To był już szósty miesiąc. W jednej ręce trzymając siatkę z zakupami a drugą trzymając na brzuchu szłaś przez usłany pomalowanych na wiele kolorów jesiennym liściami park. Czas mijał. Nie czułość już takiego balu serca jak jeszcze 2 miesiące temu ale jeszcze o nim nie zapomniałaś. Kochałaś go. W sumie to cały czas kochasz, bo trudno jest z dnia na dzień przestać coś do kogoś czuć. Zwłaszcza jeżeli tego kogoś kochało się nad życie. Czasami myślisz że już cię nie boli a potem czujesz ruch swojego dziecka i wiesz że zawsze będziesz czuć ten ból gdyż codziennie będziesz widzieć swojego synka (tak to będzie chłopiec) który jak by nie patrząc jest częścią Zayn'a. Nagle poczułaś że twoją pociecha cię kopnęła. Złapałaś się za brzuch w tym miejscu.
- Jeżeli kopie to znaczy że to chłopiec.- usłyszałaś za sobą znajomy głos.
Odwróciłaś się i zobaczyłaś Harrego. Trochę się przestraszyłaś że chłopak zacznie cię nakłaniać żebyś wróciła do Zayn'a. Hazza widocznie zagadnął co czujesz.
- Nie przychodzę tu po to żeby cię nakłaniać do powroty do niego. To co zrobił było złe.- powiedział głośno ale ostatnie zdanie wymówił szeptem.
- Jak to "nie przychodzisz tu"? Śledzisz mnie czy co?
- [T.I] codziennie idziesz przez ten park do piekarni gdzie kupujesz dwie pszenne bułeczki i crossanta a potem wpadasz tą samą drogą do domu.
- Ale czemu to robisz?
- Bo obiecałem że się tobą zaopiekuję.
- Komu obiecałeś? Zayn'owi?
- Eliz.
Twoją przyjaciółka trzy miesiące temu wyjechała do Cambridge do rodziców gdyż jej mamą ma raka piersi. Stwierdziła że nie może teraz tak po prostu zostać w Londynie i się bawić kiedy jej matka będzie walczyć o życie.
- Jak?
-Kiedyś przyprowadziłaś ją do nas na domówkę. Pamiętasz?
- Tak.
- Dałem jej wtedy swój numer i powiedziałem że jak będzie czegoś potrzebowała albo chciała pogadać to niech zadzwoni. Dwa dni przed wyjazdem zadzwoniła.
- Dziękuję Harry. I tak. Trafiłeś będzie chłopiec.
- Jak mu dasz na imię?
- Chyba Colin.
- Ładnie.
- No dalej Colin wyłaź na ten piepszony świat!!!- krzyknął Harry ściskając cię jeszcze mocniej za rękę.
Zacisnęłaś zęby żeby nie krzyknąć z bólu.
- Niech pani prze.- poinstruował. cię lekarz.
- Robię to od 7 godzin i jakoś nic nie pomaga.
- Najdokładniej od 7 godzin 6 minut i 42 sekund.- wtrącił się Hazza.
- A ty co kurwa że stoperem siedzisz?!
- Obiecuję pani że jeszcze nie dłużej niż godzinę. Tylko proszę przeć.
- Trzymam pana za słowo.
- To niech pani prze.
- Nie mam już siły.
- [T.I] ogarnij się. Jak nie będziesz przeć to wszystko będzie trwało dłużej.- Harry ogłaszał cię po głowie.
- Pełne imię i nazwisko dziecka?- zapytał lekarz podczas wypełniania aktu urodzenia.
- Colin Edward [T.N].- odparłaś.
- Potem pani nazwisko które już znam. Imię i nazwisko ojca?
- Nieznany.
- To ten chłopak z modem na głowie nie jest ojcem?
- Nie.
Tak więc oto koniec tej historii. O Zayn'ie nigdy nie zapomnisz. Bo o prawdziwej miłości się nie zapomina. Bo to nie jest takie łatwe wporzucić wszystkie plany i przestać patrzeć na mapę która jak do teraz wskazywała kierunek życia i nagle zmienić wszystko o 180 stopni. Teraz to nie ty byłaś najważniejsza tylko Colin. Może i popełniłaś błąd ale twój syn nie może odczuwać jego skutków. To by było nie sprawiedliwe. Wiesz że kiedyś zapyta o tatę. Wiesz że kiedy będą robić w przedszkolu laura na dzień taty on nie będzie komu miał jej dać ale ważne jest to żeby był szczęśliwy. Może i Obruciłaś Zayn'a ale zyskałaś przyjaciela który pomaga ci walczyć z bólem i nie pozwala byś znowu została sama.
________________________________
No to mamy koniec imagina pod którym pojawił się tylko jeden komentarz za którego serdecznie ci Kinga dziękuję. Mam nadzieję że mimo braku innych komentarzy ta seria jednak komuś się podobała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz