Siadłem na ławce i wpatrywałem się w jakiś punkt bardzo daleko ode mnie. Właśnie wtedy rozdzwonił się mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni i odebrałem połączenie najpierw sprawdzając kto dzwoni. Harry.
- Halo?- zapytałem.
- Słuchaj Niall idziemy dzisiaj na imprezę z Louis'em. Chcesz iść z nami?
- Nie...- jękąłem.
- No nie marudź!- powiedział Hazza.- Może wyrwiesz jakąś laskę!
- Haroldzie wiesz dobrze że nie lubię kiedy mówisz do mnie w ten sposób a w szczególności o dziewczynach.
- No o co ci chodzi?- zapytał poirytiwany.
- Dziewczyny nie są po to żeby je wyrywać tylko... one czują to samo co ty kiedy cię rzuciła Anne. Ile razy mam ci to tłumaczyć?
- Już dobrze, dobrze... To idziesz z nami czy nie?
- Nie.
- Twoja strata.- oznajmił i rozłączył się.
Schowałem telefon do kieszeni i głośno westchnąłem. Czemu życie takie jest? Czemu to że ktoś nie ma drugiej połówki znaczy że jest słaby? Kiedy jest wręcz odwrotnie. Ci którzy zaraz po zerwaniu znowu kogoś mają są tak słabi że nie mogą wytrzymać sami. Za to ludzie tacy jak ją są na tyle silni żeby czekać.
Wstałem i ruszyłem do bramy parku. Właśnie kiedy miałem wielką fontannę zobaczyłem naprawdę fajną blondynkę. Ciekawe czy jeżeli mnie wogóle zobaczy to czy pomyśli "Ale ciacho. Co ja bym dała za twojego chłopaka".
A czemu by tak nie wziąść sprawy w swoje ręce? Co mi zaszkodzi podejść do niej? Chyba nic. Tak więc podjąłem decyzję. Wziąłem głęboki oddech, podszedłem do fontanny na której siedziała i przysiadłem na brzegu.
- Zły dzień?- zapytałem gdyż dziewczyna miała naprawdę zmartwioną minę.
- Każdy dzień jest trochę zły.- odpowiedziała.
- W takim razie czy ten jest szczególnie zły?
- Ostatnio każdy jest tak samo zły.
- Dlaczego?
- Nie będę się żalić obcemu.
- Jestem Niall. Teraz jeszcze powiedz jak masz na imię i już będziemy się znali.
- Okay.
- No to jak masz na imię?
- Mam na imię...- zaczęła.
- Czekaj.- przerwałem jej.- Sam zgadnę.
- Zgoda.
- Gabriela?
- Nie. A czemu właśnie to? Pasuje do mnie to imię?
- Tak. W stu procentach.
- Czemu?
- Bo tak się nazywa najpiękniejszy anioł.
Dziewczyna wstała.
- Mam na imię [T.I] i chyba już sobie pójdę.- powiedziała.
- Dlaczego?
- Bo mam już dość chłopaków którzy najpierw mnie pokrywają i wydają się tacy uprzejmi i wogóle super a potem kiedy mam już nadzieję że w końcu kogoś znajdę oni mnie zostawiają.
- Ale ja taki nie jestem.- powiedziałem podrywając się z miejsca.
- Ale zrobiłeś inne wrażenie.- stwierdziła.
- To może zaczniemy naszą znajomość od początku?- zaproponowałem.
- Nie dzięki.- odparła.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę bramy parku.
- Do widzenia.- rzuciła przez ramię.
- Czyli się jeszcze zobaczymy?- zapytałem z nadzieją w głosie.
- Nie. I w takim razie żegnaj.- powiedziała i odeszła.
To było okropne. Poczułem się tak
jakby miłość mojego życia właśnie
wymknęła mi się z rąk.
Niesamowite historie członków One Direction z każdą z was w roli głównej. Follow me on Twitter @lovefoodlikeniall
poniedziałek, 13 października 2014
#84 Never say Never 2
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz