niedziela, 30 marca 2014

#58 Louis

- Louis skarbie chodź tu!- zawołałaś z kuchni.
Usłyszałaś tupot nóg na schodach i po chwili do kuchni wszedł twój chłopak.
- Co się stało skarbie?- zapytał.
- Mógłbyś skoczyć do sklepu po makaron?
- Ale przecież mamy.- zaczął marudzić Tommo.
- Mamy ale nie taki kształt jaki jest mi potrzebny do zupy. A z resztą sklep masz po drugiej stronie ulicy.
- A będzie jakaś nagroda jak wrócę?- zapytał ruszając śmiesznie brwiami.
- Będzie wieczorem.- powiedziałaś i cmoknęłaś go w policzek.
Louis chwycił portfel, założył vansy i wyszedł z domu. Właśnie kroiłaś marchew kiedy usłyszałaś pisk opon. Przestraszona podbiegłaś do okna. Na ulicy leżał człowiek a obok niego stał samochód z maską roztrzaskaną o kamienny płot waszych sąsiadów.
- Boże Lou!- powiedziałaś przerażona.
W pośpiechu włożyłaś na nogi baleriny i wybiegłaś na ulicę. Niestety twoje obawy się potwierdziły na środku jezdni leżał cały zakrwawiony Louis. Padłaś koło niego na kolana i zaczęłaś płakać.
- Louis skarbie.- szlochałaś przytulona do jego koszulki w paski.- Tommo nie zostawiaj mnie.
- [T.I] zawsze pamiętaj, że cię kocham.- powiedział Tomlinson zmęczonym głosem.
Pocałowałaś jego zimne i blade usta.
- Lou nie gadaj głupstw. Będziesz mi to mówił codziennie.
- Nie [T.I] ja umieram.- powiedział już szeptem.- Kocham cię. Do widzenie.- powiedział i zamknął oczy.
Zaniosłaś się płaczem. Tuliłaś się do jego ciepłego jeszcze torsu i całowałaś blade wargi.
- Lou, Lou kochanie wróć do mnie.- mówiłaś przez łzy.
Kiedy próbowałaś zwrócić Louisowi życie nadjechała karetka pogotowia. Podbiegli do was ratownicy. Jeden sprawdził Louis'ow puls a kiedy nic nie wyczuł kiwnął do drugiego głową. Wtedy tęgi mężczyzna podszedł do ciebie i zaczął cię odciągać od twojego ukochanego.
- Nie zostaw mnie!- szarpałaś się.
Poczułaś jak coś ukłuło cię w ramię i twoje powieki zaczęły robić się ciężkie i po chwili odpłynęłaś.

Tak jak codziennie przyszłaś na grób swojego ukochanego. Pomodliłaś się, zapaliłaś znicz i usiadłaś na ławeczce, na której przesiadywałaś ostatnio więcej niż połowę wolnego czasu.
- Cześć kochanie.- zaczęłaś swój monolog.- Dzisiaj szef powiedział mi, że daje mi wolne do czasu kiedy się pozbieram. Ale to przecież nie możliwe i on o tym wie. Chociaż może nie? On nigdy nie stracił miłości swojego życia.- zaczęłaś szlochać.- Wczoraj widziałam się z Harry'm z nim też nie najlepiej. Schudł, jest blady i zmęczony. Według mnie wygląda gorzej ode mnie. Jeszcze przed twoim wypadkiem warzyłam 50 kg kiedy byłam u lekarza powiedział mi, że teraz ważę 40 i jak nie przytyję kilograma do końca tygodnia to zamknie mnie na oddziale dla osób z zaburzeniami odżywiania. Ale ja nie mogę jeść. Nie kiedy przez ten głupi makaron umarłeś.- teraz już strasznie płakałaś.- Gdybym wtedy nie marudziła teraz pewnie oglądalibyśmy razem film albo robili wiosenne porządki...
Wtedy poczułaś jakby ziemia się zatrzęsła. Z ławki spadła twoja torebka a płyta nagrobka złamała się na pół. Zamknęłaś oczy a kiedy ponownie je otworzyłaś stał przed tobą Louis. Ale nie ten uśmiechnięty nastolatek z artystycznym nieładem na głowie tylko Lou z po wypadku cały zakrwawiony z sinymi wargami.
- Aaaaaa!- zaczęłaś krzyczeć.

Cała spocona usiadłaś na łóżku. Zerknęłaś na drugą stronę posłania i zobaczyłaś swojego chłopaka Louisa. Tak się ucieszyłaś, że wtuliłaś się w jego bok i dałaś buziaka w czoło.
- Tak dobrze, że to był sen.- szepnęłaś.
Brunet otworzył oczy.
- Jaki sen?- mruknął zaspany.
- Nie ważne.- odparłaś.- Już nigdy nie puszczę cię samego do sklepu.- dodałaś po chwili.
Lou popatrzył na ciebie zdziwiony a ty zamiast mu odpowiedzieć namiętnie go pocałowałaś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz