czwartek, 23 stycznia 2014

#21 Narry part2

Padło kilka próśb o kolejną część Narrego. Kilka w komentarzach i kilka face to face. Było też kilka słów, że nie chcą takich imaginów. Jednak chcąc iść za głosem większości będzie kolejny Narry. Kolejna część historii o tym, że każda miłość jest taka sama, i każdy zasługuje na to szczęście. Pisząc tą historię mówię tym pięciu wariatom należącym do naszej wielkiej rodziny Directioner, że zawsze będę ich akceptować. Nawet jeśli Harry będzie z Jamsem Bondem, zawsze... Dla mnie nigdy nie będą musieli się zmieniać, nigdy...


And I can’t change
Even if I tried
Even if I wanted to
And I can’t change
Even if I tried
Even if I wanted to
My love, my love, my love
She keeps me warm .
_______________________________________________________________
Siedzieliśmy na kanapie oglądając "Sposób na teściową". Siedziałem obejmując mojego chłopaka Niall'a. Obok nas siedzieli Liam i [T.I]. Oby dwoje głaskali jej powiększony brzuch. Co jakiś czas Daddy całował na przemian [T.I] i brzuch. [T.I] szepcząc jak bardzo ją kocha a brzuch mówiąc, że nie może się doczekać kiedy przyjdzie na świat jego córka, jego Clarie. Boże jak ja im zazdroszczę. Tego, że mogą spełniać swoje marzenie o szczęśliwej rodzinie. Tego, że kiedy idą ulicą za rękę nikt ich nie potrąca, wyśmiewa, nie drwi z nich. Tego, że są tacy normalni. Kiedy na ekranie Niall wstał.
- Ja idę spać. Dobranoc wszystkim.- powiedział.
- Dobranoc.- odpowiedziała [T.I] uśmiechając się delikatnie.
Chwilę po moim chłopaku ja też udałem się do naszej sypialni. Usiadłem na łóżku i wsłuchiwałem się w głos Niall'a nucącego refren Same Love pod nosem. Po chwili blondyn wyszedł z łazienki.
- Niall przepraszam.- powiedziałem kiedy usiadł obok mnie.
- Za co?- spytał zdziwiony.
- Za to, że przeze mnie nigdy nie spełnisz swojego marzenia.
- Harry jakiego marzenia?
- Pamiętasz jak w 2010 byliśmy u mojego taty w domku letniskowym. Jak opowiadaliśmy o swoich marzeniach? Jak powiedziałeś, że marzysz o wielkiej Irlandzkiej rodzinie?
- Pamiętam. Ale pamiętam też jak mówiłem, że marzę o prawdziwej miłości. Taką właśnie znalazłem.
- Tyle że przeze mnie nigdy nie będziesz mieć rodziny. Takiej prawdziwej.
- Hazzuś mam ciebie. To jest najważniejsze.- powiedział farbowany i przytulił mnie.
Zasnęliśmy w swoich ramionach.

Rano zwlokłem się z łóżka i w samych bokserkach podreptałem do kuchni. Wyjąłem z lodówki Nutellę i inne potrzebne produkty i zabrałem się do przygotowania ulubionego śniadania Niall'a: naleśników z Nutellą. Po chwili w jadalni zebrali się wszyscy domownicy.
- Pamiętacie, że dzisiaj jedziemy do tego domu dziecka na przedmieściach?- spytał Zayn.
- Jasne.- odpowiedział Liam.- Paul zgodził się nawet, żeby [T.I] z nami jechała. Kiedy powiedziałem mu że nie ma z kim zostać w domu.
- Przewrażliwiony idiota.- westchnęła [T.I].
- Ale twój!
Zjedliśmy śniadanie i wszyscy pobiegli do swoich pokoi aby się ubrać. Po chwili zszedłem na dół ubrany w czarne rurki, biały T-shirt z napisem "Free kisses" i czarna marynarkę. Usiadłem na kanapie miętosząc w dłoniach pluszową zabawkę Molly. Kanapa zatrzeszczała a ja podniosłem wzrok. Koło mnie siedziała [T.I] ubrana w to. Chwilę potem na dół zbiegła cała reszta domowników. Zayn w biegu poprawiał fryzurę, Niall jadł grzankę a Lou zataczał się ze śmiechu bo Liam powiedział "Były ich tysiące a nawet setki". Po prostu wariatkowo.

Wpakowaliśmy się do naszego 1Dvana i pojechaliśmy w stronę domu dziecka. Był to duży biały budynek z kratami w oknach. Brrry. Chwyciłem Niall'a za rękę i weszliśmy do środka. Wszędzie słuchać było gwar rozmów. W drzwiach sali w której według tabliczki znajdowały się komputery stała grupka ok.12 dziewczyn. Poszliśmy do gabinetu dyrektorki. Starsza pani przywitała się z nami i wytłumaczyła gdzie co jest.
- Hazzuś...- zaczął Niall po 2h chodzenia, rozmawiania i bawienia się z dzieciakami.
- Co się stało skarbie?- zapytałem.
- Głodny jestem...
Wybuchnąłem śmiechem.
- 3 godziny temu jadłeś 10 naleśników i 3 grzanki.- wypomniałem mu. Ale i tak sięgnąłem do listonoszki Adidas i wyciągnąłem z niej pudełko płatków śniadaniowych. Podałem je blondaskowi.- Trzymaj.
Niall momentalnie się rozpromienił.
- Kocham cię. Wiesz?
- Wiem ale czasem się zastanawiam czy alby napewno to ja jestem na pierwszym miejscu a nie jedzenie.
Przeszliśmy na plac zabaw. Przyglądałem się wszystkim tym dzieciom. Nie były ubrane w markowe ubrania, za co w jakiś super szkołach w Londynie byłyby pewnie wyśmiane. Mimo to biegały i wdychały świeże powietrze. Kilkoro z nich nawet się śmiało. Jednak nie to rzuciło mi się w oczy najbardziej w kacie podwórka na ławce siedziała na oko 7 letnia dziewczynka.
Kolana miała podciągnięte pod brodę. Widać było, że niedawno płakała. Podeszliśmy do nie z Niall'em. Nawet na nas nie spojrzała.
- Jak masz na imię?- spytał Niall.
- Czemu się ze mnie nie śmiejecie?- spytała i pociągnęła noskiem.
- A czemu mielibyśmy się z ciebie śmiać?- odpowiedziałem pytanie na pytanie.
- Bo mnie rodzice oddali tu jak miałam 4 lata bo mnie nie chcieli. A inne dzieci albo nie mają rodziców albo ich nie znają. Śmieją się ze mnie bo nikt mnie nie chce i mówią, że zostaną tu sama do końca życia.
- To nie prawda.- zaprzeczył Niall.- Jesteś śliczna i na pewno ktoś cie pokocha.
- To nieprawda. Wszystkie panie które tu przychodzą wolą dziewczynki z żółtymi loczkami, a ja mam brązowe włosy.
- To nie zmienia faktu, że jesteś śliczna. Jak masz na imię?- spytał farbowany.
- Amelie.
- Ja jestem Niall, a to mój chłopak Harry.- blondyn wskazał na mnie.
Dziewczynka delikatnie się do nas uśmiechnęła.
- Czemu się z nas nie śmiejesz?- tym razem to ja zapytałem.
- Bo każda miłość jest taka sama.- odparła.
Zrobiłem zdziwioną minę. Dziewczynka szybko pośpieszyła z wyjaśnieniami, ale najpierw wyjęła z kieszonki złożone na cztery zdjęcie przedstawiające dwie kobiety trzymające za ręce Amelie.
- To są moja mamusia i macocha. Mój tata mieszka daleko bo mama kocha Anne, ale Anna mnie nie lubi więc mnie tu oddały. Ale ja to rozumiem. Moja mamusia też zasługuje na prawdziwą miłość.
- Harry! Niall! Idziemy do domu!- krzyknął Zayn z progu.
- Jeszcze tu wrócimy księżniczko.- szepnął do Amelie Niall.

________________________________________________________
Więc jest 2 część Narrego. Postanowiłam, że będzie jeszcze jedna i Koniec. I tak na marginesie. Wszystkiego najlepszego Pani Monice ( mojej nauczycielce angielskiego) z okazji urodzin. Happy Birthday!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz