wtorek, 1 kwietnia 2014

#59 Moja mała gwiazdka part6

Wszyscy latali po domu jak opętani a ja czekałem w korytarzu z małą podręczną torbą.
- Lou zadzwoń do Paul'a!- krzyknął do mnie Zayn.
Wyciągnąłem komórkę i wybrałem numer do naszego menadżera. Po czterech sygnałach mężczyzna odebrał.
- Hej Lou!- przywitał się.
- Siema Paul. Słuchaj mamy do ciebie taką sprawę...
- Wal śmiało.- zachęcił mnie.
- Lecimy do Berlina. Potrzebujemy samolot na za godzinę.
- Po co?
- Słyszałeś o tym porwaniu i że jedna z ofiar tej katastrofy lotniczej żyje?
- No.
- To [T.I] żyje! Rozumiesz ona żyje! I lecimy po nią do Berlina.
- Już dobrze Lou. I co mam dla was zrobić? Przecież nie macie w najbliższym czasie, żadnych wywiadów ani koncertów.
- Załatw nam pilota do naszego samolotu.
- Ok zaraz do niego zadzwonię.
Rozłączyłem się i zacząłem nerwowo przechadzać się po holu. W końcu zebrali się wszyscy i ruszyliśmy naszym vanem na lotnisko. 
Pobiegliśmy do recepcji.
- Dzień dobry!- przywitał się Liam.
- Witam.- uśmiechnęła się do nas starsza kobieta.- W czym mogę panom pomóc?
- Dzwonił tutaj pan Paul Higgins z prośbą o przydzielenie do naszego prywatnego samolotu pilota.
- Tak rzeczywiście.
- I co?
- Pilot czeka w samolocie na pasie startowym. Proszę iść na odprawę tylko niech się panowie pospieszą bo samolot odlatuje za 15 minut.

Cały lot siedziałem jak na szpilkach. Kiedy w końcu wylądowaliśmy pognaliśmy z chłopakami w stronę taksówek. Wsiadłem z Harry'm do jednej z nich.
- Do hotelu Anderson poproszę.- powiedziałem do kierowcy.
Mężczyzna nacisnął pedał gazu i ruszyliśmy przez oświetlony latarniami Berlin. Kiedy pojazd się zatrzymał zapłaciłem kierowcy i wysiedliśmy z Harry'm przed wielkim budynkiem.
- To co jak się czujesz?- zapytał Hazza.
- Jak nigdy do tond.- odpowiedziałem.- Jakbym dostał nowe życie.
- Idziemy.- zadecydował Loczek.
Weszliśmy do środka przez wielkie szklane drzwi i podeszliśmy do recepcji.
- Dzień dobry.- przywitałem się z recepcjonistką.- Czy mogłaby mi pani powiedzieć, w którym pokoju mieszka [T.I][T.N]?
- A kim pan jest Louis Tomlinson.- przedstawiłem się.- Chłopak [T.I].
- Mieszka w pokoju numer 138. To 5 piętro.
Weszliśmy z Harry'm do windy i wcisnęliśmy odpowiedni guzik. Kiedy wyszliśmy na korytarz skierowaliśmy się do odpowiednich drzwi. Zapukałem.
- Kto tam?- zapytał znajomy głos.
- Stary znajomy.
Moje kochanie otworzyło ostrożnie drzwi.
- Louis.- ucieszyła się i rzuciła w moje ramiona.
Nasze usta spotkały się w namiętnym pocałunku.
- Już nigdy mnie nie zostawiaj.
- Obiecuję

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz