środa, 8 października 2014

Mimi's Story Chapter XV "Katarek"

Usiedliśmy w wygodnych fotelach klasy biznesowej a Harry wyciągnął z kieszeni telefon.
- Co robisz?- zapytałam grzebiąc w torebce w poszukiwaniu chusteczek chigienicznych.- Hazuś masz chusteczki?- zrobiłam słodką minkę i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Nie...- odparł.- A co?
- Mam katarek.- oznajmiłam pociągajac nosem.
Hazza wstał i sięgnął po listononoszkę Adidasa która leżała na półce nad naszymi głowami. Pociągnął zamek błyskawiczny i zaczął szperać pomiędzy kartkami, jedzeniem i innymi papierami.
- To co masz je?
- Czekaj... Długopis, branzoletka, brudna skarpeta... Co brudna skarpeta?!
Westchnęłam głośno i sięgnęłam spowrotem po moją torebkę.
- Czekaj! Czekaj!- powiedział zdecydowanie za głośno.
- Co tym razem znalazłeś?! Zużyty derodorant?!- zapytałam poirytowana.
- Nie.
- Ale to pewnie gdzieś tam też jest.
- To co?
- Chusteczki.- oznajmił i podał mi foliowe opakowanie.- Proszę.- powiedział i dał mi soczystego całusa w policzek.
- Dzięki.- wzięłam od niego przedmiot i wyjęłam chusteczkę i wydmuchałam nosa po czym kichnęłam.
- Gdzie się tak załatwiłaś?- zapytał Harry.
- Jak to gdzie na tym twoim spacerze po centrum kiedy to zmokłam do suchej nitki a potem jeszcze zmarzłam w zimnych tunelach metro. A jeszcze potem nie chciałeś zamknąć tego cholernego okna.
- Aha rozumiem.
Oparłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy.
- Jak myślisz czy jeszcze kiedyś pojedziemy razem do Nowego Yorku? Będziemy spacerować po jego zatłoczonych ulicach? Jeździć metrem jak normalni ludzie?
- Jasne. Przyjedziemy tu razem z dziećmi. Będziemy spacerować po zatłoczonych ulicach jak każdy inny człowiek bo tłumy już nie będą pamiętać naszych imion. Może te osoby które teraz są naszymi fanami.
- Dziećmi?- zapytałam podejrzliwie.
- Tak. Najlepiej dwójką.
- Czy ty aby nie zapędziłęś się za daleko?- zapytałam zdziwiona. Dobra może marzyć ale sory są jakieś ograniczenia. Jestteśmy razem trzy miesiące a on już ma normalnie plany na najblirzsze 10 lat.
Jednak moją ochotę tego by powiedzieć mu co o tym wszystkim myślę przerwało to że samolot gwałtownie się zatrząsł. Chwyciłam Harrego za ramię.
- Co to?- zapytałam lekko przestraszona.
- Turbulencje.- powiedział Hazza głosem tak spokojnym jakby nic się nie działo.
Rozejżałam się dookoła siebie.
Loczek widząc strach w moich oczach zaśmiał się.
- Z czego się śmiejesz?- fuknęłam.
- Z ciebie.- odparł dalej szczeżąc zęby jak szczerbty do sera.
- A co jest we mnie takiego zabawnego?
- To że boisz się zwykłych turbulencji.
- To jest takie śmieszne?!
- Tak.
- A co jak samolot spadnie?!
- Napewno nie.- Harry przyciągnął mnie do siebie.- 
Prześle


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz