Dzisiaj wstałaś wcześnie, bo miałaś iść pomóc tacie w wyborze nowej sekretarki, a jak sam mówił sam już się kilka razy złapał, że wybiera nie według referencji tylko urody itp. Ubrałaś się w sukienkę, żakiet i złote dodatki. Zbiegłaś do kuchni, gdzie zjadłaś jajecznicę.
Po skończonej pracy pojechaliście do domu, z kąd ty pobiegłaś do willi chłopaków tak jak cię prosił Liam. Weszłaś bez pukania bo na własnej skórze doświadczyłaś tego, że kiedy on w domu drą się, biegają i robią inne cuda niewidy to na pewno pukania nie usłyszą.
- Liam jestem!- zawołałaś w głąb domu.
Po chwili pojawił się przed tobą Payne. Całą koszulkę miał obsypana mąką. Widać chłopcy próbował coś piec ale niezbyt mu to wyszło.
- Idziemy na bal charytatywny. Jutro.- oznajmił ci brunet.
- Na bal? Jutro?- zapytałaś.
- Tak i to ze mną.- uśmiechnął się.
- Nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej?
- Nie bo to miała być niespodzianka.- wyjaśnił.
- Ale ja nie mam się w co ubrać.- powiedziałaś.
- O to się nie martw.
- Jak to mam się nie martwić. Idziemy na jakiś charytatywny bal a ja mam w szafie tylko letnie sukienki.
- Chodź do salonu to zobaczysz swoją sukienkę i całą resztę.
Wziął cię za rękę i pociągnął w stronę salonu. Na kanapie leżało czarne pudełko. Podeszłaś do niego i je otworzyłaś. Na dnie spoczywał cudowny zestaw.
- I co podoba się?- zapytał Liam i pocałował cię w szyję.
- Bardzo.
Liam zaczął obsypywać twoja szyję pocałunkami gdzieniegdzie zostawiając malinki.
- A gdzie chłopcy?- zapytałaś.
- Mamy spokój pojechali pomóc skręcać Lou nowe łóżko bo stare popsuł razem z El.- wyjaśnił i rozpiął pierwszy guzik twojej sukienki.
(...)
Usłyszeliście pukanie do drzwi.
- Liam otwórz kluczy zapomnieliśmy.- krzyknął zza drzwi Harry.
Payne podniósł się z ciebie i zaczął zbierać porozrzucane po całym salonie ubrania.
- Już zaraz, zaraz.- krzyknął.
- Pewnie było łupu-cupu.- powiedział odrobinę za głośno Hazza.
Brunet podał ci twoje ubrania a ty szybko się w nie ubrałaś. Liam naciągnął na siebie kolejno bokserki spodnie i T-shirt. Nie mogłaś znaleźć twojego stanika. W końcu się poddałaś i założyłaś resztę ubrań. Obydwoje poszliście otworzyć drzwi.
- Wchodźcie.- powiedział Payne.
Louis zlustrował was wzrokiem.
- Czyli było łupu-cupu.- skwitował po chwili.
- Nie.- pokiwałaś przecząco głową.
- Mamy dowody.- oznajmił Harold.
- Niby jakie?- zapytał Liam.
- Oj Daddy, Daddy ty nie zapiąłeś rozporka a [T.I] ma kilka malinek na szyi. Wystarczy?- to mówiąc wszyscy weszli do salonu.
- I jak tam wam się skręcało łóżko?- zapytałaś.
- Nieźle.- oznajmił Louis.- Stare nienadawało się do użytku ale teraz El ma lepsze: stalowe.
- No bardzo fajne.- potwierdził Harold.- Oh a co to?- spytał wyjmując z pod szafki twój stanik.
- To moja prywatna rzecz.- oznajmiłaś i spróbowałaś wyrwać Loczkowi swoją część garderoby.
- Oj młodzi wpadliście.- pokiwał głową Zayn.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz