sobota, 11 stycznia 2014

#13 Liam

- Dzięki Peter. Zadzwonię jak będę potrzebowała więcej.- powiedziałaś i zostawiłaś bruneta samego pod opuszczonym dworcem. Woreczek z białym proszkiem włożyłaś do kieszeni bluzy. Ok. 10 weszłaś do domu. Zdjęłaś bluzę i powiesiłaś ją na wieszaku.
- Cześć Liaś! Co tam?
- Dobrze. Dzisiaj chłopaki wylali Paul'owi klej na krzesło. Chciała byś widzieć jego minę kiedy nie mógł wstać. Hahaha.- opowiedział ci twój chłopak.- Potem rzecz jasna musieli się złożyć na nowe spodnie dla niego bo to były jego ulubione.
- Hahaha. Rzeczywiście pewnie mieliście niezły ubaw. Wiesz co ja idę spać jestem padnięta.- powiedziałaś i pomaszerowałaś na górę. Wzięłaś długą relaksacyjną kąpiel. Wyszłaś i przebrałaś się w twoją piżamę z krową.
- O kurcze zapomniałam kokainy z bluzy.- szepnęłaś i zbiegłaś na dół.
Pobiegłaś do kurtki i zaczęłaś przeszukiwać kieszenie. W jednej nie ma, w drugiej też.
- Skarbie czego szukasz?- zapytał Liam.
- Telefonu. Chyba zostawiłam go u koleżanki.
- Napewno telefonu? A nie tego?- spytał i wyjął z kieszeni woreczek z białym proszkiem.- Ile ćpasz?
-Kochanie to nie tak...
- Pytam się! Ile ćpasz?!
- Pół roku.
- I tyle to przede mną ukrywałaś!?
- Liam chciałam ci powiedzieć. Ale nie wiedziałam jak!
- Powiedziała byś jak by ci na towar kasy zabrakło.- powiedział- Ale jeśli chcesz być ze mną to wybieraj. Albo prochy albo ja.
- Liam ja...- zaczęłaś się jąkać.
- Tak myślałem.- powiedział i poszedł spakować swoje rzeczy. 30 minut później wyszedł z domu trzaskając drzwiami.

Nie chciałaś mieszkać w tym domu. Za dużo wspomnień związanych z Liamem, więc przeprowadziłaś się do [I.T.P].
P: Ale powiedziałaś mu zanim z tobą zerwał?
[T.I]: Nie.
P: Jak to nie powiedziałaś mu o dziecku?
[T.I]: Nie. Jeżeli mnie zostawił właśnie kiedy potrzebowałam go najbardziej, to co dla niego znaczę? Nie zaakceptuje tego dziecka ponieważ jest częścią mnie. Zrozum.
P: A co powiesz dziecku jak spyta o tatę?
[T.I]: Że mama miała kłopoty a on przestał ją z tego powodu kochać.
P: To będzie kłamstwo.
[T.I]: Wcale nie. Trochę podkolorowana prawda.

                 *** 6 miesięcy później***
[T.I]: Kochana idę do centrum.
P: Ok leć.
Wsiadłaś do wcześniej zamówionej taksówki. Kiedy dojechałaś na miejsce zapłaciłaś kierowcy i wysiadłaś z pojazdu.

Obeszłaś już chyba całą galerię. Postanowiłaś usiąść na twojej ulubionej ławce niedaleko fontanny. Nagle zobaczyłaś znajomą twarz. Chciałaś szybko odejść ale twój wielki brzuch znacznie cię spowalniał. Poczułaś, że ktoś chwyta cię za nadgarstek.
L: [T.I] to ty?
[T.I]: Tak a teraz mnie puść.
Liam spojrzał na twój brzuch.
L: O widzę, że szybko sobie kogoś znalazłaś.
[T.I]: Nie znalazłam.

Oczami Liama
Czyli nikogo nie ma. Jeszcze mogę ją mieć. Ale ma dziecko, i to nie moje dziecko. W dodatku wygląda mi to nie na szósty miesiąc, bo tyle temu się rozstaliśmy ale co najmniej na połowę ósmego. Czyli mnie zdradziła. Chciałem jej powiedzieć, że ją kocham ale w takim wypadku nie mogłem.
L: W takim razie tyle razy dawałaś dupę, że już nie wiesz kto jest ojcem?
[T.I]: Nie.- odpowiedziała sarkastycznie się uśmiechając.- Od czasu kiedy zerwaliśmy z nikim nie byłam w łóżku wyobraź sobie.- była naprawdę zła.
Nagle zamknęła oczy, jedną ręką chwyciła się za podbrzusze i zaczęła głośno oddychać.
L: Boże [T.I] co ci?
[T.I]: Idź ode mnie idioto. To wszystko przez ciebie.
L: Co przeze mnie?-  nie rozumiałem. Nie dość, że mnie zdradza to jeszcze mnie o coś oskarża.
[T.I]: To, że się zaczęło.- wysyczała.
Szybko wyjąłem telefon i zadzwoniłem po karetkę.

                 *** Tydzień później***
Stanąłem pod drzwiami mieszkania jej przyjaciółki. Byłem pewien, że tam mieszka, ponieważ jakiś tydzień po zerwaniu zobaczyłem ją wchodzącą z walizką do właśnie tego mieszkania. Zapukałem. Otworzyła mi jej przyjaciółka.
L: Mogę porozmawiać z [T.I]?
P: Nie. Wiesz jak ją skrzywdziłeś?
L: Słuchaj ja muszę z nią porozmawiać. Nie chcę jej wyzywać. Jaj ją kocham.
P: Dobra wejdź. Drugie piętro pierwsze drzwi po lewej.
Wszedłem do domu a następnie podążyłem do odpowiednich drzwi. Zapukałem.
[T.I]: Wejdź [I.T.P].
Wszedłem.
L: To ja.
[T.I]: O, ty też możesz wejść.
L: Tak sobie pomyślałem. Czy mogę poznać dziecko.
[T.I]: Proszę. Możesz potrzymać William'a.- powiedziała i podała mi dziecko.
Wziąłem je od niej. Było piękne miało brązowe oczy i włosy. Mały nosek i malinowe usta. Oparł swoją małą główkę na moim ramieniu i cichutko ziewnął. Popatrzyłem na chłopca. Był do mnie strasznie podobny.
L: Czy to jest mój syn?- spytałem drżącym głosem.
[T.I]: Tak. Twój syn.- uśmiechnęła się blado.- Syn, którego nie kocha własny ojciec.
L: Kocham go. I ciebie też nigdy nie przestałem kochać. I nawet jeśli ty mnie już nie kochasz to będę o ciebie walczyć i udowodnię ci, że nadal mnie kochasz.
[T.I]: Nie musisz. Ja ciebie też.
Powiedziałaś i po  tak długim czasie ponownie złączyłaś wasze usta w pocałunku.

_____________________________________________________________________________
I co może być? Nie wiem skąd mi się wzięła ta kokaina i wg. branie w ciąży ale ostatnio mam marny humor i dopiero w czw. naszła mnie wena. Tak wg. to jestem dziwna. Wczoraj spadłam ze śmiechu z krzesła ponieważ przypomniałam sobie co moja przyjaciółka powiedziała pół roku temu. A potem w szkole jak moja druga przyjaciółka rozmawiała w szkole przez telefon z kimś na play to ja i moja Agacia darłyśmy się przy słuchawce " Mamo ona mnie bije!", "Mamo jestem głodna!" i "Mamo chcę marchewkę!". Hahaha.

1 komentarz:

  1. Cudny imagin, po prostu świetny. Patent z kokainą jeszcze lepszy. Muszę szczerze przyzbać, że to jeden z niewielu jednoparterowców które tak bardzo mi się spodobały.
    Pozdrawiam i czekam na następne imaginy.

    OdpowiedzUsuń