A tak na marginesie. Włącz to.
__________________________________________________________
- Zjadłem keyboard'a!- krzyknął Louis.- Chociaż nie to był Chopin.
- Co ty?! Przecież od tygodnia coś gra ci w żołądku!- krzyknął Harry.
- Potwierdzam!- wrzasnął Niall.- A po chipsach beka ćwierć nutami!
- To był Chopin- powiedział stanowczo Lou.- A może Bach?
- Bach urodził się w Eisenach! A keyboard w Chinach!- zaprzeczył Zayn.
- I co z tego?!- zapytał Niall.- Ja jestem Irlandczykiem i jem afrykańskie żarcie!
- No właśnie!- wrzasnął Lou, a Liam zaśpiewał:
Jan Sebastian Bach
urodził się w Eisenach.
Przeszło tyle lat,
a ciągle wie o nim świat!
Od dziecka wielkie miał zdolności,
znane do dzisiaj potomności,
bo w swojej światłej działalności
zostawił trwały ślad!
- Co ty bredzisz?- zapytał Harry.- Marsjanków się naćpałeś czy Holinexu?
- Haribo.- odpowiedział Daddy.
- Boże!- przestraszył się Niall.- Ja raz je brałem, a potem całą noc mamrotałem:
" Harry ma super loki.
Zayn to laluś, a Lou
ma zajebistą dupę!"
- Nieee! Co my teraz zrobimy?- przestraszył się Harry.
- Wina Obamy!- oznajmił Liam.
- Trzeba sprowadzić FBI! I oddział antyterrorystyczny!- radził Niall.
- Ale najpierw do Teksasu! Na lody Haribo!- zarządził Lou.
- Dobrze, a może zamiast FBI to FBC?- zapytał nieprzytomnym głosem Liam.- na jedno wychodzi.
- Wcale nie! FBI to "formacja bęcwałów ibizy" a FBC to "formacja czarnych bananów"- zaprzeczył Zayn.
- No to co?- nie zrozumiał Liam.- Liczy się to, że skończyły mi się żelki, a Obama jest zajęty. Zostały mi tylko zielone, a one są dobre na śnieg, bo jak jest słońce to mi nie smakują!
- To, że FBC zbiera banany w Atlańcie!- krzyknął Niall.
- Dobra do Teksasu mafiozi!- zarządził Lou i pojechali smartem na Dominikanę.

Co to była za brednia?
OdpowiedzUsuńWiesz jak się ma głupawkę to takie bzdury się z koleżanką pisze
Usuń