Jednak dotrzymanie słowa danego [T.I] wcale nie było takie łatwe. Kiedy wróciłem do domu znowu się zaczęło płakanie w poduszkę, spanie z jej koszulką. Tego dnia siedziałem w salonie i przeglądałem album z naszymi wspólnymi zdjęciami kiedy do pokoju wszedł Harry.
- To jak sprawdzamy co się dzieje na świecie?- zapytał i rzucił się na kanapie. Chwycił pilota i włączył BBC.- I co nam powiedzą? Rosja na Krymie, sankcje dla Rosji, nuda, nuda, nuda...
Nie słuchałem go jednak on po chwili zaczął mnie szturchać w bok i drzeć się do ucha.
- Tommo, Tommo patrz!- krzyczał Hazza.
Spojrzałam na ekran telewizora i zacząłem słuchać wypowiedzi redaktorki.
- Mamy nowe informacje dotyczące samolotu lecącego na Madison Country Airport.- mówiła kobieta.- Z informacji uzyskanych od naczelnika policji w Berlinie wiemy, że jeden z pasażerów nigdy nie wsiadł na pokład samolotu. Porywacze przekupili pracowników lotniska aby wpisali nazwisko owego pasażera na listę pasażerów a to, że samolot spadł było wręcz im na rękę bo dzięki temu nikt nie szukał ofiary gdyż wszyscy byli pewni, że nie żyje. Na razie nie znamy jeszcze imienia i nazwiska porwanej osoby. Jeżeli chcecie poznać więcej informacji zapraszamy na wywiad z ofiarą o 10:00 na antenie BBC.
- Słyszysz Lou [T.I] może żyć!- zaczął krzyczeć Harry.
Ja za to nie podszedłem do tego z takim entuzjazmem.
- Znając mojego pecha jest to jakaś stara panna w spódnicy w kwiatki a nie moja [T.I].
- Ale i tak obejrzymy wywiad.- zarządził Harry.
Nazajutrz równo o 10:00 wszyscy siedzieliśmy na kanapie. Zaraz po czołówce programu na ekranie pojawił się prezenter. Mężczyzna w średnim wieku ubrany w garnitur.
- Dzisiaj w programie "Good Morning England!" dzisiaj wywiad z ofiarą która podobno zginęła w katastrofie samolotu lecącego do Lee. Spędziła ponad dwa miesiące w niewoli za co porywaczom grozi do 12 lat utracenia wolności. Zapraszamy!
Kamera skierowała się na szklane drzwi przez które weszła moja [T.I]. Po moich policzkach popłynęły łzy szczęścia. Moje słoneczko było strasznie chude, całe poobijane i blade.
- Dzień Dobry.- przywitała się z prezenterem.
- Witaj [T.I]. Siadaj.- wskazał na kanapę.- Jak się czujesz?
- Nie jest źle. Powoli wracam do formy. Lekarze i psycholodzy ze prywatnej kliniki "Green Sky" niezwykle mi w tym pomogli.
- Wiem, że trudno ci o tym opowiadać ale jak cię porwali, ale mogłabyś nam o tym co nie co powiedzieć?
- Postaram się.
- To może zaczniesz od początku.
- Więc nie wiedziałam jak powiedzieć Lou o tym, że wyjeżdżam więc skończyło się na tym, że po prostu zostawiłam mu karteczkę. Kiedy byłam na lotnisku niby mieli jakiś problem z moim bagażem i zaprowadzili mnie do jakiegoś pomieszczenia. Kiedy przeglądali moją torbę nagle ktoś przyłożył mi jakąś szmatkę do ust i straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam lecieliśmy jakimś samolotem. Potem zaciągnęli mnie do jakiejś szopy i...- [T.I] zaczęła chlipać.
- Rozumie.- redaktor uśmiechnął się pokrzepiająco.- Nie musisz dalej mówić.
- Ale powiem. Chcę aby inni widzieli jakie szczęście mają, że coś takiego ich nie spotkało.
- Proszę.
- I potem mnie bili, gwałcili, grozili. Ale nie to było najgorsze. Po jakimś czasie przynieśli gazetę z artykułem o tym, że Lou chciał popełnić samobójstwo.- [T.I] rozpłakała się na dobre.- Lou jeżeli to oglądasz przyjedź po mnie do hotelu Anderson w Berlinie.- moje kochanie coraz bardziej płakało.
- Dziękuję.- powiedział redaktor a mój skarb wyszedł z pokoju.
- Lecimy do Berlina.- postanowiłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz