennym w tym swoim fartuszku i złościła się na każdego kto jej przeszkadzał. Usłyszałem pukanie do drzwi a po chwili do sypialni wszedł Harry.
- Jak się czujesz?- zapytał.
- Dobrze.- powiedziałem i mocniej zacisnąłem palce na T-shircie [T.I].
Harry rozejrzał się po pokoju a jego wzrok zatrzymał się na ścianie całej obwieszonej zdjęciami, rysunkami i notatkami [T.I]. Patrzył na nią dobre 5 minut.
- Jedziemy z chłopakami do sklepu. Jedziesz z nami czy zostajesz- zapytał.
- Zostaję.
- Tylko nie rób nic głupiego. Ok?- powiedział i wyszedł.
Kiedy tylko usłyszałem trzask zamykanych drzwi wyciągnąłem z szuflady stolika nocnego tabletki nasenne. Wyciągnąłem siedem i połknąłem po kolei popijają colą.
- [T.I] idę do ciebie.- powiedziałem i położyłem się na łóżku.
Po chwili moje powieki zrobiły się niewiarygodnie ciężkie. Potem je zamknąłem i zasnąłem aby już nigdy się nie obudzić.
- Lou, spokojnie Louis.- Harry chwycił mnie za ramiona.- Ubierz kurtkę i pojedziemy na lotnisko dowiedzieć się czy to ten samolot spadł. Tak?
- To ja idę po kurtkę.- powiedziałem i pobiegłem do mojego i [T.I] pokoju.
Chwyciłem jeansową kurtkę, założyłem na nogi vansy i zbiegłem po schodach na parter. Wsiedliśmy z Haroldem do czarnego BMV i pojechaliśmy w stronę City Airport. Na miejscu pobiegłem w stronę kontuaru w centrum wielkiego holu.
- Przepraszam gdzie leciał samolot który uległ wypadkowi?- zapytałem.
- Do Madison Country Airport.- odpowiedziała starsza kobieta w służbowym uniformie.
- A mogłaby pani sprawdzić czy [T.I][T.N] była na liście pasażerów.- poprosiłem.
- Oczywiście.- kobieta zaczęła szukać odpowiedniego folderu w komputerze a kiedy już go znalazła zaczęła szukać imienia i nazwiska mojego słoneczka. Po chwili podniosła oczy znad ekranu laptopa.- Przykro mi.
Po moich policzkach popłynęły słone łzy. Przecież to niemożliwe jeszcze dzisiaj rano całowałem jej ciepłe, malinowe usta na pożegnanie, jeszcze wczoraj zasypiała wtulona w mój bok a potem mamrotała przez sen coś o wiewiórkach.
- Louis choć idziemy do domu.- Harry położył ręce na moich ramionach tak jak zwykle robiła [T.I] kiedy mówiła że starczy już alkoholu albo że już trzeba zwijać się z imprezy. Po moich policzkach przetoczyła się kolejna fala łez.- Tommo stanie tu nic nie zmieni. Jedziemy do domu.- powiedział i przytulił mnie.
Stałem tak płacząc w jego koszulę pośród tego hałaśliwego i ruchliwego tłumu. Po chwili oderwałem się od niego i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Patrz to Louis Tomlinson i Harry Styles.- krzyknęła jakaś dziewczyna i podbiegła do nas.- Mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?
- A ja mogę autograf?- zapytała druga.
- Wiecie co nie teraz. Może innym razem.- powiedział Harry.
- Ale jak to?- zapytała pierwsza.
- Jeżeli kiedykolwiek umrze ci chłopak zobaczysz, że wtedy chce się tylko płakać. A z pewnością nie chce się rozdawać autografów.- powiedziałem i odszedłem.
Wyszedłem na parking i ruszyłem w stronę samochodu.
Kiedy weszliśmy do domu podszedł do mnie Niall.
- Tak mi przykro stary.- powiedział i mocno mnie przytulił.
Po moich policzkach ponownie potoczyły się łzy. Dlaczego? Dlaczego zabrali mi moją małą gwiazdkę? Moje kochanie, moje słońce, mój mały elf który sprawił, że każdy dzień jest piękny już nigdy mnie nie pocałuje, nigdy nie przytuli, nie będzie mnie budził swoim mamrotaniem przez sen.
- Idę spać.- powiedziałem i ruszyłem do NASZEGO pokoju.
W sypialni po prostu padłem na łóżko.
Miesiąc później
Ja już nie daję sobie rady. Tak za nią tęsknię. Już kilka razy próbowałem popełnić samobójstwo ale za każdym razem przerywałem bo tak bardzo się bałem. Siedziałem na łóżku i myślałem o tym jak [T.I] w każdą sobotę piekła mój ulubiony biszkopt. Stała przy blacie kuchennym w tym swoim fartuszku i złościła się na każdego kto jej przeszkadzał. Usłyszałem pukanie do drzwi a po chwili do sypialni wszedł Harry.
- Jak się czujesz?- zapytał.
- Dobrze.- powiedziałem i mocniej zacisnąłem palce na T-shircie [T.I].
Harry rozejrzał się po pokoju a jego wzrok zatrzymał się na ścianie całej obwieszonej zdjęciami, rysunkami i notatkami [T.I]. Patrzył na nią dobre 5 minut.
- Jedziemy z chłopakami do sklepu. Jedziesz z nami czy zostajesz- zapytał.
- Zostaję.
- Tylko nie rób nic głupiego. Ok?- powiedział i wyszedł.
Kiedy tylko usłyszałem trzask zamykanych drzwi wyciągnąłem z szuflady stolika nocnego tabletki nasenne. Wyciągnąłem siedem i połknąłem po kolei popijają colą.
- [T.I] idę do ciebie.- powiedziałem i położyłem się na łóżku.
Po chwili moje powieki zrobiły się niewiarygodnie ciężkie. Potem je zamknąłem i zasnąłem aby już nigdy się nie obudzić.
piątek, 14 marca 2014
#50 Harry
Dla anonima "Da radę" bo nie napisał jak ma na imię.
___________________________________________________________
- Skarbie wychodź z tej łazienki, bo nie zdążymy!- krzyczała z pokoju hotelowego twoja mama.
- Już kończę.- odpowiedziałaś, zarzuciłaś na siebie kimonko i wyszłaś z pomieszczenia.
Na toaletce w rogu pokoju były już rozstawione wszystkie kosmetyki, szczotki i inne artykuły potrzebne do zamienienia ciebie w bóstwo.
- Siadaj na krześle bo zaraz przyjdą Lily i Eve. Wczoraj pokazały mi zdjęcia innych panien młodych, którymi się zajmowały. Wszystkie były cudowne.- paplała twoja mama.- No i to one pomogły mi załatwić dla ciebie sukienkę. Boże jaka ona ładna! Ale nie będę ci jej opisywać bo to ma być niespo...
Pukanie do drzwi przerwało twojej mamie w pół słowa. Do pokoju weszły dwie na oko dwudziestoletnie dziewczyny. Wysoka brunetka o śniadej cerze i średniego wzrostu blondynka, której twarz była obsypana piegami.
- Dzień dobry pani[T.N].- przywitała się wyższa z nich.
- Witaj Lily.- odpowiedziała twoja mama.- O ty też witaj Eve. Tak małomówna, że prawie cię nie zauważyłam.
Blondynka postawiła na toaletce swoją torebkę i wyjęła jakieś, spreje, kremy i inne akcesoria do włosów. Usiadłaś na fotelu i wszystkiemu pilnie się przyglądałaś.
- To co jak czeszemy?- zapytała brunetka.
- Myślę, że to będzie tak.- powiedziała Eve i zaczęła zawijać twoje włosy w sprężynki i układać je w kok.
Po chwili zaczęła pomagać jej też druga z dziewczyn. Twoja mama krzątała się po pokoju i wyciągała buty, sukienkę, welon. Kiedy twoje włosy były już ułożone a Lily zrobiła ci perfekcyjny makijaż ktoś zapukał do drzwi.
- Dzień dobry tu kawa dla pań.- rozległ się dziwnie znajomy głos.
- Ale my niczego nie zamawiałyśmy odkrzyknęła mama i otworzyła drzwi.- Harry! Nie możesz zobaczyć przed ślubem panny młodej!
Zakrztusiłaś się wodą a kiedy już ją połknęłaś zaczęłaś się głośno śmiać. Jaki on czasem jest dziecinny.
- Ale ja tak tęsknię.- powiedział i zapewne zrobił słodką minkę zbitego szczeniaczka.
- Wracaj do pokoju i zawołaj Anne i Gemme i powiedz im żeby przyszły bo [T.I] już jest prawie gotowa. A teraz zmykaj bo jak ją zobaczysz to będziecie mieli pecha w małżeństwie.
Twoja mama zamknęła drzwi jednak po chwili drzwi ponownie się otworzyły.
- Harry ile razy mam ci mówić, że to nie wypada?- zapytała twoja mama.
- To my.- odezwał się zza drzwi głos Anne.
- A to ty moja droga.- ucieszyła się twoja rodzicielka.- Wejdźcie.
Do hotelowego pokoju weszły twoja przyszła teściowa i Gemma.
- Mamy coś dla ciebie.- oznajmiła młodsza z nich.- Masz już coś nowego- sukienkę, niebieskiego- kwiaty a my mamy dla ciebie coś starego i pożyczonego (w USA każda panna młoda powinna mieć coś nowego, niebieskiego, pożyczonego i starego.) więc mamy dla ciebie stary pierścionek po babci Harrego i podwiązkę, rzecz jasne do zwrotu.
- Dzięki.- uściskałaś obydwie kobiety.
Oczami Harrego
Stałem przed lustrem w moim pokoju a moja kochana stylistka Louise wiązała mi muchę.
- Będziesz wyglądać idealnie.- zapewniała.
- Louise chociaż mi powiedz jak będzie wyglądać [T.I]. Wiem, że wiesz a ja zaraz z ciekawości nie wytrzymam.- błagałem ją.
- Harry już trzeci raz ci mówię, że tak jak ty jestem zielona. Twoją narzeczoną zajmują się Lily i Eve i to one wszystko załatwiały.
Skoro nikt nie mógł mi powiedzieć jak wygląda to zacząłem sobie ją wyobrażać. Pewnie ma na sobie długą, białą suknię zapewne z wielkim dekoltem tak jak lubi. I tą podwiązkę, którą Gemma miała w torebce. I dłuuuugi welon. Chociaż nie wiem bo welon to znak dziewictwa a ona już dziewicą nie jest ale lubi dbać o szczegóły więc welon pewnie ma. No i wysokie szpilki. A pod tym biały, koronkowy zestaw bielizny. Mhmmmm...
- [I.T.D] mówię ci, że ich dziecko pojawi się na świecie w ciągu najbliższego roku.- mówił mój ojczym Robin.
- Nie.- zaprzeczył twój tata.- Obstawiam, że urodzi się za dwa lata.
- A ja myślę, że ona już jest w ciąży.- powiedział mój tata Des.
- To o co się zakładamy?- zapytał [I.T.T].
- Wygrany dostanie od każdego z przegranych po 50 funtów.- postanowił Robin.
Boże jacy oni dziecinni...
Oczami [T.I]
- A teraz powtarzajcie za mną.- powiedział ksiądz.- Ja Harry Edward Miliward Styles
- Ja Harry Edward Miliward Styles.- powtórzył Hazza.
- Biorę ciebie [T.I][T.D.I][T.N] za żonę i ślubuję
- Biorę ciebie [T.I][T.D.I][T.N] za żonę i ślubuję.- Harremu zadrżał głos.
- Miłość, wierność i uczciwość małżeńską
- Miłość, wierność i uczciwość małżeńską
- Oraz to że cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Oraz to że cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Kiedy Harry skończył mówić przysięgę nadeszła twoja kolej. Kiedy już założyliście obrączki i pocałowaliście się po raz pierwszy jako małżeństwo Harry wyniósł cię z kościoła na rękach.
___________________________________________________________
- Skarbie wychodź z tej łazienki, bo nie zdążymy!- krzyczała z pokoju hotelowego twoja mama.
- Już kończę.- odpowiedziałaś, zarzuciłaś na siebie kimonko i wyszłaś z pomieszczenia.
Na toaletce w rogu pokoju były już rozstawione wszystkie kosmetyki, szczotki i inne artykuły potrzebne do zamienienia ciebie w bóstwo.
- Siadaj na krześle bo zaraz przyjdą Lily i Eve. Wczoraj pokazały mi zdjęcia innych panien młodych, którymi się zajmowały. Wszystkie były cudowne.- paplała twoja mama.- No i to one pomogły mi załatwić dla ciebie sukienkę. Boże jaka ona ładna! Ale nie będę ci jej opisywać bo to ma być niespo...
Pukanie do drzwi przerwało twojej mamie w pół słowa. Do pokoju weszły dwie na oko dwudziestoletnie dziewczyny. Wysoka brunetka o śniadej cerze i średniego wzrostu blondynka, której twarz była obsypana piegami.
- Dzień dobry pani[T.N].- przywitała się wyższa z nich.
- Witaj Lily.- odpowiedziała twoja mama.- O ty też witaj Eve. Tak małomówna, że prawie cię nie zauważyłam.
Blondynka postawiła na toaletce swoją torebkę i wyjęła jakieś, spreje, kremy i inne akcesoria do włosów. Usiadłaś na fotelu i wszystkiemu pilnie się przyglądałaś.
- To co jak czeszemy?- zapytała brunetka.
- Myślę, że to będzie tak.- powiedziała Eve i zaczęła zawijać twoje włosy w sprężynki i układać je w kok.
Po chwili zaczęła pomagać jej też druga z dziewczyn. Twoja mama krzątała się po pokoju i wyciągała buty, sukienkę, welon. Kiedy twoje włosy były już ułożone a Lily zrobiła ci perfekcyjny makijaż ktoś zapukał do drzwi.
- Dzień dobry tu kawa dla pań.- rozległ się dziwnie znajomy głos.
- Ale my niczego nie zamawiałyśmy odkrzyknęła mama i otworzyła drzwi.- Harry! Nie możesz zobaczyć przed ślubem panny młodej!
Zakrztusiłaś się wodą a kiedy już ją połknęłaś zaczęłaś się głośno śmiać. Jaki on czasem jest dziecinny.
- Ale ja tak tęsknię.- powiedział i zapewne zrobił słodką minkę zbitego szczeniaczka.
- Wracaj do pokoju i zawołaj Anne i Gemme i powiedz im żeby przyszły bo [T.I] już jest prawie gotowa. A teraz zmykaj bo jak ją zobaczysz to będziecie mieli pecha w małżeństwie.
Twoja mama zamknęła drzwi jednak po chwili drzwi ponownie się otworzyły.
- Harry ile razy mam ci mówić, że to nie wypada?- zapytała twoja mama.
- To my.- odezwał się zza drzwi głos Anne.
- A to ty moja droga.- ucieszyła się twoja rodzicielka.- Wejdźcie.
Do hotelowego pokoju weszły twoja przyszła teściowa i Gemma.
- Mamy coś dla ciebie.- oznajmiła młodsza z nich.- Masz już coś nowego- sukienkę, niebieskiego- kwiaty a my mamy dla ciebie coś starego i pożyczonego (w USA każda panna młoda powinna mieć coś nowego, niebieskiego, pożyczonego i starego.) więc mamy dla ciebie stary pierścionek po babci Harrego i podwiązkę, rzecz jasne do zwrotu.
- Dzięki.- uściskałaś obydwie kobiety.
Oczami Harrego
Stałem przed lustrem w moim pokoju a moja kochana stylistka Louise wiązała mi muchę.- Będziesz wyglądać idealnie.- zapewniała.
- Louise chociaż mi powiedz jak będzie wyglądać [T.I]. Wiem, że wiesz a ja zaraz z ciekawości nie wytrzymam.- błagałem ją.
- Harry już trzeci raz ci mówię, że tak jak ty jestem zielona. Twoją narzeczoną zajmują się Lily i Eve i to one wszystko załatwiały.
Skoro nikt nie mógł mi powiedzieć jak wygląda to zacząłem sobie ją wyobrażać. Pewnie ma na sobie długą, białą suknię zapewne z wielkim dekoltem tak jak lubi. I tą podwiązkę, którą Gemma miała w torebce. I dłuuuugi welon. Chociaż nie wiem bo welon to znak dziewictwa a ona już dziewicą nie jest ale lubi dbać o szczegóły więc welon pewnie ma. No i wysokie szpilki. A pod tym biały, koronkowy zestaw bielizny. Mhmmmm...
- [I.T.D] mówię ci, że ich dziecko pojawi się na świecie w ciągu najbliższego roku.- mówił mój ojczym Robin.
- Nie.- zaprzeczył twój tata.- Obstawiam, że urodzi się za dwa lata.
- A ja myślę, że ona już jest w ciąży.- powiedział mój tata Des.
- To o co się zakładamy?- zapytał [I.T.T].
- Wygrany dostanie od każdego z przegranych po 50 funtów.- postanowił Robin.
Boże jacy oni dziecinni...
Oczami [T.I]
- A teraz powtarzajcie za mną.- powiedział ksiądz.- Ja Harry Edward Miliward Styles
- Ja Harry Edward Miliward Styles.- powtórzył Hazza.
- Biorę ciebie [T.I][T.D.I][T.N] za żonę i ślubuję
- Biorę ciebie [T.I][T.D.I][T.N] za żonę i ślubuję.- Harremu zadrżał głos.
- Miłość, wierność i uczciwość małżeńską
- Miłość, wierność i uczciwość małżeńską
- Oraz to że cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Oraz to że cię nie opuszczę aż do śmierci.
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Kiedy Harry skończył mówić przysięgę nadeszła twoja kolej. Kiedy już założyliście obrączki i pocałowaliście się po raz pierwszy jako małżeństwo Harry wyniósł cię z kościoła na rękach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpg)

